sobota, 1 lutego 2014

Rozdział III

Kochani!
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na kolejny rozdział. Miałam za dużo obowiązków dlatego brakowało mi czasu by go dokończyć. Postaram się teraz na bieżąco wstawiać kolejne rozdziały.
Za wszystkie opóźnienia drugi raz przepraszam!
-------------------------------------------------------

Gdy wróciłam do domu zasnęłam na schodach ze zmęczenia. Nad ranem obudził mnie dźwięk telefonu. Byłam tak zaspana, że nie zwróciłam uwagi kto dzwoni.
Shakira: Pobudka! Wstajemy!
Karolina: Hallo! Kto mówi?
S: Jak to kto? Shakira
K: Aaaa to Ty, wybacz nie poznałam Twojego głosu.
S: Chyba ktoś wczoraj nieźle zabalował?
K: Nieee, nic z tego. Po prostu cały wczorajszy wieczór spędziłam w towarzystwie barcelońskiej 10.
S: Uuuuu, zapowiada się ciekawie. Opowiesz mi na miejscu, za 15 minut w kawiarni obok Camp Nou, pasuje???
K: Dobrze, spotkajmy się za godzinę.
S: Niee, nieee za godzinę! (krzyknęła do słuchawki) To jest bardzo ważne!
K: Dobrze, jeżeli to takie ważne to widzimy się za 15 minut.
S: Czekamy :)
Wypiłam tylko szybką kawę i biegłam na spotkanie z Shakirą. Wchodząc do kawiarni zauważyłam, że partnerka Gerarda siedzi w towarzystwie muzyków, z którymi wystąpiłam jakiś czas temu. Usłyszałam tylko: Karola! Tu jesteśmy.
Gdy już miałam usiąść usłyszałam od Shaki: Nie rozsiadaj się, wychodzimy!
- Ale może ktoś mi wytłumaczy po co się tu spotkaliśmy- powiedziałam próbując usiąść.
- Dowiesz się po drodze, teraz i tak jesteśmy już spóźnieni- dodała.
Wychodząc z kawiarni udalismy się zaraz do samochodu Shaki. Tam dopiero dowiedziałam się, że jedziemy do managera Kolumbijki.
K: Dobrze, a dlaczego właśnie mamy się z nim spotkać?
S: Ma dla was ofertę nie do odrzucenia, ale o tym dowiecie się na miejscu- uśmiechnęła się spoglądając w lusterko.
Jakoś wszyscy byli podekscytowani spotkaniem z przyjacielem Pani Pique, tylko ja czułam jakąś niechęć. Gdy już byliśmy na miejscu, udaliśmy się prędko do lokalu, w którym czekał na nas manager gwiazd.
- Witam! Długo karzecie na siebie czekać- witał Nas w progu.
- Witaj Paul, wierz mi jest na kogo czekać- odparła Shakira.
- Słyszałem, słyszałem. Zapraszam do środka- dodał, spoglądając na stolik umiejscowiony przy oknie.
Siedząc i słuchając jak moi znajomi zadają pytania Paulowi, nie wytrzymałam i zapytałam się:
- Dobrze, a może dowiemy się po co tu dokładnie przyjechalismy?
- Słyszałem od Shaki, że jesteście świetnym zespołem, ale nie macie odpowiedniego managera, który podjął by się współpracy z Wami. Mogę Wam zapewnić pełną obsługę managerską i wytwórnie, która wyda waszą pierwszą płytę. Jak na razie tylko tyle mogę Wam zaoferować i podkreślam nikt nie zrobi tego lepiej jak Ja i moi ludzie.- powiedział na jednym oddechu.
- Supeeer! Kiedy możemy wejść do studia- dodali churem muzycy.
- Zaraz, zaraz- przerwałam podekscytowanym kolegą. Może najpierw by ktoś się nas zapytał czy chcemy w ogóle coś śpiewać.
- Karola, zwariowałaś- usłyszałam od jednego z basistów.
- Może będziesz decydować za siebie, a nie za całą grupę- odparł gitarzysta.
- Dobra, jak chcecie... Na mnie nie liczcie.- wstałam i zabrałam się do wyjścia.
Gdy już otwierałam drzwi usłyszalam głos Paula, który podniósł się i powiedział:
- Może najpierw to przemyslisz, a nie obrażasz się. Najlepiej zabrać zabawki z piaskownicy i wyjść tylnim wyjściem, tak aby nikt nie zobaczył.
- Co Ty możesz wiedzieć? Nie uciekam przed niczym ani nikim, po prostu wychodzę, bo mnie to nie dotyczy.- odparłam oburzona.
