czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział V

K: Wowwww, co Ty tu robisz?
- Przejeżdżałem obok, więc myślałem, że może pogadamy.
K: Jestem w szoku, nie spodziewałam się wizyty Boskiego Leo Messiego... Nie wierzę :)
L: To uwierz :) Wpuścisz mnie czy będziemy tak stać w progu?
K: Sorry, wchodź.
L: Wowwww, widzę, ze dopiero się wprowadziłaś?
K: Dlaczego?
L: ...Bo nie zdążyłaś się jeszcze urządzić!
K: Urządziłam się, po co człowiekowi więcej do szczęścia- materac, laptop i lampa, czego chciać więcej :)
L: Podziwiam Cię, ja bym tak nie wytrzymał!
K:... Bo żyjemy w innym świecie.
L: Dlaczego tak myślisz?
K: Tobie do szczęścia potrzebne są gadżety i szybkie samochody, a mnie materac, komputer i światło.
L: Nie powiedziałbym, że gadżety i samochody są mi potrzebne... To jest jeden plus mojej pracy, no dobra drugi zaraz po grze w piłkę.
K: Nie, a co Ci jest wtedy potrzebne do szczęścia?
L: Widzę, że oceniasz mnie po tym co mam, a nie po tym jakim jestem człowiekiem.
K: O nieee, ja Cię nie oceniam, byłaby to ostatnia rzecz, którą chciałabym zrobić. Napijesz się czegoś?
L: Soku. Usiądę na ziemi jak nie masz nic przeciwko.
K: Proszę, siadaj... Wybacz, że nie mam żadnego fotela dla Ciebie, ale nie spodziewałam się, że będę miała takiego gościa. Cały czas nie odpowiedziałeś mi na pytanie: Co jest Ci potrzebne do szczęścia?
L: Do szczęścia??? Na pewno ktoś kto pokocha mnie takiego jakim jestem.
K: Błagam, takie sciemy to Ty możesz walić w wywiadach. Przecież masz osobę, z którą dzielisz swoje zycie, jesteś szczęśliwy.
L: W sumie masz rację, Antonella to wspaniała dziewczyna, ale od jakiegoś czasu nie możemy się dogadać, nawiązać jakiegokolwiek tematu. Wszystkie nasze rozmowy kończą się kłótnią. Sam już nie wiem o co jej chodzi?
K: To źle, bardzo... Może powinieneś ją raz wysłuchać?
L: Wysłuchać??? Cały czas to robię, ale ona się czepia o wszystko, nawet o to, że gdy jest w Mediolanie ja na nią nie czekam... Kurde, uwierz, czekam!
K: Nie wiem, nie moja sprawa. Nie znam jej za dobrze, więc nie mogę Ci pomóc...
L: Ale dzięki, że mnie wysłuchałaś, każdy mówi, że przesadzam...
K: Kto???
L: Rodzice! Mama mówi, że się czepiam, bo Anta zaczęła pracować.
K: Pracować? Prędzej Ci to przeszkadzało?
L: Anta nigdy nie pracowała, od kiedy przyjechała do Barcelony zawsze była pod ręką. Od roku jest twarzą D&G i więcej czasu spędza w Mediolanie.
K: A może to Ty masz problem, że nie jest już zależna od Ciebie?
L: Niee, skąd... Sam jej pomogłem rozwinąć skrzydła, ale nie da się ukryć, ze za nią tęsknie.
K: No i tu mamy rozwiązanie... Za mało czasu z nią spędzasz, a gdy się pojawi oddalasz się od niej...- proste! Spróbuj więcej z nią rozmawiać, a na pewno wszystko się ułoży.
L: Łatwo powiedzieć, gorzej z wykonaniem. Dobraaa, koniec zwierzeń. Co powiesz na kino, a potem kolacje na mieście?
K: W sumie jestem już zmęczona i miałam się kłaść spać, ale czemu nie.
L: No to super, ubieraj buty i mykamy. Znam fajne miejsce :)
O tej porze ulice Barcelony tętniły życiem. Bałam się, ze ktoś nas razem zauważy i powtórzy sie sytuacja z Alexisem, ale Leo zapewnił mnie, ze żaden paparazzi nie chodzi za nim, bo prawie nigdy nie wychodzi. Więc w spokoju mogliśmy obejrzeć film w kinie i wybrać się na kolacje. Nie sądziłam, że tak łatwo nawiąże z nim kontakt. Rozumieliśmy się prawie bez słowa i śmialiśmy się z tych samych żartów. Nawet film, który wybrałam spodobał się Lio. Postanowił nawet obejrzeć poprzednie części, bo prawie nic z niego nie rozumiał. Wybraliśmy się również do Restauracji, w której zazwyczaj jada gdy jest w centrum Barcelony. Gdy siedzielismy przy stoliku, Leo zapytał mnie co słychać u Krysi i Rogera.
K: Mają kłopoty z ośrodkiem, które prowadzą- odparłam.
L: Jakie kłopoty?
K: Pękła im rura i zalała cały ośrodek, a nie mieli ubezpieczenia.
L: Aaaa, cos słyszałem na ten temat, ale nie mogłem być, bo byliśmy z Antonellą na kolacji u rodziców.
K: Wprawdzie mamy cały budynek osuszony i czeka na remont, ale nie mamy pieniędzy na niego.
L: Szkoda, a może mógłbym Ci jakoś pomóc??
K: Wątpię, chyba że masz dobrą i tanią ekipę budowlaną?
L: No z tym może być problem, bo w domu ja się tym nie zajmuję, ale mogę Ci pożyczyc pieniądze na remont.
K: Oooo nieee, dziękuję bardzo, ale nieee... Nie przyjmuję pożyczek od obcych.
L: Od obcych??? Przecież jesteśmy przyjaciółmi!
K: Nawet nie próbuj mnie przekonywać, nie wezmę od Ciebie takich pieniędzy.
L: Jak chcesz??? Ale wiesz, że mozesz na mnie liczyć?
K: Taak, wiem i dziękuję!
L: W sumie to mam pomysł...
K: Jaki????
L: A co byś powiedziała gdyby klub pomógł dzieciaką.
K: Mów dalej, interesujące...
L: Klub mógłby zorganizować zbiórkę pieniędzy w trakcie meczu, ogłosilibyśmy to przez reklamę w telewizji. Zebralibyśmy te pieniądze?!
K: W sumie dobry pomysl, ale skąd pewność, że klub się zgodzi i wesprze dzieciaki.
L: Już moja w tym głowa, jakoś ich namówię.
K: No nie wiem, nie wiem... Mamy za mało czasu, żeby ryzykować!
L: Ryzykować? Kiedy dzieciaki muszą wrócić do ośrodka.
K: W czwartek, dokładnie za 7 dni.
L: No to masz rację, trochę mało :(
K: ejjj, ale jeżeli zorganizowalibyśmy jeszcze koncert, których ceny biletów przeznaczylibysmy na wycieczkę np. do Madrytu, moglibysmy zdążyć?
L: Nooo, tylko dlaczego właśnie do Madrytu???

K: Nie wiem, tak mi się powiedziało?
L: To już lepiej do Sewilli :)
Gdy tak rozmawialiśmy na temat planów zebrania pieniędzy dla dzieciaków, Leo wypalił:
L: Tylko się teraz nie odwracaj!
K: Dlaczego???
L: Jakiś mężczyzna robi nam zdjęcie!
K: O Boże!!! Co teraz, przecież on to wykorzysta przeciwko nam, nie mozemy na to pozwolić! Zrób cos??
L: Nie panikuj! Wszystko będzie w porządku. Siedź tu i się nie ruszaj, załatwie to!
Leo podniósł się i poszedł w stronę mężczyzny. Siedziałam jak na szpilkach, nie mogłam się przecież odwrócić. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, najlepiej bym uciekła. Po 10 minutach podszedł Leo i zapytał:
L: Zjadłaś już?
K: W sumie taak!
L: Dobrze, to wstań i wychodzimy.
K: Coś się stało???
L: Nieee, po prostu chcę Ci jeszcze cos pokazać.
Wychodząc z restauracji, zapytałam Leo po co temu człowiekowi nasze zdjęcia i czy je wykorzysta.
Po chwili namysłu Leo odparł: Nieee, wydaje mi się, że to jakiś turysta, który chciał sobie zrobić zdjęcie. Nie masz się czego obawiać.
K: Ufff, kamień z serca mi spadł.
L: Mogę się Ciebie jeszcze coś zapytać?
K: Proszę, słucham???
L: Nagrywasz płytę, teledyski...Robisz karierę, a boisz się paparazzi??? Nie obraź się, ale wchodząc w ten świat musisz się z tym pogodzic.
K: Nie muszę, uwielbiam śpiewać, ale nie zamierzam byc jakąś gwiazdą. Nawet nie wiem czy w ogóle nagram jakąś płytę. A zresztą zawszę będę sobą.
L: Skoro tak mówisz to Ci wierzę.
Jeszcze długo spacerowaliśmy ulicami stolicy Katalonii, rozmawiając i śmiejąc aię z przechodniów i żartów Leo. Nasza droga zakończyła się na jednym pomoście, z którego widać było oświetlone miasto.
K: Ładnie tu!- odparłam podekscytowana.
L: Wiem, dlatego Cię tu przyprowadziłem. Wiedziałem, ze docenisz uroki tego miejsca.
K: Nie sądziłam, ze znasz takie miejsca?
L: Często tu przychodziłem gdy byłem młody. Po treningu, gdy tęskniłem za mamą i rodzeństwem, gdy rozstawałem się z dziewczyną i z wielu innych spraw. Tu nawet opiłem swój pierwszy kontrakt z klubem z chłopakami z zespołu.
K: Czyli laski też tu zaliczałeś?
L: Zaraz zaliczałem... Powiedzmy, że przyprowadzałem- uśmiechnął się po czym dodał: Antonie też tu przyprowadziłem gdy pierwszy raz odwiedziła mnie w Barcelonie, ale...
K: Ale....?
L: Nie lubi tego miejsca!
K: Dlaczego???
L: Kiedyś wpadłem tu do wody i uderzyłem się w głowę. Przez tydzień nie mogłem trenować i grać, miałem podejrzenie wstrząśnięcia mózgu, ale obyło się bez tego. No i wtedy Antonella zabroniła mi tu przychodzić i omijać to miejsce szerokim łukiem.
K: Przestraszyła sie?
L: I to bardzo!
Bardzo dobrze się nam ze sobą rozmawiało, poczułam że znalazłam bratnią duszę, z którą mogę o wszystkim porozmawiać. Leo lubi słuchać, a zarazem opowiadać o swoim życiu. W mediach i przy chłopakach z zespołu czuję dystans, ale w głębi duszy jest wspaniałym człowiekiem.- takie przemyślenia po wspólnie spędzonej nocy.
Nasze rozmowy zakończyły się ze wschodem słońca. Odprowadzając mnie do domu Leo poprosił, abym przyszła dzis do klubu. Będzie rozmawiał z prezesem klubu ws ośrodka i chciałby, abym mu towarzyszła.
Zgodziłam się, bo w sumie nie miałam na dziś żadnych planów. Trening kończył się o 12:30, więc miałam na niego czekać koło głównego wejścia.

Przebrałam się szybko. Szybko??? W sumie nie wiedziałam dokładnie w co??? Przecież będę rozmawiać z mężczyzną, który może pomóc uratować ośrodek. W końcu znalazłam coś odpowiedniego, ubrałam się i poszłam na spotkanie z Leo i Panem Bartomeu. Nie wiedziałam jak z nim rozmawiać, jak ma pomóc dzieciakom. Całą drogę układałam sobie w głowie plan rozmowy, co trzeba poruszyć, co opowiedzieć. Z czasem zdałam sobie sprawę, ze Krysia i Roger powinni o tym wiedzieć, jako właściciele ośrodka. nie mogłam przecież za ich plecami decydować o tak ważnej sprawie. Zadzwoniłam więc do Krystyny i Rogera tłumacząc pokrótce jaki mamy pomysł na zebranie pieniędzy. Krystyna ucieszyła się, ze chce pomóc dzieciakom z ośrodka i dała mi pełne poparcie w reprezentowaniu ich u Pana Bartomeu. Ale problem leżał gdzie indziej, Roger obawiał się, ze taki klub jak FC Barcelona nie znajdzie środków na pomoc pobliskiemu Domu Dziecka. W sumie miał on z jednej strony rację, klub wprawdzie zarabia ogromne pieniądze, ale i też ma swoje wydatki. Postanowiliśmy razem, że wybiorę się do klubu na tą rozmowę, ale nie będę naciskać na nich gdy okaże się, ze nie mogą nam pomóc. Przecież nie mogliśmy sobie pozwolić na problemy tak wielkiego klubu. Gdy dotarłam na miejsce, czekając na Lio zauważyłam wychodzących piłkarzy. Trening się skończył więc Leo zaraz powinien tu być- pomyślałam.
Dość długo na niego czekałam, bałam się, ze go coś zatrzymało lub co najgorsza zapomniał o naszym spotkaniu. Nie zwróciłam uwagi gdy podeszli do mnie: Cesc, Marc, Cristian i Alexis. Cesc zaczął:
- Cześć Karola, wiemy że czekasz na Leo, ale On...
Przerwał mu Marc:
- Nie przyjdzie, cos go zatrzymało....- Marc chciał kontynuować, ale wtrącił się Alexis:
- Chyba ktoś- burknął pod nosem.
Cristian odepchnął Alexisa i wydawało mi się, ze chce ratować sytuację, która wymknęła im się spod kontroli.
- Prosił Nas, abyśmy Cię przeprosili za jego zachowanie, zazwyczaj dotrzymuje słowa.
- Do czasu gdy nie pojawi się Antonella- burknął znowu Alexis.
- Alexis!!!- krzyknęli chórem.
- Chcecie mi powiedzieć, ze Leo nie przyjdzie, bo przyjechała do niego dziewczyna?! Nie mógł sam przyjść tu i powiedzieć mi tego prosto w oczy - oburzyłam się.
- To nie tak Karola- próbował tłumaczyc Marc, do czasu aż nie wtrącił się Cesc:
- Zrozum, nie widzieli się już długo, ona przyjechała niespodziewanie. Dosłownie na popołudnie i potem wylatuje.
- Jak by chciał to by znalazł- powiedział znowu Alexis.
- Dokładnie, Alexis ma rację- odparłam.
- Alexis! Nie pomagasz!- powiedział Cristian.
- Dobra, to ja już nic nie będę mówić- dodał.
Chcąc zakończyć tą idiotyczną rozmowę zapytałam Alexisa czy mogę się z nim zabrać. Oczywiście się zgodził. Cesc zapewniał mnie, ze Leo obiecał załatwić to jeszcze dzisiaj, bo wie jak zależy mi na czasie. W sumie byłam już głucha na to co mówią chłopacy, miałam wszystko gdzieś, nie zależało mi już na niczym. Gdy wsiadałam do samochodu usłyszałam jak ktoś mnie woła i nie byli to moi rozmówcy z którymi przed chwilą rozmawiałam. Odwróciłam się i zauważyłam idącego w moją stronę Carlesa Puyola.
- Cześć! Carles jestem! Dobrze, ze udało mi się Ciebie zatrzymać. Wszystko załatwione.
K: Co jest załatwione???
C: Rozmawiałem z Leo na treningu i przed chwilą przez telefon i mi wszystko opowiedział.
K: No iii???
C: Prezes sie wstępnie zgodził. Macie być jutro z opiekunami ośrodka u niego o godz. 9.
Zwariowałam ze szczęścia, wszystko zaczeło się układać! Prawdopodobnie Barca nam pomoże. Z tych wszystkich emocji, aż przytuliłam kapitana Blaugrany. Nie mogłam się powstrzymać.
Cristian dodał jeszcze przed naszym odjazem, ze nareszcie sie wszystko ułożyło. W sumie miał rację!
Napisałam zaraz jak dotarłam do domu smsa do Rogera i Krystyny: "Wszystko idzie według planu. Barca prawdopodobnie nam pomoże. Musimy się tylko spotkać wszyscy razem jutro w siedzibie klubu o 9. Jestem szczęśliwa!"
Wirowało we mnie tyle pozytywnych emocji, ze nie mogłam się pohamować i zaprosiłam Alexisa dziś wieczorem do " Soul Club S.c.p.". Mamy przecież co świętować! Barcelońska 9 zgodziła się i zobowiązała się zaprosić resztę chłopaków. Był to, w sumie nadal jest najwspanialszy dzień! Wieczorem tak jak ustalaliśmy spotkaliśmy się w klubie, było dużo osób, ale przede wszystkim mogliśmy się tak naprawdę poznać i porozmawiać. Zabawa przebiegała po myśli, świetnie się bawiliśmy. Nawet Leo, który został zaproszony tańczył.
W pewnym momencie, któryś z piłkarzy wyciągnął dzisiejszą gazetę ze zdjęciem moim i Alexisa. Każdy gdy to zobaczył na początku zaczął się śmiać i komentować wygląd Alexisa. Boski Messi też przyglądał sie zdjęciu  z takim zdziwieniem na twarzy, po czym odparł:
- Jesteście razem?
Wszyscy podnieśli głowy i spojrzeli na Nas.
A: A to cos złego?? Jesteśmy oboje wolni???
Zrobiło się niezręcznie, ale dzięki Bogu był tam Marc, który wypalił:
M: Alexis jak długo??? Jeszcze tydzień temu byłeś zakochany po uszy???
Wszyscy zaczeli się śmiać. A ja, zamiast śmiać się razem z nimi przyglądałam się Messiemu, który był troszkę zmieszany. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam:
- Oj tam, oj taaam, nie będę komentować swojego zycia prywatnego... Idziemy na parkiet!
Gdy już szaleliśmy wszyscy na parkiecie, Messi złapał mnie za rękę i pociągnął na bok.
L: Możemy porozmawaic??
K: Cooo??? Nie słyszę??
L: Wyjdźmy na zewnątrz!
Gdy przedarliśmy się przez tłumy roztańczonych osób i znaleźliśmy się na dworze, Messi poprosił o chwilę rozmowy.
L: Przepraszam Cię za dzisiaj, że kolejny raz muszę to robić, a co najważniejsze za to, ze Cię wystawiłem! Zazwyczaj nie robię czegoś takiego, ale Antonella wyjechała dzis do Stanów i będzie tam dwa miesiące. Trochę długo, boję się, ze będę tęsknił.. Mam nadzieję, że nie będziesz zła?
K: Nie jestem i nie byłam, chociaż nie było miło stać tam i usłyszeć z ust Twoich kolegów, ze mnie wystawiłeś.
L: Wiem, to było głupię... Nie powinienem tak postąpić.. Chciałem zadzwonieć, ale nie zdążyłem....
K: Szkoda, wyszło by lepiej gdybyś sam mi to powiedział, ale nie chowam urazy. Idziemy??
Gdy już zmierzałam do środka, Leo zatrzymał mnie przy samych drzwiach i powiedział:
L: Karola, lubię Cię, nawet bardzo, ale proszę Cię o jedno nie pakuj się w związek z Alexisem!
Spojrzałam w jego brązowe oczy chcąc wydusić coś z siebie, ale nie zdążyłam. W drzwiach stał Alexis, który słyszał wszystko co powiedział Leo.
Przestraszyłam się i czekałam z niecierpliwością na ruch Chilijczyka.





-------------------------------------------
Na dzis koniec!
Postaram się wstawić coś jeszcze w weekend!
Mam nadzieję, ze się podobało :)



wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział IV

K: A więc...
S: A więc???
K: Spróbuję!
S: Spróbujesz?
K: Tak :)
S: A więc zgadzasz sie. Nie wiesz jak się cieszę :) Przyjadę po Ciecie i wszystko obgadamy.
K: Dobrze, o której będziesz???
S: O której będę?? Zaraz, trzeba kuć żelazo póki gorące!
K: Ooo nieee! Teraz to ja idę do pracy, możemy się umówić po pracy?
S: Szkoda, no ale cóż, będę po 18 czekać na Ciebie w tej restauracji koło Camp Nou.
K: Oki :)
Cały czas nie byłam do końca przekonana czy dobrze zrobiłam zgadzając się na coś takiego. W mojej głowie rodziło się mnóstwo pytań, na które sama nie potrafiłam sobie odpowiedzieć. Sytuacja, w której znalazłam się ze swoim życiem w pewnym sensie mnie przerażała. Zastanawiając się nad tym jak zmieni się moje życie nie zwróciłam uwagi na wiadomości, które dostałam od Alexisa i Leo.
"Przepraszam za wczoraj, nie chciałem aby tak wyszło- Leo"
" Jak tam samopoczucie po wczorajszym wieczorze...? Mam nadzieję, ze to dziś powtórzymy??? Alexis"
W pracy próbowałam się skupić tylko i wyłącznie na niej. Nawet Pan Guerreiro mnie pochwalił. Gdy już wychodziłam z  "Luz de gas" dostałam dziwny telefon od Rogera. 
K: Tak słucham???
R: Karolaa... Dobrze, że odebrałaś. Potrzebujemy Twojej pomocy!
K: Jakiej pomocy??? Co się dzieje??
R: Apokalipsa, nieszczęście czy jak wy to nazywacie po Polsku!- krzyczał do słuchawki
K: Co się dzieje Roger, mów!- krzyczałam
R: Wszystko szlak trafił! Co my teraz zrobimy???
K: Roger, błagam powiedz co się dzieje?
R: W ośrodku pękła rura, wszystko zalane... Teraz gdy wychodziliśmy już na prostą, rozumiesz- lamentował
K: Poczekaj, zaraz tam będę. Porozmawiamy na miejscu.- rozłączyłam się i biegłam na autobus.
Całą drogę zastanawiałam się jak to możliwe, przecież ośrodek był po remoncie. Gdy dotarłam na miejsce zobaczyłam opiekunki z dzieciakami na zewnątrz, były roztrzęsione i zapłakane. Wchodząc do środka widziałam wodę, duzo wody. Roger rozmawiał przez telefon z ubezpieczycielem i zarządcą budynku, a Krysia siedziała w rogu oparta o mokrą ścianę i płakała. Podeszłam do niej i powiedziałam:
- Hej, nie płacz! Wszystko będzie w porządku, rozumiesz. Szkoda łez- chociaż w głębi duszy myślałam co innego, ale bałam się ją dołować. Pierwszy raz widziałam kogoś w takim stanie.
- Nic nie będzie w porządku. Zarządca wściekły, ubezpieczyciel nie wypłaci nam odszkodowania, bo Roger miał podpisać umowę dopiero jutro, a kredyt trzeba spłacać. A co najgorsze te dzieciaki nie mają dachu nad głową- mówiła przez łzy.
- Poradzimy sobie, coś się wymyśli. Pomogę Wam- chociaż nie miałam jeszcze zadnego pomysłu wiedziałam, że muszę im pomóc. 
Po chwili zabrałam się do pracy, próbowałam ogarnąć jakoś ten cały bałagan. Dzieciaki zostały na tydzień przeniesione do innego ośrodka, ale po tygodniu muszą tu wrócić z powrotem. Gdy próbowałam zabrać się za osuszanie kolejnego zalanego pomieszczenia zadzwonił Alexis:
K: Hejooo, coś sie stało, że dzwonisz?
A: Witaj piękna! Jakie masz plany na wieczór?? Wybieramy się do klubu ze znajomymi i chciałem, abyś poszła z nami.
K: Przepraszam, ale mam już plany na ten wieczór, muszę pomóc przyjaciółce.
A: Aaa to szkoda, myślałem, ze spędzimy miło wieczór...
Cholera jasna!- krzyknął ktoś w oddali wylewając wiadro z wodą.
A: Co się tam dzieje???
K: Nic, kolega wylał wodę na podłogę- dodałam po chwili.
A: Gdzie Ty w ogóle jesteś?
K: U przyjaciółki, ratuję ją z opresji!
A: Z opresji??
K: Prowadzi ośrodek dla dzieci, w którym pękła rura i pomagam jej to ogarnąć.
A: Ojjj... gruba sprawa... Nie potrzebujecie pomocy???
K: Nie dziekuję, poradzimy sobie!
A: No dobra, to nie przeszkadzam. Jak co to znasz mój numer, tylko się nie utop marynarzu. Narazie!
W niektórych momentach powalało mnie poczucie humoru Schanceza. Pracy było naprawdę masa, a rąk za mało. Zrobiliśmy sobie kilku minutową przerwę by odpocząć, gdy usłyszeliśmy głośną rozmowę Krystyny z Rogerem.
Krysia: Do śmierci się nie uporamy z tym bałaganem! Jak my sobie teraz poradzimy, pytam się jak? Kredyt trzeba spłacać, drugiego nie dostaniemy... Dzieciaki są rozdzielone i rozsypane po całej Barcelonie.. To jest nasz koniec, rozumiesz! I to wszystko przez Ciebie, prosiłam Cię abyś załatwił ubezpieczenie, a Ty jak zawsze zostawiłeś to na ostatnią chwilę. Teraz masz za swoje!
R: Uspokój się! Poradzimy sobie, nic nie jest jeszcze stracone.
K: A co weźmiesz kolejny kredyt, który z czego spłacisz? Pytam się z czego!
R: Cos wymyśle! 
Przysłuchując się kłótni swoich Katalońskich przyjaciół zrozumiałam, ze muszę im jakos pomóc. O pomoc skierowałam się do barcelońskiej 9. 
"Błagam Cie, pomóż moim przyjaciołom. Potrzebuje solidnej ekipy do osuszenia pomieszczeń ośrodka. Mogę na Ciebie liczyć?"- napisałam w smsie.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, po 15 minutach w drzwiach ośrodka stanęli piłkarze Barcelony z potrzebnymi narzędziami. Na końcu całej tej zwartej ekipy szedł Alexis (jak jakiś Rzymski Bóg). Nawet nie wiedziałam skąd znali adres ośrodka, ale byłam im wdzięczna za pomoc. Do rana uwinęliśmy się z całym bałaganem, pomieszczenia były już suche i czekały tylko na remont. Nazajutrz  przypomniałam sobie o wczorajszym spotkaniu, na które byłam umówiona z Shakirą. Było mi głupio do niej dzwonić lub pisać i przepraszać za swoje zachowanie. Wiem, że dużo dla mnie robi, ale nie mogłam odmówić pomocy Krysi i Rogerowi. Gdy rozmawiałam o tej sytuacji z Cristianem dostałam smsa od Matta, muzyka z zespołu:
"12:30 Hala Mattola przy Carrer de Girona. Mam nadzieję, że nas nie zawiedziesz!- Matt"
Spojrzałam  orientacyjnie na zegarek, na którym widniała godzina 11:35. Szybko odwróciłam się, zebrałam rozrzucone swoje rzeczy i wybiegłam z ośrodka. Nie mogłam zawieść ich, liczą tylko na mnie. Zaraz za mną wybiegł Alexis, który powiedział:
- Spieszysz się gdzieś? Mam tam samochód, zawiozę Cię.
Podbiegłam do niego i próbowałam jak najszybciej dotrzeć do jego samochodu. W między czasie zauważyłam, że jakiś mężczyzna w krzakach robi nam zdjęcia. Nie miałam za bardzo dużo czasu interesować się tym, po co to robi. Chciałam po prostu znaleźć się jak najszybciej w Hali Mattola. Po półgodzinnej drodze byłam już na miejscu. Alexis zostawił mnie zaraz przy wejściu więc sie nie zgubiłam nigdzie. 
Gdy weszłam do środka wszyscy już na mnie czekali. Nie zdążyłam się ze wszystkimi przywitać, bo w mgnieniu oka znalazłam się na fotelu przed lustrem. Wokół mnie biegali dwaj specyficzni mężczyźni, każdy z nich wykonywał powierzoną funkcję- jeden rozczesywał i spinał mi w jakiś kok włosy, drugi natomiast majstrował coś przy mojej twarzy. Każdy z nich robił to tak szybko, że konkretnie nie wiedziałam co się dzieje. Z chodząc z fotela jakaś kobieta pospieszała mnie krzycząc:
- Spieszymy się na plan, spieszymy się na plan! Już, już jazda, jesteśmy spóźnieni!- I tak w kółko... Okropna kobieta.
 W oświetlonej sali ujrzałam chłopaków z zespołu ze swoimi instrumentami, a za kamerą stała Shakira z Paulem, którzy powtarzali:
- Pięknie wyglądasz, pięknie!
W pewnym momencie mężczyzna z brodą ustawił mnie przed mikrofonem, makijażystka poprawiała mi makijaż...- sama nie wiem po co to robiła, przecież przed chwilą zostałam umalowana. Odwracając się do Matta, zapytałam:
- Co się dzieje?
Na co on mi odpowiedział:
- Nagrywamy teledysk do piosenki.
Powiedziałam:
- Jakiej k***a piosenki, przecież my nic nie nagraliśmy.
Na to on odpowiedział:
- Do coveru Rihanny "Right Now"
Po czym Paul dodał:
- Chce zobaczyć wszystkie te emocje co w studiu, ma być pięknie i bajkowo! 
Po pięciu godzinach stania w jednym miejscu, uśmiechania się i śpiewania do mikrofonu miałam dość i myślałam tylko o tym, aby uciec z stamtąd jak najdalej. Gdy po zdjęciach Shakira, Paul i chłopacy chcieli opić dzisiejsze zdjęcia podziękowałam im za zaproszenie:
K: Dziękuję, ale nie skorzystam. Wybaczcie!
M: No proszę, Karola, to jest nasz pierwszy sukces.
S: Nie namawiajcie jej, pamiętam jak pierwszy raz nagrywałam swój teledysk, też myślałam tylko o długiej kąpieli i łóżku.
Paul zapytał mnie jeszcze czy mam jak wracać i że odezwie się pod koniec tygodnia, zeby zaakceptować teledysk i wpuścić do sieci. 
Wychodząc ze studia zauważyłam stojącego Alexisa w towarzystwie mężczyzny i kobiety.
A: Hej! I jak poszło???
K: Jak poszło? Skąd wiesz poco tu przyjechałam?
A: Hala Mattola, to tu Shakira narywa wszystkie swoje klipy. Wybacz, ale nawet głupi wiedziałby po co tu przyjechał.
K: No to widocznie ja jestem głupia. Odwieziesz mnie do domu, czy będziemy tak stać?
A: Oczywiście, po to tu jestem :)- uśmiechnął się po czym dodał: Nie wiem czy wiesz, ale jesteś jedyną dziewczyną, o którą dbam i jestem na jej każde zawołanie. Mam nadzieję, że to docenisz :)
K: heheh, Ty jak coś wymyślisz... Pokonwersowałabym z Tobą na ten temat, ale jestem zmęczona. Możemy już jechać?
A: Twoje słowo jest dla mnie rozkazem!
Nawet nie zwróciłam uwagi kiedy byliśmy już pod domem, pożegnałam się z Alexisem i poszłam do domu. Chyba z godzinę siedziałam w łazience, później zrobiłam sobie cieplutką herbatkę i usiadłam do komputera. Włączając go, zauważyłam, że mam kilka nieodebranych połączeń od Shakiry i smsa od Krysi:
" Nooo proszę, co ja się dowiaduję i to w portalach plotkarskich.... Gratuluję! P.S.  U nas wszystko w porządku, walczymy z ubezpieczycielem."
Nie rozumiałam o co może chodzić Krysi, nie sądziłam, ze jest czytelniczką takich stron... Przeraziłam się wchodząc na jedną ze stron. Wszędzie widniały tytuły jutrzejszych gazet.
"Alexis Schancez zakochany!"
"Kim jest nowa dziewczyna piłkarza Barcelony?"
"Bracelońska 9 ma dla kogo strzelać"
"Miłość kwitnie!"
"Wiadomo komu zawdzięcza formę"
"Czy to jej dedykuje wszystkie bramki"
Nie mogłam na to patrzeć, przeraziłam się! Przecież nic nas nie łączy! Przyjaźnimy się, a  media to wykorzystują.- mówiłam sobie w myślach.
Nie wiedziałam co mam robić... Zadzwoniłam więc do Alexisa, zeby o tym porozmawiać:
A: Widziałaś?
K: Hej, widziałam
A: I jak??
K: A jak ma być?
A: Nie wiem, pytam się...
K: Możesz to jakoś odkręcić?
A: Nie bardzo  wiem jak... Wydaje mi się, że nic na to nie poradzimy.
K: To co zamierzasz?
A: Przeczekać to i przede wszystkim nie martwić się tym co ludzie powiedzą.
K: Nie wiem, boję się.
A: Czego???
K: Sama nie wiem...
A: Nie mogę za bardzo rozmawiać. Muszę już kończyć, pogadamy o tym jutro.
K: Ok, narazie :)
Chciałam, aby Alexis jakos mi pomógł, a on zwyczajnie umył ręcę. Wiem, ze dla niego to normalne, codziennie o nim piszą, ale ja spotkałam się z czymś takim pierwszy raz i trochę mnie to przerasta.
Siedziałam jeszcze przez chwilę i zastanawiałam się jak mam to wszystko odkręcić gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam do drzwi i otworzyłam. W drzwiach stał......

------------------------------------------------
Melduje rozdział IV zakończony. Mam nadzieję, że się podobało!
Do czwartku spróbuję na bazgrać kolejny rozdział, już 5 :)
Pozdrawiam i życzę miłego czytania! :)
K!K@






 

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział III

Kochani!
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na kolejny rozdział. Miałam za dużo obowiązków dlatego brakowało mi czasu by go dokończyć. Postaram się teraz na bieżąco wstawiać kolejne rozdziały.
Za wszystkie opóźnienia drugi raz przepraszam!
-------------------------------------------------------