- Nie dotyczy? Teraz to dopiero powiedziałaś. Może zamiast analizować, co jest dla Ciebie najlepsze, spojrzysz na całą grupę- podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Przecież ja im nie zabraniam grać- wzburzyłam się jeszcze bardziej.
- Ty może tak myslisz, ale w tym momencie to Ty ich ograniczasz- dodał.
- Jaa??? A co ja takiego robię?- zapytałam.
- Tylko spójrz na nich. Siedzą pod oknem czekając tylko na Twoją odpowiedź. To od Ciebie zależy ich los- patrzeliśmy na siedzącą całą grupę.
- Nie chce nikogo ograniczać, ani nie chce decydować za czyjeś życie- odparłam.
- Teraz już nic nie możesz zrobić. Za późno! Zastanów się jeszcze raz i daj mi znać najpóźniej do jutra rana.
- Dobrze, przemyśle to, a teraz przepraszam, spieszę sie- spojrzałam jeszcze na swoich znajomych
- Super!- podskoczyła Shakira
Uśmiechnęłam się i poszłam dalej. Całą drogę do ośrodka Krysi byłam jakoś nieobecna, cały czas zastanawiałam sie nad szansą jaką dostałam od losu. Czy mam ją wykorzystać? Czy będę szczęśliwa, a może tylko moi znajomi? Czy jestem w stanie postawić wszystko na jedną kartę??
Nie mogłam się powstrzymać, cały czas myślałam o propozycji Shakiry i Paula.
Gdy dotarłam do Ośrodka, który prowadziła Krysia ujrzałam biegające dzieciaczki, które niczym się nie martwiły.
- Heej! Co Ty tu robisz?- usłyszałam zza pleców.
- Krysia, nie strasz człowieka- odparłam przestraszona.
- Ja, straszę?? To Ty jesteś jakoś nieobecna, uważaj bo mi zaraz dzieci rozdepczesz- dodała uśmiechając się.
- Bardzo śmieszne- powiedziałam ironicznie.
- Cały czas nie mówisz mi po co tu przyszłaś. Nie przypominam sobie, żebyśmy były na dziś umówione- dążyła temat.
- Włóczyłam się po mieście więc pomyślałam, ze przydadzą Ci się dodatkowe ręcę w ośrodku.
- W sumie to taak, ale wydaję się, ze to My Ci jesteśmy potrzebni, a nie Ty nam. Mów co się dzieję?- zadawała kolejne pytania Krystyna.
- Co się dzieję? Nic, nie można przyjść pomóc przyjaciółce- udałam uśmiechniętą.
- Znam Cię już trochę i wiem kiedy coś się dzieję. Chodź, pogadamy na spokojnie u mnie w gabinecie.
Po kilku minutowej rozmowie z Krystyną zrozumiałam, że tego było mi trzeba. Ktoś musiał spojrzeć na tą sprawę obiektywnie. Dzięki swojej przyjaciółce wiedziałam, że nie mogę całe życie patrzeć tylko przez pryzmat tego co ja czuję i co jest dla mnie najlepsze. Wprawdzie Krysia nie pomogła mi podjąć decyzji, ale wiedziałam, ze dzięki tej rozmowie jestem bliżej podjęcia odpowiedniej decyzji dla całej grupy.
- Już?? Gotowa?? Chodź pomożesz mi w ogrodzie z dzieciakami- Krysia podniosła się ze swojego fotela i podążała w stronę drzwi.
- Nie ma sprawy, przynajmniej przestaną o tym myśleć- odprałam
- Myśleć to Ty musisz o tym, tylko w odpowiednich proporcjach- powiedziała uśmiechając się.
Gdy już byliśmy w ogrodzie i ujrzałam biegające dookoła dzieciaki powiedziałam:
- One to mają życie. Nie muszą podejmować żadnych decyzji.
- Życie?? Wierz mi nie mają aż takiego łatwego. Borykają się z większymi problemami. Codziennie muszą o siebie walczyć i się nie poddawać- Krysia przypomniała mi tak naprawdę gdzie jestem i że dzieci w takich ośrodkach są najbardziej pokrzywdzone.
Spędziłam w ośrodku cały dzień. Wracając do domu nie czułam zmęczenia, może dlatego, ze lubię z nimi spędzać każdą wolną chwilę. Pod domem zauważyłam samochód, w którym siedziała Shaki z Gerardem.
G: No nareszcie, myślałem, że w ogóle nie śpisz
K: Co Wy tutaj robicie??
S i G: Wybieramy się na małą imprezkę.
K: O nieee, nie mam na to głowy. Dziękuję, ale nie zabiorę się z Wami.
S: A kto powiedział, że chcemy Cię zabrać?
G: My tylko musimy wykonać poleceni.
K: Jakie polecenie??