Gdy wróciłam do domu zasnęłam na schodach ze zmęczenia. Nad ranem obudził mnie dźwięk telefonu. Byłam tak zaspana, że nie zwróciłam uwagi kto dzwoni.
Shakira: Pobudka! Wstajemy!
Karolina: Hallo! Kto mówi?
S: Jak to kto? Shakira
K: Aaaa to Ty, wybacz nie poznałam Twojego głosu.
S: Chyba ktoś wczoraj nieźle zabalował?
K: Nieee, nic z tego. Po prostu cały wczorajszy wieczór spędziłam w towarzystwie barcelońskiej 10.
S: Uuuuu, zapowiada się ciekawie. Opowiesz mi na miejscu, za 15 minut w kawiarni obok Camp Nou, pasuje???
K: Dobrze, spotkajmy się za godzinę.
S: Niee, nieee za godzinę! (krzyknęła do słuchawki) To jest bardzo ważne!
K: Dobrze, jeżeli to takie ważne to widzimy się za 15 minut.
S: Czekamy :)
Wypiłam tylko szybką kawę i biegłam na spotkanie z Shakirą. Wchodząc do kawiarni zauważyłam, że partnerka Gerarda siedzi w towarzystwie muzyków, z którymi wystąpiłam jakiś czas temu. Usłyszałam tylko: Karola! Tu jesteśmy.
Gdy już miałam usiąść usłyszałam od Shaki: Nie rozsiadaj się, wychodzimy!
- Ale może ktoś mi wytłumaczy po co się tu spotkaliśmy- powiedziałam próbując usiąść.
- Dowiesz się po drodze, teraz i tak jesteśmy już spóźnieni- dodała.
Wychodząc z kawiarni udalismy się zaraz do samochodu Shaki. Tam dopiero dowiedziałam się, że jedziemy do managera Kolumbijki.
K: Dobrze, a dlaczego właśnie mamy się z nim spotkać?
S: Ma dla was ofertę nie do odrzucenia, ale o tym dowiecie się na miejscu- uśmiechnęła się spoglądając w lusterko.
Jakoś wszyscy byli podekscytowani spotkaniem z przyjacielem Pani Pique, tylko ja czułam jakąś niechęć. Gdy już byliśmy na miejscu, udaliśmy się prędko do lokalu, w którym czekał na nas manager gwiazd.
- Witam! Długo karzecie na siebie czekać- witał Nas w progu.
- Witaj Paul, wierz mi jest na kogo czekać- odparła Shakira.
- Słyszałem, słyszałem. Zapraszam do środka- dodał, spoglądając na stolik umiejscowiony przy oknie.
Siedząc i słuchając jak moi znajomi zadają pytania Paulowi, nie wytrzymałam i zapytałam się:
- Dobrze, a może dowiemy się po co tu dokładnie przyjechalismy?
- Słyszałem od Shaki, że jesteście świetnym zespołem, ale nie macie odpowiedniego managera, który podjął by się współpracy z Wami. Mogę Wam zapewnić pełną obsługę managerską i wytwórnie, która wyda waszą pierwszą płytę. Jak na razie tylko tyle mogę Wam zaoferować i podkreślam nikt nie zrobi tego lepiej jak Ja i moi ludzie.- powiedział na jednym oddechu.
- Supeeer! Kiedy możemy wejść do studia- dodali churem muzycy.
- Zaraz, zaraz- przerwałam podekscytowanym kolegą. Może najpierw by ktoś się nas zapytał czy chcemy w ogóle coś śpiewać.
- Karola, zwariowałaś- usłyszałam od jednego z basistów.
- Może będziesz decydować za siebie, a nie za całą grupę- odparł gitarzysta.
- Dobra, jak chcecie... Na mnie nie liczcie.- wstałam i zabrałam się do wyjścia.
Gdy już otwierałam drzwi usłyszalam głos Paula, który podniósł się i powiedział:
- Może najpierw to przemyslisz, a nie obrażasz się. Najlepiej zabrać zabawki z piaskownicy i wyjść tylnim wyjściem, tak aby nikt nie zobaczył.
- Co Ty możesz wiedzieć? Nie uciekam przed niczym ani nikim, po prostu wychodzę, bo mnie to nie dotyczy.- odparłam oburzona.
- Nie dotyczy? Teraz to dopiero powiedziałaś. Może zamiast analizować, co jest dla Ciebie najlepsze, spojrzysz na całą grupę- podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Przecież ja im nie zabraniam grać- wzburzyłam się jeszcze bardziej.
- Ty może tak myslisz, ale w tym momencie to Ty ich ograniczasz- dodał.
- Jaa??? A co ja takiego robię?- zapytałam.
- Tylko spójrz na nich. Siedzą pod oknem czekając tylko na Twoją odpowiedź. To od Ciebie zależy ich los- patrzeliśmy na siedzącą całą grupę.
- Nie chce nikogo ograniczać, ani nie chce decydować za czyjeś życie- odparłam.
- Teraz już nic nie możesz zrobić. Za późno! Zastanów się jeszcze raz i daj mi znać najpóźniej do jutra rana.
- Dobrze, przemyśle to, a teraz przepraszam, spieszę sie- spojrzałam jeszcze na swoich znajomych
- Super!- podskoczyła Shakira
Uśmiechnęłam się i poszłam dalej. Całą drogę do ośrodka Krysi byłam jakoś nieobecna, cały czas zastanawiałam sie nad szansą jaką dostałam od losu. Czy mam ją wykorzystać? Czy będę szczęśliwa, a może tylko moi znajomi? Czy jestem w stanie postawić wszystko na jedną kartę??
Nie mogłam się powstrzymać, cały czas myślałam o propozycji Shakiry i Paula.
Gdy dotarłam do Ośrodka, który prowadziła Krysia ujrzałam biegające dzieciaczki, które niczym się nie martwiły.
- Heej! Co Ty tu robisz?- usłyszałam zza pleców.
- Krysia, nie strasz człowieka- odparłam przestraszona.
- Ja, straszę?? To Ty jesteś jakoś nieobecna, uważaj bo mi zaraz dzieci rozdepczesz- dodała uśmiechając się.
- Bardzo śmieszne- powiedziałam ironicznie.
- Cały czas nie mówisz mi po co tu przyszłaś. Nie przypominam sobie, żebyśmy były na dziś umówione- dążyła temat.
- Włóczyłam się po mieście więc pomyślałam, ze przydadzą Ci się dodatkowe ręcę w ośrodku.
- W sumie to taak, ale wydaję się, ze to My Ci jesteśmy potrzebni, a nie Ty nam. Mów co się dzieję?- zadawała kolejne pytania Krystyna.
- Co się dzieję? Nic, nie można przyjść pomóc przyjaciółce- udałam uśmiechniętą.
- Znam Cię już trochę i wiem kiedy coś się dzieję. Chodź, pogadamy na spokojnie u mnie w gabinecie.
Po kilku minutowej rozmowie z Krystyną zrozumiałam, że tego było mi trzeba. Ktoś musiał spojrzeć na tą sprawę obiektywnie. Dzięki swojej przyjaciółce wiedziałam, że nie mogę całe życie patrzeć tylko przez pryzmat tego co ja czuję i co jest dla mnie najlepsze. Wprawdzie Krysia nie pomogła mi podjąć decyzji, ale wiedziałam, ze dzięki tej rozmowie jestem bliżej podjęcia odpowiedniej decyzji dla całej grupy.
- Już?? Gotowa?? Chodź pomożesz mi w ogrodzie z dzieciakami- Krysia podniosła się ze swojego fotela i podążała w stronę drzwi.
- Nie ma sprawy, przynajmniej przestaną o tym myśleć- odprałam
- Myśleć to Ty musisz o tym, tylko w odpowiednich proporcjach- powiedziała uśmiechając się.
Gdy już byliśmy w ogrodzie i ujrzałam biegające dookoła dzieciaki powiedziałam:
- One to mają życie. Nie muszą podejmować żadnych decyzji.
- Życie?? Wierz mi nie mają aż takiego łatwego. Borykają się z większymi problemami. Codziennie muszą o siebie walczyć i się nie poddawać- Krysia przypomniała mi tak naprawdę gdzie jestem i że dzieci w takich ośrodkach są najbardziej pokrzywdzone.
Spędziłam w ośrodku cały dzień. Wracając do domu nie czułam zmęczenia, może dlatego, ze lubię z nimi spędzać każdą wolną chwilę. Pod domem zauważyłam samochód, w którym siedziała Shaki z Gerardem.
G: No nareszcie, myślałem, że w ogóle nie śpisz
K: Co Wy tutaj robicie??
S i G: Wybieramy się na małą imprezkę.
K: O nieee, nie mam na to głowy. Dziękuję, ale nie zabiorę się z Wami.
S: A kto powiedział, że chcemy Cię zabrać?
G: My tylko musimy wykonać poleceni.
K: Jakie polecenie??
S: Ktoś prosił nas, abyśmy Cię dostarczyli w pewne miejsce.
K: Ale ja nie mam ochoty nigdzie jechać. Muszę zrobić pewny rachunek.
G: To my Ci pomożemy zadecydować w sprawie Twojego kontraktu.
K: Jakiego kontraktu??
Gerard otworzył tylnie drzwi i próbował mnie wpakować do swojego auta.
K: O nieeee, nie mogę jechać tak ubrana?
G: Shakira powiedz jej coś, już jesteśmy spóźnieni.
S: No właśnie, dobrze wyglądasz. Nic bym nie zmieniła.
K: Jeżeli mam z Wami jechać to muszę wziąć prysznic i się przebrać.
S: Nieee tylko niee to!
G: Znowu godzinami będziemy na Ciebie czekać!
K: Mam pomysł. Dajcie mi adres, przebiorę się i do Was dojadę.
G: Ooo nieee. Tak się nie bawimy. Po pierwsze nie przyjedziesz, a po drugie nie będzie niespodzianki.
K: Nie pojadę w takim stanie.
S: Dobra, mam pewien pomysł. My pojedziemy, a za godzinę ktoś po Ciebie przyjedzie. Wsytarczy Ci godzina?
K: No i zaraz lepiej :)
Pożegnałam się z Shakira i Gerardem i poszłam się przygotować na niespodziankę. Kompletnie nie wiedziałam co mam na siebie włożyć. Dobrze nie minęła godzina, a jakiś samochód stojący pod moim oknem zaczął trąbić. Domyślałam się, ze to osoba która miała po mnie podjechać. Zeszłam na dół i wsiadłam do samochodu. Za kierownicą siedział Alexis Sanchez.
A: Hej! Rozumie, że to Ciebie mam dostarczyć do posiadłości Messiego.
K: Zależy kto Cię przysłał??? Zaraz, zaraz, do kogo??
A: Państwo Pique. Tak do Leo.
K: Ooo to będzie wtedy pomyłaka. Uśmiechnęłam się chcąc wysiąść.
Słysząc do kogo miał mnie zawieść Alexis postanowiłam uciec jak najdalej.
A: Haaa, bardzo śmieszne. Gerard dobrze Cię opisał i nawet się nie pomylił. Piękna, urocza, zabawna, tylko nie wiem czy inteligentna. Mam nadzieję, ze uda mi się to sprawdzić.
K: Czy Ty mnie podrywasz??
A: A masz cos przeciwko- spojrzał na mnie
K: Raczej....
A: Nieee! Wiedziałem.
K: A Ty za to jesteś pewny siebie i.....- przerwał mi Schancez
A: Piękny! Mama zawsze mi to powtarzała
K: Skromny?!
A: Też :) Czuję, ze jadę w doborowym towarzystwie. Aaa zapomniałem się przedstawić Aleee....
K: Alexis Schancez, wiem...
A: Czyżby Shakira dużo o mnie opowiadała
K: Nieee, po prostu wiem z gazet
A: Nie wierz gazetą, one kłamią, a co najgorsze strasznie gruby wychodzę na ich zdjęciach
K: Hahahahaha, jesteś zabawny
A: A nie mówiłem Ci tego
K: Zapomniałeś...
A: Kurde i z randki nici :(
K: Jakiej randki???
A: Nic, nic... bredzę... Zmęczony jestem... Ooo już dojeżdżamy.
Przed swoimi oczami zobaczyłam duży dom przysłonięty ogromnym płotem.
K: Jesteś pewny, ze to tutaj?
A: Dlaczego pytasz???
K: Dziwnie tuuu... może sie pomyliłeś?
A: Nie sądzę, mieszkam w pobliżu.
Alexis otworzył drzwi i wysiadł. Po chwili podszedł do mnie i zapytał się czy wysiadam.
K: Nie wiem...
A: Nie bój się, nic Ci się złego nie przytrafi.
K: Wątpię...
A: Jaka Ty przestraszona. Zobacz kto idzie?- wskazał palcem na Shakirę i Gerarda.
G: Ooo już jesteście??
A: Trochę to trwało, ale wiesz... takiej dziewczynie się nie odmawia...
G: Cooo??? Alexis co Ty znowu zrobiłeś???
A: Niccc, droczę się z Tobą :)
S: Wchodzimy, czy będziemy tak tutaj stać?
G: Oczywiście, ze wchodzimy, kochanie. Panie przodem
Alexis jeszcze mnie zatrzymał i zapytał czy wszystko w porządku. Odparłam, ze taak, ale jeszcze nie mogłam
uwierzyć gdzie jestem. Kierowaliśmy się prosto do ogrodu. Na przeciwko nas stał grill, a przy nim Leo.
L: Ooo już jesteście, myślałem, ze zabłądziliście.
A: Mieliśmy małe problemy techniczne związane z "w co to ja mam się ubrać"
S: Nie przesadzaj Alexis.
L: Witaj! Myślałem, ze już nie przyjedziesz.
Messi pocałował mnie w policzek. Dopiero wtedy zrozumiałam gdzie jestem i wydusiłam z siebie pierwsze słowa.
K: Dziękuję za zaproszenie.
L: Nie masz za co dziękować. Przecież wczoraj mówiłem Ci, że Cię kiedyś zaproszę do siebie- uśmiechnął się.
- To wy się spotykacie- wtrącił się Alexis.
K: Nieee!
L: Nie??
A: To wreszcie jak: tak czy nie???
K: Spotkaliśmy się przez przypadek na plaży.
L: Na plaży??? Przez przypadek??? Taak!
A: aaa już myślałem...
K: Ty już nic nie myśl...
Przepraszam Was, ale muszę wrócić do swojego stanowiska. Karola pomożesz mi??- powiedział Leo.
K: Jaaa??? Taak, nie ma sprawy, ale musisz mi powiedzieć co mam robić
L: Na początek przynieś mi wodę z kuchni.
K: Wodę???
L: Taaak
K: Dobra to idę, czekaj tu chwilę, zaraz wracam.
Karola, ja sie nigdzie nie ruszam, możesz być pewna- uśmiechnął się Messi
Cały wieczór mijał w świetnej atmosferze do czasu....
W pewnym momencie w drzwiach do ogrodu stanęła Antonella z walizką, piłkarze pozowali do pamiątkowego zdjęcia. Gdy powiedziała do wszystkich:
- Witam! Widzę, ze się świetnie bawicie.
Leo podnióśł się gwałtownie i podszedł do niej:
- Miałaś przyjechać dopiero jutro?
- Ale postanowiłam zrobić Ci niespodziankę, nie cieszysz się?- odparła
- Cieszę, cieszę- powiedział dość zdziwiony Leo.
Przyglądałam się z bliska tej całej sytuacji, aż w pewnym momencie podszedł do mnie Alexis.
A: Czas się zmywać! Zaraz będzie zadyma!- powiedział
K: Cooo???
W tym na głos Xavi powiedział, że czas się zbierać. Wszyscy szturmem się podnieśli i zmierzali w stronę wyjścia. Messi próbował ich jeszcze zatrzymać: Poczekajcie! Gdzie idziecie, dopiero zaczeliśmy się bawić.
Fabregas odwrócił się do niego i powiedział: Leo, jest dość późno, jutro też jest dzień. Antonella przyjechała, jest zmęczona, a zresztą chce spędzić trochę czasu z Tobą.
Gdy tak rozmawiali, podszedł do nich Alexis klepiąc Messiego w plecy: Tylko mi tu gołąbeczki nie szaleć pod naszą nieobecność. To, że wychodzimy nie znaczy, ze wy możecie się bawić. Jutro jest trening Leusiu kochaniutki.
Wtrąciłam się do tej rozmowy: Wystarczy już Alexis, idziemy!
Leo tylko spojrzał na mnie. Próbowałam tylko zakończyć tą dziwną rozmowę.
- Ale dokąd?- powiedział Schancez
- Do domu, przecież jutro trening- dodałam łapiąc go za rękę.
A: A nooo rzeczywiście. Dobranoc wszystkim.
Alexis odwiózł mnie do domu nie mówiąc nic przez całą drogę. Pod domem próbował wyjaśnić mi dlaczego wszyscy się zmyli na widok Antonelli, ale ja nie chciałam słuchać. Pożegnałam się i poszłam drzemać do swojego ukochanego łóżeczka <3
Nad ranem dostawałam mnóstwo smsów od Alexisa, Lionela i Shakiry. Zapomniałam, ze dziś miałam dać jej odpowiedź w sprawie zespołu. Zadzwoniłam do niej:
K: Hallo!
S: Taak??- powiedziała zaspanym głosem.
K: Śpisz???
S: Nieee, chociaż bym się jeszcze położyła.
K: Dzwonie w naszej sprawie...
S: Taaaak??? I jaka jest Twoja decyzja, poczekaj chwilę.... Zastanów się dobrze, potem nie będzie odwrotu
K: A więc......

--------------------------------------------------------------
Skończyłaaaam, chociaż nie jestem do końca zadowolona z rezultatu. Jeszcze raz przepraszam, że tak długo czekaliście.
Zapraszam na następny rozdział na początku przyszłego tygodnia. Nie wiem jeszcze dokładnie kiedy, ale spróbuję do wtorku go napisać.










piątek, 20 grudnia 2013

Rozdział II

- Znowu się spotykamy, czyżby to przeznaczenie- powiedział Lio Messi
podnosząc w dość specyficzny sposób swoje brwi.
- Haa, ale mnie rozbawiłeś. Czyżby wierzysz w przeznaczenie?- dodałam ironicznie.
- A Ty nieee??
- Żyjesz w innym świecie, więc kto wiee :)
Lionel, Liooonel gdzie jesteś??- Ktoś krzyczał z oddali rozglądając się po sali.
- Chyba ktoś Cię szuka?- spojrzałam na Messiego
- Jeżeli będzie chciał znaleźć to i tak mnie znajdzie- dodał
- A noo taak, za Wami trzeba wiecznie biegać- rozmowa rozwijała się w dość szybkim tempie.
- Za nami??? Nie rozumie...
- Chodzi mi o mężczyzn...
- Aaa to nie o mnie wtedy. Ja jestem wiecznym dzieckiem i dobrze mi z tym- powiedział mierząc mnie od dołu do góry.
Gdy miałam zadać mu już kolejne pytanie podeszła do nas kobieta w pięknej sukni.
- Lionel, tu jesteś... Szukałam Cię- wypowiedziała obserwując mnie
- Taak, właśnie rozmawiam z koleżanką- powiedział patrząc jej w oczy.
- Booożeee jak Ty wyglądasz. Kto Ci to zrobił??? Nieee, ja tak tego nie zostawie, co za obsługa... Zaraz wiedziałam, że nie mamy tu przychodzić, ale Ty jak zawsze się uparłeś... Nowa marynarka, prosto z Mediolanu.- krzyczała kobieta wycierając kawę na rękawie Messiego.
- Bardzo przepraszam, ale to moja wina- dodałam dość przestraszona
- Wiesz ile ona kosztowała... No taaak, Ciebie nigdy nie będzie stać na taką marynarkę. Wiesz mi, ja tego tak nie zostawie, jeszcze dziś zostaniesz zwolniona- oburzenie w ustach tej Pani sięgnęło zenitu.
- Antonella uspokój się, wszyscy się patrzą- zdążył powiedzieć Messi po czym podeszli do Nas Shakira i Gerard.
- Co tu się dzieje?- powiedziała Shakira
- Już wszystko w porządku- dodał prędko Messi
- Ty to nazywasz w porządku. Ta dziewczyna niemal zniszczyła Lionelowi marynarkę- powiedziała Antonella.
- Zaraz zniszczyła. To był przypadek za który przeprosiłam- zauważyłam tylko, że cała sala patrzy się na nas. Nawet Pan Guerreiro kręcił głową i czkał jak rozwinie się ta cała sytuacja.
- To tylko marynarka, wypierze się Antonella- powiedział rozbawiony tą całą sytuacją Gerard patrząc na Shakirę.
- To może ja już pójdę, jeszcze raz przepraszam- Gdy już miałam odchodzić, Antonella złapała mnie za rękę i dodała:
- Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać.
Gerard stanął w mojej obronie:
- Antonella puść ją, to ją boli.
Złapałam się za rękę, która strasznie mnie bolała i dodałam:
- Jeżeli Pan Messi sądzi, że plama jest tak straszna, że marynarka jest do wyrzucenia to jestem w stanie pokryć koszty. A teraz przepraszam jestem w pracy.
Gdy kolejny raz chciałam odejść Leo powiedział:
- Nie trzeba niczego odkupywać i tak jej nie lubiłem- uśmiechał się w moją stronę.
- Lioneeeel, jak możesz???- powiedziała pogniewana Antonella.
Całą tą sytuacje oprócz gości obserwowali Gerard i Shakira, na których twarzach można było zauważyć rozbawienie. Odchodząc zerknęłam jeszcze na Leo, który cały czas się na mnie patrzył. Odwracając głowę powiedziałam tylko:
- Burak- i znowu uderzyłam w kogoś.
- Haaa, dobree :) - powiedział przystojny chłopak.
- O przepraszam, to nie do Ciebie- dodałam patrząc mu w oczy.
- A kto wtedy jest tym burakiem?
- Nie ważne- odparłam, chcąc zapomnieć o tej całej sytuacji.
- Zapomniałem się przedstawić, Cristian Tello. Szukam swojego miejsca, pomożesz mi?
- Cześć, pokaż jaki masz numer miejsca to wskaże Ci drogę- uśmiechnęłam się.
Może gdyby nie ta cała sytuacja, zareagowałabym inaczej w sumie od jakiegoś czasu poznaje piłkarzy Barcelony, a ja zamiast się cieszyć i wypaść jak najlepiej nie potrafiłam w ogóle się odnaleźć.
- Twoje miejsce jest tam w drugim rzędzie- czułam tylko oddech Cristiana na swoim poliku.
- Obok Leo i Antonelli, tak??- dodał nie odsuwając głowy i wskazując palcem na Messiego i jego partnerkę.
- No niestety, współczuje Ci towarzystwa- dodałam odsuwając się od niego.
- Hmmm interesujące...- łapiąc się za brodę.
- To nie jest zabawne. Pasują do siebie, buraki- oddałam zaproszenie stojącemu piłkarzowi i odeszłam.

Gdy już wszyscy zajęli swoje miejsca czas było rozpocząć koncert. Mój występ zbliżał się dużymi krokami. Stojąc już na środku sceny, zaczęłam obserwować ludzi. Pedro rozmawiał z ojcem, w drugiej części sali siedzieli inni piłkarze, trener Martino ubierał okulary. Shakira siedziała już na swoim miejscu uśmiechając się do mnie. Gdy mój wzrok dotarł do drugiego rzędu ujrzałam Gerarda, który szeptał coś na ucho Messiemu. Wybiły już pierwsze dźwięki pierwszego utworu, próbowałam się już skupić i patrzeć w jeden punkt. Tym punktem była uśmiechnięta Shakira i jej partner. Mój głos na początku był dość ściśnięty, ale udało mi się nad nim zapanować. Po występie dostaliśmy duże brawa, nawet Pan Guerreiro uśmiechał się z końca sali gdzie obserwował cały występ. Schodząc ze sceny stanęliśmy jeszcze za sceną czekając aż goście przeniosą się do restauracji, aby zacząć sprzątać sprzęt.
- A więc, gdzie oblewamy sukces?- wyskoczył jeden z muzyków.
- Macie siłę jeszcze pić- powiedział drugi.
- Karolaa, a więc gdzie idziemy?- dodali szybko razem.
- Mi jest wszystko jedno, nie znam dobrze miasta więc dostosuję się do Was- jeszcze nie mogłam dojść do siebie. Wprawdzie śpiewałam za czasów pierwszego roku studiów z ludźmi z roku, ale to była zabawa.Dziś wystąpiłam pierwszy raz od dwóch lat i to było wspaniałe uczucie. W pewnym momencie ktoś złapał mnie za ramie i powiedział:
- Przepraszam, wspaniały występ.
Była to Shakira i Daniella.
- Ooo dziękuję, miło to słyszeć- powiedziałam zdziwiona.
- Masz naprawdę bardzo ładną barwę głosu. Jesteś profesjonalistką??- zapytała Shakira.
- Niee, niee... Chociaż śpiewałam już w kilku zespołach.- dodałam uśmiechając się.
- Szkoda, bo z miłą chęcią posłuchałybyśmy Cię jeszcze- wtrąciła się Daniella.
Gdy stałyśmy i rozmawialiśmy o utworach, które wykonywałam z partnerkami piłkarzy podszedł Cristian z Marcem.
- Jesteś cudowna- powiedział Hiszpan całując mnie w policzek.
Stałam jak wmurowana, nie wiedziałam co mam zrobić. Dziewczyny tylko obserwowały jak Cristian ze mną rozmawia.
- Aaa bym zapomniał, mój kolega Marc Bartra chciałby Cię poznać- dodał po chwili Tello.
- Cześć, byłaś świetna.. Do teraz mam gęsią skórkę na myśl o Tobie- dodał obrońca Barcelony.
- To Wy się znacie, Cristian?- dodała Daniella.
- Yyy można tak powiedzieć- dodałam patrząc w dzikie oczy obrońcy Barcelony.
- My już nie będziemy Wam przeszkadzać, ale mam prośbę: Jest tu spore zamieszanie, ale bardzo bym chciała, żebyś do mnie zadzwoniła jak znajdziesz trochę czasu- dodała odchodząc Shakira.
- To cooo, zapraszamy do restauracji- dodał widząc odchodzącą Shakire, Cristian.
- Bardzo mi przykro, ale mam już plany- dodałam pokazując na muzyków.
- Szkoda, bardzo.. Myśleliśmy, że nam jeszcze pośpiewasz- uśmiechnął się Marc.
- Może kiedyś, teraz już muszę iść. Miło było Was poznać- pożegnałam się poszłam do kolegów z zespołu.

Wróciłam do domu nad ranem. Zmęczona , wyczerpana i wycieńczona. Położyłam się na łóżku i nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Wstałam chyba po 12. Przebrałam się i wyszłam znowu do pracy. Gdy zmierzałam już do drzwi od lokalu  usłyszałam jak ktoś mnie woła:
- Karolaaaa, Karolaaa, zaczekaj- krzyczał Pedro z drugiej strony ulicy.
- Hej, co tak krzyczysz z samego rana?- powiedziałam nie wiedząc dokładnie która godzina.
- Z rana?? To już południe- uśmiechnął się po czym dodał: Czyżby ktoś zabalował wczoraj do samego rana.
- Taak, jasne... Nie mogłam po prostu zmrużyć oka po tych wczorajszych przeżyciach- powiedziałam okłamując go.
- Świetny występ, gratuluje :) Naprawdę wszystkim się podobał, no i co oczywiste każdy o Tobie mówił. Wyrastasz na gwiazdę- powiedział przepuszczając mnie w drzwiach.
- Gwiazdy szybko gasną- dodałam idąc w stronę baru.
- Uwierz mi, Twoja nie zgaśnie tak szybko- krzyknął z środku sali.
Przy barze stał już Pan Guerreiro rozmawiając z jakąś kobietą w blond włosach. Na początku nie poznałam tej kobiety, ale gdy się odwróciła ujrzałam Shakirę.
- Shakira, co tu robisz??- zdziwiłam się jej wizytą.
- Czekam na Ciebie w towarzystwie szarmanckiego mężczyzny- uśmiechała się od ucha do ucha.
- Na mnie, dlaczego? nie rozumie?- byłam dość zdziwiona.
- Zapraszam Cię w pewne miejsce. Musimy poważnie porozmawiać- dodała trzymając mnie za rękę.
- Ale ja nie mogę, pracuję- dodałam patrząc na Pana Guerreiro.
- Już niee!- powiedział podnośnie Pan Guerreiro.
- Jak to niee?- dodałam
- Dostałaś inną propozycję i dziś masz wolne- powiedział zerkając na Shakirę.
- Taaak??? Ale ja nic o tym nie wiem.- dodałam odwracając się w stronę drzwi gdzie stali chłopacy z zespołu z którym wczoraj grałam.
- A Wy co tu robicie?- zerknełam na Shakirę.
- Ja ich zaprosiłam, mamy do pogadania- powiedziała wskazując mi drzwi.