S: Ktoś prosił nas, abyśmy Cię dostarczyli w pewne miejsce.
K: Ale ja nie mam ochoty nigdzie jechać. Muszę zrobić pewny rachunek.
G: To my Ci pomożemy zadecydować w sprawie Twojego kontraktu.
K: Jakiego kontraktu??
Gerard otworzył tylnie drzwi i próbował mnie wpakować do swojego auta.
K: O nieeee, nie mogę jechać tak ubrana?
G: Shakira powiedz jej coś, już jesteśmy spóźnieni.
S: No właśnie, dobrze wyglądasz. Nic bym nie zmieniła.
K: Jeżeli mam z Wami jechać to muszę wziąć prysznic i się przebrać.
S: Nieee tylko niee to!
G: Znowu godzinami będziemy na Ciebie czekać!
K: Mam pomysł. Dajcie mi adres, przebiorę się i do Was dojadę.
G: Ooo nieee. Tak się nie bawimy. Po pierwsze nie przyjedziesz, a po drugie nie będzie niespodzianki.
K: Nie pojadę w takim stanie.
S: Dobra, mam pewien pomysł. My pojedziemy, a za godzinę ktoś po Ciebie przyjedzie. Wsytarczy Ci godzina?
K: No i zaraz lepiej :)
Pożegnałam się z Shakira i Gerardem i poszłam się przygotować na niespodziankę. Kompletnie nie wiedziałam co mam na siebie włożyć. Dobrze nie minęła godzina, a jakiś samochód stojący pod moim oknem zaczął trąbić. Domyślałam się, ze to osoba która miała po mnie podjechać. Zeszłam na dół i wsiadłam do samochodu. Za kierownicą siedział Alexis Sanchez.
A: Hej! Rozumie, że to Ciebie mam dostarczyć do posiadłości Messiego.
K: Zależy kto Cię przysłał??? Zaraz, zaraz, do kogo??
A: Państwo Pique. Tak do Leo.
K: Ooo to będzie wtedy pomyłaka. Uśmiechnęłam się chcąc wysiąść.
Słysząc do kogo miał mnie zawieść Alexis postanowiłam uciec jak najdalej.
A: Haaa, bardzo śmieszne. Gerard dobrze Cię opisał i nawet się nie pomylił. Piękna, urocza, zabawna, tylko nie wiem czy inteligentna. Mam nadzieję, ze uda mi się to sprawdzić.
K: Czy Ty mnie podrywasz??
A: A masz cos przeciwko- spojrzał na mnie
K: Raczej....
A: Nieee! Wiedziałem.
K: A Ty za to jesteś pewny siebie i.....- przerwał mi Schancez
A: Piękny! Mama zawsze mi to powtarzała
K: Skromny?!
A: Też :) Czuję, ze jadę w doborowym towarzystwie. Aaa zapomniałem się przedstawić Aleee....
K: Alexis Schancez, wiem...
A: Czyżby Shakira dużo o mnie opowiadała
K: Nieee, po prostu wiem z gazet
A: Nie wierz gazetą, one kłamią, a co najgorsze strasznie gruby wychodzę na ich zdjęciach
K: Hahahahaha, jesteś zabawny
A: A nie mówiłem Ci tego
K: Zapomniałeś...
A: Kurde i z randki nici :(
K: Jakiej randki???
A: Nic, nic... bredzę... Zmęczony jestem... Ooo już dojeżdżamy.
Przed swoimi oczami zobaczyłam duży dom przysłonięty ogromnym płotem.
K: Jesteś pewny, ze to tutaj?
A: Dlaczego pytasz???
K: Dziwnie tuuu... może sie pomyliłeś?
A: Nie sądzę, mieszkam w pobliżu.
Alexis otworzył drzwi i wysiadł. Po chwili podszedł do mnie i zapytał się czy wysiadam.
K: Nie wiem...
A: Nie bój się, nic Ci się złego nie przytrafi.
K: Wątpię...
A: Jaka Ty przestraszona. Zobacz kto idzie?- wskazał palcem na Shakirę i Gerarda.
G: Ooo już jesteście??
A: Trochę to trwało, ale wiesz... takiej dziewczynie się nie odmawia...
G: Cooo??? Alexis co Ty znowu zrobiłeś???
A: Niccc, droczę się z Tobą :)
S: Wchodzimy, czy będziemy tak tutaj stać?
G: Oczywiście, ze wchodzimy, kochanie. Panie przodem
Alexis jeszcze mnie zatrzymał i zapytał czy wszystko w porządku. Odparłam, ze taak, ale jeszcze nie mogłam
uwierzyć gdzie jestem. Kierowaliśmy się prosto do ogrodu. Na przeciwko nas stał grill, a przy nim Leo.