Wychodząc z lokalu, Shakira zatrzymała się i poprosiła nas o to, żebyśmy za
pozowali do zdjęcia nie mówiąc nam po co jest jej to zdjęcie. Zapytałam się jej:
- Dokąd idziemy?
- Dowiesz się na miejscu- odwróciła się i uśmiechnęła się w naszą stronę, po czym dodała: Na pewno Wam się spodoba.
Po godzinnym spacerze ulicami miasta, zapytałam się:
- Daleko jeszcze, bo nie będę ukrywała, że nie chce mi się chodzić bez celu.
- Cel jest już przed nami- dodała patrząc w górę na jeden z wieżowców.
- A więc to tu- powiedział gitarzysta z zespołu.
- Taaak, tuu, ale będzie zabawa- rozbawiona Shakira weszła do środka.
- No cóż, dowiemy się na miejscu po co tu przyszliśmy- ruszyłam za nią.
Po chwili już wiedzieliśmy, ze jesteśmy w studiu nagraniowym wytwórni z którą współpracuje partnerka Gerarda.
- A my tu po co?- zapytał znowu gitarzysta
- Chce Wam coś pokazać i nie ukrywam, że marzę o tym, żebyście coś dziś nagrali- powiedziała stojąc na schodach.
- Dziś to będzie raczej nie realne, bo jesteśmy zmęczeni- dodałam wchodząc na schodę.
- To już zostawcie mnie- powiedziała otwierając drzwi do jednego ze studiów nagraniowych. Jak Wam się podoba?- zerknęła jeszcze na nasze zdziwione twarze.
- Jest megaaa- powiedział gitarzysta, któremu zaraz wtrącił się basista:
- Supeeer!
- Ale odjazd- dodałam zerkając na ten sprzęt.
- Poczekajcie tu, zawołam tylko swojego kolegę- powiedziała zostawiając nas w tym ogromnym miejscu. Po chwili wróciła z pewneym mężczyzną.
- Cześć, jestem Ben i witam w swoim królestwie. Rozmawiałem całą noc z Shaki i powiedziała mi, ze odkryła mega zdolne talenty.
- Zdolne??? Dużo powiedziane- powiedziałam rozglądając się.
- A więc, chciałbym Was rozdzielić, muzycy pójdą do drugiego pokoju i zagrają utwór, który spodobał się Shaki w Waszym wykonaniu.
- Ale my nie mamy swojego utworu, prawie sie nie znamy- dodałam
- Taak, wiem, ale słyszałem, ze dobrze wyszedł Wam utwór Rihanny "What Now".
- Spokooo, ja jestem zaaa, gdzie mam iść?- wypalił gitarzysta. No co Wy, można spróbować- dodał patrząc na Bena.
- No w sumie możemy- odrzekła reszta udając się z asystentem Bena.
- A co ze mną?- spojrzałam na Bena
- Ty zostaniesz z nami, wejdziesz za tamte drzwi i zaśpiewasz tak dobrze jak to możliwe- odparł siadając przed sprzętem do nagrywania.
- Nie stresuj się, chcemy tylko sprawdzić czy jesteś tak dobra jak sądzę- dodała Shakira. 
Gdy byłam już w wielkiej sali, w której stał mikrofon przed lustrem powiedziałam:
- Zapomniałam tekstu.
Ben i Shakira roześmiali się i powiedzieli, ze mam na stojaku wszystkie potrzebne mi rzeczy.
- Mogłabym prosić jeszcze o wodę- dodałam uśmiechając się do niech.
- Taak, już idę- powiedziała Shakira
Spojrzałam na kartkę na której Shakira życzyła mi powodzenia i się uśmiechnęłam.
- Możemy zaczynać-usłyszałam w  słuchawce Bena.
- Tak, jestem gotowa- powiedziałam patrząc dalej na tą kartkę.
Po chwili byłam już wyluzowana i zaczęłam śpiewać: I've been ignoring this big lump in my throat
I shouldn't be crying, tears were for the weak 

Usłyszałam wtedy w słuchawce:
- Poczekaj, poczekaj. Jeszcze raz... Od początku.
I've been ignoring this big lump in my throat
I shouldn't be crying, tears were for the weak
The days I'm stronger, now what, so I say
But something's missing


- Dobra, dobraa, jest dobrze, ale powtórz jeszcze raz ostatnią frazę, ale tak z życiem
- Ok, But something's missing- zaśpiewałam próbując włożyć w to trochę życia.
- No i zaraz lepiej, jedziemy dalej- przerwał mi znowu Ben.
Rozpoczynałam już kolejną zwrotkę gdy Shakira weszła do studia.
- Jak jej idzie?- powiedziała myśląc, ze jej nie słyszę.
- Była spięta na początku, ale otworzyła to swoje gardziszko.
- Co o niej myślisz?- dążyła temat.
- Ma głos i fajną osobowość, ale więcej nie mogę Ci powiedzieć muszę zobaczyć jak to zgra się razem z chłopakami.
- Dobra, to może mała przerwa, abyś mogła odpocząc- powiedział do głośnika Ben.
- W sumie jej nie potrzebuję, napiję się i możemy jechać dalej. Nie chce spędzić tu całego dnia.
- No dobra jak chcesz- powiedział Ben stojąc w drzwiach.
- Zacznij teraz od refrenu- dodała Shaki.
What now? I just can't figure it out
What now? I guess I'll just wait it out
What now? Please tell me
What now? 

- Mówię Ci mega talent, jeszcze coś z niej daa- usłyszałam Shakire.
- Nie zapeszaj, takich jak ona było dużo, a skończyło się na jednej płycie- sprowadził ją na ziemię Ben.
- Boisz się, że mam rację, nooo iii że to ja ją odkryłam- powiedziała mówiąc mi w oczy
- Tyyy??? Uważaj, że uwierzę. Mów lepiej kto Ci ją polecił- patrzyli na mnie przez dużą szybę
- No dobra, Gerard i chłopacy z klubu poprosili mnie, żebym ją sprawdziła, a ja ją tak polubiłam że się zgodziła. No popatrz na nią i powiedz, ze nie jest urocza..
- No jest, ale dobra, bo jeszcze usłyszy.
W studiu spędziliśmy trzy godziny, gdy dotarłam do drzwi od domu myślałam tylko o tym, żeby się położyć spać. Leżąc w łóżku obserwowałam niebo w oknie poddaszowym, gdy w pewnym momencie do pokoju przez balkonowe drzwi wpadł kamień z kartką. Na początku się przestraszyłam, ale podniosłam kamień, w którym było napisane "zerknij przez okno". Wstałam podeszłam do balkonu i zauważyłam przed bramą i piękny miętowy rower obwieszony lampkami na choinkę. Uśmiechnęłam się i zeszłam szybko na dół. Gdy już stałam obok niego, otworzyłam bramę i wyszłam na ulice sprawdzić kto mi go podarował. Ulica była pusta, żadnej żywej duszy, taki spokój o tej porze nie był codziennością. Wczoraj ta ulica tętniła życiem, a dziś pustki, których nie mogłam zrozumieć. W pewnym momencie ujrzałam siedzącego w samochodzie Leo. Podeszłam do jego drzwi, zapukałam do okna i czekałam aż mi otworzy. Gdy już to zrobił, zapytałam:
- To Twoja sprawka?
- Nie rozumie- uśmiech nie schodził mu z ust.
- Już dobrze wiesz o co mi chodzi- dodałam.
- Mówisz o rowerze?- zapytał dalej uśmiechając się.
- A więc to Ty.
- Tak to ja :) Rozumie, że cieszysz się z prezentu?
- A to niby z jakiej okazji?- zapytałam.
- To zależy- powiedział wysiadając z samochodu.
- Od czego?- przesunęłam się w bok.
- Po pierwsze za to, że Ci go zniszczyłem, przejeżdżając po nim gdy się pierwszy raz ujrzeliśmy, a po drugie chciałbym Cię przeprosić za zachowanie Antonelli. Musisz jej wybaczyć, od jakiegoś czasu jest poddenerwowana, może dlatego, ze sie cały czas mijamy. Ja tu, a ona kursuje Barcelona- Mediolan.
- Nie musisz mnie za nią przepraszać, to nie Twoja wina- spojrzałam na niego choć w głębi duszy chciałam coś jeszcze powiedzieć.
- A jak Ci sie podoba prezent- dodał patrząc na rower.
- Jest piękny, ale nie mogę go przyjąć.
- Dlaczego? - zatrzymał sie w połowie drogi.
- Może dlatego, że potrąciłeś mnie przez to, że wbiegłam Ci na ulicą, a po drugie nie przyjmuje prezentów przeprosinowych od kogoś kto nie musi tego robić.
- Dobra, to powiedzmy, ze odsprzedam Ci go- uśmiechnął się i ruszył w stronę roweru.
- Zależy za ile?- podbiegłam do niego.
- Za małą wycieczkę rowerową we dwoje- znowu uśmiechając się.
- hahaah, żartujesz??? Randka???- dodałam
- Nieee, przecież jestem zajęty, ale koleżeńska wycieczka.
- No dobra, zgadzam się. Kiedy???
- Teraz, zaraz, już :)
- Przecież nie masz roweru- spojrzałam na niego i stojący w oddali samochód.
- A kto powiedział, że nie mam- używając pilota otworzył samochód i zarazem bagażnik.
- Rozumie, masz go w aucie- pokazałam na samochód.
- Ale z Ciebie bystrzak. To co jedziemy???- spojrzał na stojący obok nas rower.
- Ok, przebiorę się i możemy ruszać- pobiegłam się przebrać.
Po 15 minutach byłam już gotowa do przejażdżki.
- Dość długo trzeba na Ciebie czekać- powiedział Messi siadając na rower.
- Nie marudź- uśmiechnęłam się próbując ruszyć oświetlonym rowerem.
- Gdzie jedziemy?- dodał po chwili chcąc ruszyć.
- Może nad wodę- uśmiechnęłam się jadąc w stronę plaży.
- No, nooo, zapowiada się romantycznie- odrzekł po czym odjechaliśmy.




----------------------------------------------
Uffff, udało mi się go zakończyć w terminie :) <szczęśliwa>
Następny rozdział spróbuję opublikować jeszcze przed świętami, ale nie obiecuję :)




środa, 18 grudnia 2013

Rozdział I

- Maleït (cholera jasna)- powiedział mężczyzna wysiadający z białego Audi Q7 
 - Ałł aaa, as you drive, ram (jak jeździsz, baranie?) - powiedziałam ze łzami w oczach. 
- Tak, taak, biedna istotka... Tylko, że to Ty weszłaś na ulice nie patrząc czy coś jedzie - powiedział mężczyzna stojący nade mną. 
- Że niby to moja wina- powiedziałam, próbując się podnieść. 
- A może moja, jadę sobie spokojnie do lekarza, a Ty mi wychodzisz na jezdnie. Daj pomogę Ci wstać. 
- Ochhh, jaki Ty szarmancki. Może mam Ci jeszcze dziękować, mój wybawicielu.- powiedziałam po angielsku. 
- Możesz chodzić? - powiedział ciemnooki mężczyzna. 
- Taaak, zaraz pobiegnę w maratonie - moja irytacja sięgała już zenitu. 
- Poczekaj, zadzwonię po karetkę. 
- Nie trzeba, obejdzie się bez pomocy lekarzy. 
Leooo, Leooo- ktoś krzyczał z oddali. 
- Coś się stało?- dodał po chwili gdy do nas dotarł.
 - ¡bon dia- powiedział mężczyzna, który mnie przed chwilą potrącił.
Przez chwilę byłam świadkiem rozmowy dwóch mężczyzn po katalońsku i wszystko byłoby w porządku gdybym rozumiała o czym oni rozmawiają.
 - Usiądź na ziemi- powiedział mężczyzna, który do nas podszedł i dodał po angielsku:
 - Jestem lekarzem, nazywam się dr Ricard Pruna. Pracuję z piłkarzami FC Barcelony. A Ty jak się nazywasz?
- Byłam zdziwiona tym co powiedział mi ten mężczyzna. Wyszeptałam tylko Karolina.
 - Ok. Powiedz gdzie Cię boli.
Przez chwilę byłam badana przez lekarza piłkarzy Barcelony, który dodał po katalońsku do mężczyzny, który mnie potrącił:
- Musisz pojechać z nią do szpitala, prawdopodobnie ma złamany piszczel. Boję się, że jest to złamanie z przemieszczeniem.
- Dobrze- dodał ciemnooki mężczyzna.
 - Coś nie tak, doktorze- dodałam.
- Nieee bój się, nic Ci nie jest. Musisz tylko pojechać do lekarza. Leo, Cię zawiezie.
- Jaki Leo??- byłam dość zdziwiona.
 - Nazywam się Leo Messi- powiedział mężczyzna przez którego bolała mnie noga.
- Że jaaak??? Robisz sobie jaja.. Nie jestem głupia, wiem przecież jak wygląda Messi- dodałam patrząc mu w oczy.
- A więc jak???- spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy.
- O choleraaaa, przepraszam nie poznałam Pana..
W tej chwili wtrącił się lekarz:
- Jaki Pan, przecież to jest nasz Leo. Dobra dzieciaki ja muszę jechać już do klubu. Leo naszą wizytę przekładamy na jutro rano, dobrze?
 - Taak jest, Panie doktorze- powiedział sam boski Leo Messi
Po czym dodał:
- Daj pomogę Ci wsiąść do samochodu.
Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem. Było mi trochę głupio, że nie poznałam najlepszego piłkarza na świecie.
- Jesteśmy już na miejscu- powiedział Leo pod szpitalem. Poczekaj, poszukam jakiegoś wózka i zaraz po Ciebie przyjadę.
- Daj spokój, nie jestem obłożnie chora, poradzę sobie. Dzięki za podwiezienie- zaczęłam wysiadać z samochodu po czym upadałam na ziemie.
Leo wysiadł i powiedział do mnie:
- Zawsze jesteś taka uparta. Nie dasz sobie w ogóle pomóc. Siadaj na wózek, zawiozę Cie na izbę.
- Haa, bardzo śmieszne. Może jestem uparta, a Ty za to jesteś zbyt pewny siebie.
- Dobra, dobra pogadamy o tym później.- uśmiechnął się i czym prędzej pośpieszyliśmy na izbę przyjęć.
- Dzień dobry Państwu, przywiozłem chorego- powiedział Messi patrząc na jakąś kobietę. 
- Czy Ty musisz robić tyle szumu wokół siebie- powiedziałam zdenerwowana. 
- Nie muszę, ale lubię  
- Els dono la benvinguda. què passa? (Witam Panią, co dolega?)- powiedziała jedna z kobiet 
- Aaa ta Pani nie mówi po Katalońsku-dodał Messi po angielsku. 
- Poradzę sobie, nie musisz mnie wyręczać.- spojrzałam na Leo. 
- Wolałem sprawdzić. 
- Dobrze, dobrze już spokojnie- rozdzieliła nas lekarka. Narzeczony poczeka na zewnątrz- spoglądając na nas obojga. 
- Ale, ale.. my nie jesteśmy- przerwała mi znowu ta sama kobieta.
- Proszę się położyć zrobimy rentgen. 
- Bo ja nie chcący ją potrąciłem- powiedział zdenerwowany Leo. 
- Ale Pan niech już wyjdzie, poradzimy sobie. Narzeczona jest w dobrych rękach- powiedziała dość poddenerwowana pielęgniarka. 
Tak bardzo chciało mi się śmiać z tej całej sytuacji, ale musiałam panować nad sobą. Po chwili było już po wszystkim. Lekarze zabrali zdjęcie i wyszli do innego gabinetu. 
- Wszystko w porządku- usłyszałam szepty z uchylonych drzwi. Był tam Leo. 
- Nie wiem, wyszli do innego gabinetu- wyszeptałam. 
- Aaa to dobrze- powiedział Leo wchodząc do gabinetu. 
- To znowu Pan, lekarz przecież kazał Panu poczekać na zewnątrz. Nikt tu nikogo nie ukradnie- powiedziała pielęgniarka. 
- Ale, ale ja sprawdzam tylko czy wszystko w porządku- powiedział zawstydzony 
- Haaaa haaaa haaa- nie mogłam już wytrzymać ze śmiechu. 
Po 5 minutach weszła Pani doktor i powiedziała, ze mogę się już ubrać, usiąść na wózek i pojechać do gabinetu zabiegowego. 
- Co jest nie tak?- powiedział piłkarz Barcelony po katalońsku do lekarza. 
- Wszystko w porządku, obeszło się bez złamania z przemieszczeniem. Pana narzeczona będzie musiała tylko pochodzić przez 10 dni w gipsie.- powiedziała Pani doktor po angielsku. 
- Ufff...- odetchnął chyba z ulgą Leo. 
- Zapraszam za 10 dni do kontroli, a teraz już uciekajcie do zabiegowego!
Gdy miałam wchodzić już do gabinetu, spojrzałam na napastnika Barcy i poprosiłam, aby zadzwonił do Krysi i powiedział gdzie jestem. 
- Dobrze, nie ma sprawy. Zaraz do niej zadzwonię- i znowu uśmiechnął się tym swoim podstępnym uśmiechem. 
Po 30 minutach wyjechałam z gipsową nogą z gabinetu. 
- Wszystko w porządku- spytała po polsku Krysia
- A nie widać...- powiedziałam ironicznie.
- Dobra, dobra.. wszystko rozumie, Roger czeka na nas na zewnątrz. Zaraz będziesz w domu- pocieszyła mnie koleżanka. 
Lionel stał obok nas i tylko się przysłuchiwał naszej rozmowie. Wyszedł z nami ze szpitala. Odwrócił się jeszcze w moją stronę i powiedział:
- Rozumie, ze jesteś już bezpieczna. Mogę Cię zostawić w opiece przyjaciółki. 
- Taak, taak... Bardzo dziękuję za pomoc, Aaa i przepraszam, ze weszłam Ci pod koła. 
- Nic się nie stało.. Gorzej z rowerem- dodał 
- Jakoś sobie poradzę przez te 10 dni bez niego. 
 - No taaak, teraz na niego nie wsiądziesz- wtrąciła się Krysia. 
Barcelońska 10 już odchodziła gdy zauważył go Roger.
- Ooo jezusieee, kogo ja widzę... Najlepszy piłkarz roku, co ja gadam zdobywca czterech złotych piłek. Krystyna uszczypnij mnie.
- Taaak, taaak kochanie to sam Leo Messi- powiedziała Krystyna bez entuzjazmu.
 - Widziałem mecz, w którym doznałeś kontuzji... Nieee no ten piłkarz spóźnił się z
interwencją, zdecydowanie- powiedział znowu Roger.
- Czy Ty możesz w końcu nam pomóc. Karolina jest zmęczona, chce wrócić już do domu.- dodała Krysia.
- Tak, tak kochanie już, zaraz Wam pomagam- powiedział Rogi po czym zagadywał dalej Messiego.
- Rogi do cholery jasnej długo mamy czekać.

Nieee miarka się przebrała, w tej chwili nam pomóż. Krysia podeszła do Rogera i zaczęła z nim się kłócić po katalońsku. 
- Leo, możesz mnie odwieźć do domu, bo coś czuję, ze oni tak szybko nie skończą ze sobą rozmawiać- spojrzałam z rozbawieniem na twarzy na Messiego. 
- Ależ oczywiście, daj pomogę Ci wsiąść do auta- dodał z takim samym rozbawieniem. 
Gdy już byliśmy w samochodzie Messi dodał: 
- Bożeee co za temperament, myślałem, ze go tam pobije. Wy wszystkie macie taki temperament. 
- Jakie wszystkie- spojrzałam na niego zdziwiona. 
- No stamtąd skąd pochodzicie. 
- Chodzi Ci o Polskę. 
- Jesteś z Polski??? Niee no nie wierzę... 
- To źle, bo nie rozumie- znowu na niego spojrzałam 
- Właśnie niee, w Polsce mamy najbardziej oddanych kibiców.. Kurde jak się chłopaki dowiedzą, że potrąciłem naszą fankę to mi nie uwierzą.- zerknął szybko na mnie po czym znów patrzył na drogę. 
- Kto powiedział, ze jestem Waszą fanką? A zresztą jacy chłopacy? 
- No jak to nie wiesz: Cesc, Gerard, Victor, Dani, Ney, Pedro, Alexis i wielu wielu innych. 
- Aaa o nich mówisz, a tak w ogóle Ty wiesz gdzie masz jechać? 
- A no właśnie, gdzie mieszkasz... 
- Jaki Ty jesteś roztrzepany. Dwie ulice od stadionu. Będę Cię prowadzić  
- Oki, to śmigamy na Camp Nou. 
W tym zadzwonił mój telefon: 
- Hallo! 
- Karola, gdzie Ty jesteś?- powiedziała Krysia 
- Za chwilę będę pod domem- powiedziałam zerkając na Messiego. 
- Nic mi nie mów, ten osioł tak mnie zdenerwował, że nawet nie zauważyłam, że Cię nie ma. 
W oddali było słychać jak Roger próbuje powiedzieć po polsku, ze wszystko rozumie. 
- Nic się nie stało Krysia, Pan Messi mnie podwiezie. 
- My czekamy już na Was na miejscu. 
- Paaaa  
- Czyżby Twoja szalona koleżanka- powiedział kierowca bialej Q7. 
- Taak, czekają na mnie pod moim domem. 
- My już zaraz też będziemy. 
Dokładnie po 3 minutach byliśmy już na miejscu. Roger znowu wyskoczył z auta i pobiegł w naszą stronę 
- Panie Messi przepraszam za moją żonę, ona była tak podekscytowana tym, że Pana ujrzała, ze aż się kobiecina zestresowała 
- Rogi, ja Ci się zaraz zestresuje jak Ty chcesz- powiedziała Krysia wysiadając z samochodu. 
- Dobra, dobra wystarczy już tego wszystkiego. Dziękuję za podwiezienie i jeszcze raz przepraszam Panie Messi.- powiedziałam przez śmiech. 
- A więc tu Pani mieszka... Ja również przepraszam i do zobaczenia, może się jeszcze kiedyś spotkamy dodał. 
- Mam nadzieje, że nieee- spojrzałam mu prosto w oczy i zauważyłam jakąś dziwną pustkę. 
Messi wsiadł i odjechał. A ja z moimi przyjaciółmi z Barcelony poszłam do domu.


- Jak go poznałaś?- zapytał Roger.
- Długa historia, może kiedyś Ci opowiem. Teraz jestem zmęczona- powiedziałam wchodząc po schodach do mieszkania na poddaszu. 
- Może zamieszkasz przez ten czas u nas- dodała Krysia. 
- Jaki czas?- spojrzałam na nią. 
- Aż Ci nie ściągną tego gipsu. 
- O nieee, nie zamierzam się stąd ruszać. Szczerze potrzebowałam takiego wyautowania na jakiś czas, bo pomoże mi to zabrać się w końcu do nauki języka- mówiłam patrząc przez okno na Barcelonę. 
Co jak co, ale widok miałam przepiękny  
- Skoro tak mówisz, to nie zostaje nam nic innego jak pomóc Ci w nauce języka.
- Noo, zaraz lepiej. Aa Roger jakbym mogła Cię prosić jeszcze o zmontowanie mi łóżka, bo wątpię że wyśpię się na tym materacu ;)- dodałam próbując położyć się na jednoosobowym materacu. 
Gdy Roger zabrał się za montowanie łóżka spojrzałam na Krystynę i zauważyłam, ze chce coś powiedzieć: 
- Krysia, co jest??? 
- Wiem, ze nie powinnam się wtrącać, bo to nie moja sprawa, ale czy ten dzisiejszy wypadek nie miał na celu uświadomienie Ci, że Barcelona nie jest dla Ciebie... że powinnaś zostawić to wszystko i wrócić na studia... możesz być najlepszą dziennikarką w kraju, a Ty marnujesz swoje życie w jakiejś norze.. 
- Norze??? Co masz na myśli???- dążyłam dość niepotrzebnie ten temat 
- No nie obraź się, ale tego czegoś nawet nie można nazwać mieszkaniem. Nie masz kuchni, łazienki, a na środku tego całego bałaganu stoi tylko i wyłącznie łóżko. 
- O przepraszam, mam łazienkę, która nawet dobrze prosperuje- wtrąciłam, aby załagodzić sytuacje. 
- Aaa nazywasz tą toaletę i umywalkę łazienką.. Świetnie!!! Czy Ty nie widzisz, ze marnujesz sobie życie, Roger proszę powiedz coś jej, może Ciebie posłucha, bo Ja już nie mam siły do niej- spojrzała na Rogera skręcającego łóżko. 
- Wiecie co dziewczyny, wydaje mi się, że przesadzacie. Krysia niepotrzebnie chcesz zastąpić Karolinie matkę. Jest dość dorosła, zeby odpowiadać za swoje życie. Jak dostanie kopa w d**ę to nauczy się raz na zawsze nie podejmować zbyt pochopnie decyzji. A Ty, Karola zastanów się czasami dwa razy czy dobrze postępujesz. A teraz już, koniec i kropka... Nie wytykamy błędów tylko wspieramy się nawzajem - powiedział Roger patrząc na mnie i Krysie. 
- Dobra, może masz racje Roger. Przepraszam nie powinnam tak na Ciebie naskakiwać Karola, przepraszam- uśmiechnęła się Krysia. 
- Ja też Was przepraszam za to, że cały czas musicie się mną zajmować.- przerwał mi Roger 
- Przecież jesteśmy rodzinną przez duże R- powiedział łamiąc język polski. 
Od tamtej rozmowy wiele zrozumiałam przynajmniej tak mi się wydawało. Przez ostatni tydzień byłam skazana na siedzeniu w domu co pomogło mi w ćwiczeniu języka. Krysia wpadała każdego dnia sprawdzić jak się czuję i przynosiła jedzenie. Próbowałam nawet ogarnąć trochę mieszkanie nie miałam siły podnieść niektórych rzeczy. Roger też wpadał co jakiś czas. Wynosił śmieci i przesuwał lub wyrzucał niepotrzebne graty ze strychu. Można powiedzieć, że dzięki Rogiemu mój język każdego dnia brzmiał lepiej. Częste rozmowy po katalońsku powodowały, że nie bałam się go już używać. Mieszkanie z dnia na dzień robiło się coraz to czystsze i mało zagracone, chociaż cały czas stało w nim tylko łóżko i fortepian.
W wolnym czasie szukałam pracy, aż pewnego dnia zadzwonił właściciel najlepszego klubu w mieście z pewną ofertą pracy. 

Dziś mija siódmy dzień noszenia "wielkiej białej nogi". O 10 mam umówioną rozmowę kwalifikacyjną w "Luz de gas". Jednym z największych klubów nocnych w Barcelonie,w którym bawią sami Katalończycy. Właściciel był nawet dość miły przez telefon, ale czas pokaże co zaoferuje.Gdy przybyłam na miejsce zostałam oprowadzona przez Pana Guerreiro, który był tam managerem. Klub ten był dość duży (nie ma się co dziwić skoro była tam dyskoteka, teatr i restauracja). 
 - Czytałem Twoje CV i nie ukrywam, ze troszeczkę się zdziwiłem. Co robisz w Barcelonie?- zaczął rozmowę dość potężny Pan.
 - Od jakiegoś czasu mieszkam tutaj i nie ukrywam, że szukam pracy, która pozwoli mi rozwinąć skrzydła- powiedziałam po angielsku bojąc się, ze coś przeoczę lub zmienię w języku katalońskim. 
- Z językiem widzę, że dość słabo- kontynuował Pan Guerreiro po angielsku. 
- Cały czas się uczę- powiedziałam po katalońsku, po czym dodałam: Boję się, ze nie zrobię dość dobrego wrażenia na Panu, a zależy mi na tej pracy. 
- No, no, nooo... Przejdźmy do konkretów: dziennikarka w Warszawskiej Szkole Dziennikarstwa, kelnerka w dość prestiżowych restauracjach jak na Warszawę no i co najciekawsze śpiewała pani w jakimś zespole, czyż nie mam racji?- spojrzał zza mojego CV. 
- Widzę, że Pan dość dobrze studiował moje CV. Jetem na ostatnim roku studiów, ale mam urlop dziekański jeszcze przez najbliższe 7 miesięcy.

- Dobrze powiem krótko, potrzebujemy kogoś dość obrotnego.W restauracji potrzebuje kelnerki, a w dyskotece barmanki i najlepiej by było, żeby była to jedna i ta sama osoba. Pasuje Pani??
- Taak, oczywiście. Dalej jestem zainteresowana.
- Przyjmę Cię na razie na okres próbny, ale musisz mi obiecać, że podszkolisz swój język.
- Zgadzam się i obiecuję, że w ciągu miesiąca opanuję język.- uśmiechnęłam się do Pana Guerreiro, ale nie wiedziałam czy jest to na miejscu.
- Zaczynasz od dzisiejszego wieczoru. Klub jest dzisiaj zarezerwowany przez przyjaciół syna właściciela.
- Dobrze - dodałam odchodząc już od stolika.
- Aaa i jeszcze jedno. Pozbądź się tego gipsu, bo nie wpuszczę Cię w nim na sale.- dodał manager lokalu gdy byłam już przy drzwiach.
Prosto z "Luz de gas" poszłam do ośrodka by spotkać się z Krysią. Opowiedziałam jej o spotkaniu i poprosiłam o odwiezienie do domu. Gdy byłam już w domu, zaczęłam zastanawiać się jak mam pozbyć się tego gipsu. Po chwili zastanowienia usiadłam na łóżku i nożyczkami i zaczęłam przecinać dość gruby gips. Rozchodziłam jeszcze trochę nogę, przebrałam się i wybyłam szybko do swojej nowej pracy. 
Gdy byłam już na miejscu było tam dość głośno, każdy biegał i coś załatwiał. Byłam trochę przerażona. W pewnym momencie zawołała mnie jakaś dziewczyna. 
- Hallo Karola, chodź tu!- krzyknęła stojąc w drzwiach od kuchni. Podeszłam do niej i zapytałam co się tu dzieje. 
- Jeden z muzyków się rozchorował i nie przyjedzie dziś- powiedziała z przerażeniem w oczach. 
- Ale przecież to nic złego, chyba nie był jedynym, z którym pracowaliście- powiedziałam olewając ten temat. 
- Chyba nie wiesz co mówisz.. Współpracowaliśmy tylko z nimi i nie mamy innego wokalisty. Wiesz z czym się to wiąże, jeśli szef się dowie to wszyscy tu zginiemy marnie. 
- Dobrze, dobrze.. Nie wiedziałam. Wydawało mi się, że jak na taki lokal macie więcej takich ludzi i szybko znajdziecie zastępstwo- dodałam patrząc w stronę Pana Guerreiro, który był dość poddenerwowany. 
- Chować się!- krzyknęła dziewczyna stojąca obok mnie wciągając mnie do kuchni. 
- Ałaaa, co robisz?- krzyknęłam 
- Szef, szef... właśnie wszedł do lokalu. 
Spojrzałam przez okno w drzwiach chcąc ujrzeć tego mężczyznę. 
- Schowaj się- powiedziała druga z kelnerek. 
- Dlaczego??- zapytałam. Mam zamiar się przedstawić i z nim porozmawiać, przecież to mój szef- dodałam wychodząc z kuchni. 
Gdy byłam już coraz bliżej swojego szefa i rozmawiającego z nim Pana Guerreiro powiedziałam dość otwarcie po katalońsku: 
- Dzień dobry Panu, jestem nową kelnerką i barmanką w tym lokalu i bardzo zależało mi na poznaniu Pana- uśmiechnęłam się patrząc w jego dość stare oczy.

- Kim jest ta dziewczyna?- powiedział do Pana Guerreiro 
- Nowa kelnerka- powiedział poirytowany Pan Guerreiro 
- Znalazłeś już kogoś na miejsce tego wokalisty- dodał szybko właściciel. 
- Na razie niee, ale cały czas szukam- spojrzał na szefa manager po czym dzwonił do kolejnych wokalistów. 
- Zaraz, zaraz- przerwałam. Przecież ja mogę pomóc, może nie jestem Rihanną, ale potrafię śpiewać. Pan Guerreiro był już tak zdenerwowany, że wykrzyczał w moją stronę: 
- Nie masz co robić! Zajmij się swoją pracą przecież masz za nią płaconą, a nie przeszkadzasz innym! 
- Poczekaj Matt- przerwał Panu Guerreiro właściciel lokalu. Może to nie jest taki głupi pomysł. Usiadła by z chłopakami i może przez te 2 godzinny udało by im się przygotować jakieś 5 coverów. 
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale to Pan jest tu szefem- dodał znudzony już Pan Guerreiro. Właściciel klubu spojrzał na mnie i powiedział: 
- Dobrze dziecko, zdejmij ten fartuszek i do roboty. Mamy tylko 2 godziny. 
Uśmiechnęłam i szybko pobiegłam do chłopaków z zespołu. Usłyszałam jeszcze jak Pan Guerreiro powiedział do szefa: 
- Panie Rodriguez czy to jest dobry pomysł? 
- Nie wiem Matt, ale zobaczymy co z tego wyniknie. A teraz do pracy, mamy jeszcze dużo do zrobienia- uśmiechnął się i wyszedł z lokalu. 
Wieczorem gdy gości zaczęło przybywać stałam i rozmawiałam z chłopakami gdy podszedł do nas Pan Rodriguez. 
- Zestresowani?- zapytał całą grupę. 
- Ależ nie szefuniu. Już nie możemy się doczekać kiedy wejdziemy na scenę. Karola jest świetna :)- powiedział jeden z muzyków. 
- Wszystko w porządku, dziecko- dodał patrząc w moją stronę. 
- Oczywiście, będzie dobrze- dodałam patrząc jak goście zajmują miejsca w sali teatralnej. 
- Jesteś już gotowa?- drążył temat. 
- Tak, taak.. Zaraz wchodzimy na scenę i damy czadu- dodałam dalej nie wierząc co się dzieje na sali. 
- Ale gdzie masz sukienkę???- spojrzał na mój strój kelnerki
- Jaką sukienkę?? Nikt mi nie powiedział, że mam ją mieć- przeraziłam się.
- No chyba nie masz zamiaru w tym śpiewać- powiedział Pan Matt dochodząc do nas. 
- Spokojnie dziecko, zaraz coś poradzimy- uśmiechnął się. Ale najpierw poznaj mojego syna i jego narzeczoną.  
- Poznajcie się- powiedział Pan Rodriguez po czym dodał: - Pedro, Karolina. Karolina, Pedro. 
- Cześć, miło Cię poznać- powiedział Pedro podając mi rękę. 
- Mnie również- wypowiedziałam już wiedząc kim jest ten mężczyzna. 
Pedrito Rodriguez przecież to barcelońska 7- pomyślałam.
Porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę i poszłam pochwalić się dziewczyną z kuchni, że poznałam piłkarza, który w ostatnim meczu Barcelony zdobył cudowną brameczkę. Kucharki chyba nie znały się na piłce, bo nie przyjęły tego z tak dużym entuzjazmem jak ja. Gdy już miałam z niej wychodzić poproszono mnie jeszcze o zaniesienie jednej kawy Panu Rodriguez. Gdy już zmierzałam do szefa potknęłam się i wylałam gorącą kawę na jednego z gości.
- Bardzo Pana przeprasza, straszna niezdara ze mnie- mówiłam zbierając potłuczoną filiżankę.
Mężczyzna w pięknym garniturze uklęknął i pomógł mi pozbierać potłuczone szkło. Wstając podniosłam wzrok chcąc podziękować temu Panu.
- Bardzo Panu... To Ty?-  powiedziałam bez zastanowienia. 




                                                   Następny rozdział już w piątek (20-12-2013)