L: Ooo już jesteście, myślałem, ze zabłądziliście.
A: Mieliśmy małe problemy techniczne związane z "w co to ja mam się ubrać"
S: Nie przesadzaj Alexis.
L: Witaj! Myślałem, ze już nie przyjedziesz.
Messi pocałował mnie w policzek. Dopiero wtedy zrozumiałam gdzie jestem i wydusiłam z siebie pierwsze słowa.
K: Dziękuję za zaproszenie.
L: Nie masz za co dziękować. Przecież wczoraj mówiłem Ci, że Cię kiedyś zaproszę do siebie- uśmiechnął się.
- To wy się spotykacie- wtrącił się Alexis.
K: Nieee!
L: Nie??
A: To wreszcie jak: tak czy nie???
K: Spotkaliśmy się przez przypadek na plaży.
L: Na plaży??? Przez przypadek??? Taak!
A: aaa już myślałem...
K: Ty już nic nie myśl...
Przepraszam Was, ale muszę wrócić do swojego stanowiska. Karola pomożesz mi??- powiedział Leo.
K: Jaaa??? Taak, nie ma sprawy, ale musisz mi powiedzieć co mam robić
L: Na początek przynieś mi wodę z kuchni.
K: Wodę???
L: Taaak
K: Dobra to idę, czekaj tu chwilę, zaraz wracam.
Karola, ja sie nigdzie nie ruszam, możesz być pewna- uśmiechnął się Messi
Cały wieczór mijał w świetnej atmosferze do czasu....
W pewnym momencie w drzwiach do ogrodu stanęła Antonella z walizką, piłkarze pozowali do pamiątkowego zdjęcia. Gdy powiedziała do wszystkich:
- Witam! Widzę, ze się świetnie bawicie.
Leo podnióśł się gwałtownie i podszedł do niej:
- Miałaś przyjechać dopiero jutro?
- Ale postanowiłam zrobić Ci niespodziankę, nie cieszysz się?- odparła
- Cieszę, cieszę- powiedział dość zdziwiony Leo.
Przyglądałam się z bliska tej całej sytuacji, aż w pewnym momencie podszedł do mnie Alexis.
A: Czas się zmywać! Zaraz będzie zadyma!- powiedział
K: Cooo???
W tym na głos Xavi powiedział, że czas się zbierać. Wszyscy szturmem się podnieśli i zmierzali w stronę wyjścia. Messi próbował ich jeszcze zatrzymać: Poczekajcie! Gdzie idziecie, dopiero zaczeliśmy się bawić.
Fabregas odwrócił się do niego i powiedział: Leo, jest dość późno, jutro też jest dzień. Antonella przyjechała, jest zmęczona, a zresztą chce spędzić trochę czasu z Tobą.
Gdy tak rozmawiali, podszedł do nich Alexis klepiąc Messiego w plecy: Tylko mi tu gołąbeczki nie szaleć pod naszą nieobecność. To, że wychodzimy nie znaczy, ze wy możecie się bawić. Jutro jest trening Leusiu kochaniutki.
Wtrąciłam się do tej rozmowy: Wystarczy już Alexis, idziemy!
Leo tylko spojrzał na mnie. Próbowałam tylko zakończyć tą dziwną rozmowę.
- Ale dokąd?- powiedział Schancez
- Do domu, przecież jutro trening- dodałam łapiąc go za rękę.
A: A nooo rzeczywiście. Dobranoc wszystkim.
Alexis odwiózł mnie do domu nie mówiąc nic przez całą drogę. Pod domem próbował wyjaśnić mi dlaczego wszyscy się zmyli na widok Antonelli, ale ja nie chciałam słuchać. Pożegnałam się i poszłam drzemać do swojego ukochanego łóżeczka <3
Nad ranem dostawałam mnóstwo smsów od Alexisa, Lionela i Shakiry. Zapomniałam, ze dziś miałam dać jej odpowiedź w sprawie zespołu. Zadzwoniłam do niej:
K: Hallo!
S: Taak??- powiedziała zaspanym głosem.
K: Śpisz???
S: Nieee, chociaż bym się jeszcze położyła.
K: Dzwonie w naszej sprawie...
S: Taaaak??? I jaka jest Twoja decyzja, poczekaj chwilę.... Zastanów się dobrze, potem nie będzie odwrotu
K: A więc......

--------------------------------------------------------------
Skończyłaaaam, chociaż nie jestem do końca zadowolona z rezultatu. Jeszcze raz przepraszam, że tak długo czekaliście.
Zapraszam na następny rozdział na początku przyszłego tygodnia. Nie wiem jeszcze dokładnie kiedy, ale spróbuję do wtorku go napisać.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz