piątek, 20 grudnia 2013

Rozdział II

- Znowu się spotykamy, czyżby to przeznaczenie- powiedział Lio Messi
podnosząc w dość specyficzny sposób swoje brwi.
- Haa, ale mnie rozbawiłeś. Czyżby wierzysz w przeznaczenie?- dodałam ironicznie.
- A Ty nieee??
- Żyjesz w innym świecie, więc kto wiee :)
Lionel, Liooonel gdzie jesteś??- Ktoś krzyczał z oddali rozglądając się po sali.
- Chyba ktoś Cię szuka?- spojrzałam na Messiego
- Jeżeli będzie chciał znaleźć to i tak mnie znajdzie- dodał
- A noo taak, za Wami trzeba wiecznie biegać- rozmowa rozwijała się w dość szybkim tempie.
- Za nami??? Nie rozumie...
- Chodzi mi o mężczyzn...
- Aaa to nie o mnie wtedy. Ja jestem wiecznym dzieckiem i dobrze mi z tym- powiedział mierząc mnie od dołu do góry.
Gdy miałam zadać mu już kolejne pytanie podeszła do nas kobieta w pięknej sukni.
- Lionel, tu jesteś... Szukałam Cię- wypowiedziała obserwując mnie
- Taak, właśnie rozmawiam z koleżanką- powiedział patrząc jej w oczy.
- Booożeee jak Ty wyglądasz. Kto Ci to zrobił??? Nieee, ja tak tego nie zostawie, co za obsługa... Zaraz wiedziałam, że nie mamy tu przychodzić, ale Ty jak zawsze się uparłeś... Nowa marynarka, prosto z Mediolanu.- krzyczała kobieta wycierając kawę na rękawie Messiego.
- Bardzo przepraszam, ale to moja wina- dodałam dość przestraszona
- Wiesz ile ona kosztowała... No taaak, Ciebie nigdy nie będzie stać na taką marynarkę. Wiesz mi, ja tego tak nie zostawie, jeszcze dziś zostaniesz zwolniona- oburzenie w ustach tej Pani sięgnęło zenitu.
- Antonella uspokój się, wszyscy się patrzą- zdążył powiedzieć Messi po czym podeszli do Nas Shakira i Gerard.
- Co tu się dzieje?- powiedziała Shakira
- Już wszystko w porządku- dodał prędko Messi
- Ty to nazywasz w porządku. Ta dziewczyna niemal zniszczyła Lionelowi marynarkę- powiedziała Antonella.
- Zaraz zniszczyła. To był przypadek za który przeprosiłam- zauważyłam tylko, że cała sala patrzy się na nas. Nawet Pan Guerreiro kręcił głową i czkał jak rozwinie się ta cała sytuacja.
- To tylko marynarka, wypierze się Antonella- powiedział rozbawiony tą całą sytuacją Gerard patrząc na Shakirę.
- To może ja już pójdę, jeszcze raz przepraszam- Gdy już miałam odchodzić, Antonella złapała mnie za rękę i dodała:
- Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać.
Gerard stanął w mojej obronie:
- Antonella puść ją, to ją boli.
Złapałam się za rękę, która strasznie mnie bolała i dodałam:
- Jeżeli Pan Messi sądzi, że plama jest tak straszna, że marynarka jest do wyrzucenia to jestem w stanie pokryć koszty. A teraz przepraszam jestem w pracy.
Gdy kolejny raz chciałam odejść Leo powiedział:
- Nie trzeba niczego odkupywać i tak jej nie lubiłem- uśmiechał się w moją stronę.
- Lioneeeel, jak możesz???- powiedziała pogniewana Antonella.
Całą tą sytuacje oprócz gości obserwowali Gerard i Shakira, na których twarzach można było zauważyć rozbawienie. Odchodząc zerknęłam jeszcze na Leo, który cały czas się na mnie patrzył. Odwracając głowę powiedziałam tylko:
- Burak- i znowu uderzyłam w kogoś.
- Haaa, dobree :) - powiedział przystojny chłopak.
- O przepraszam, to nie do Ciebie- dodałam patrząc mu w oczy.
- A kto wtedy jest tym burakiem?
- Nie ważne- odparłam, chcąc zapomnieć o tej całej sytuacji.
- Zapomniałem się przedstawić, Cristian Tello. Szukam swojego miejsca, pomożesz mi?
- Cześć, pokaż jaki masz numer miejsca to wskaże Ci drogę- uśmiechnęłam się.
Może gdyby nie ta cała sytuacja, zareagowałabym inaczej w sumie od jakiegoś czasu poznaje piłkarzy Barcelony, a ja zamiast się cieszyć i wypaść jak najlepiej nie potrafiłam w ogóle się odnaleźć.
- Twoje miejsce jest tam w drugim rzędzie- czułam tylko oddech Cristiana na swoim poliku.
- Obok Leo i Antonelli, tak??- dodał nie odsuwając głowy i wskazując palcem na Messiego i jego partnerkę.
- No niestety, współczuje Ci towarzystwa- dodałam odsuwając się od niego.
- Hmmm interesujące...- łapiąc się za brodę.
- To nie jest zabawne. Pasują do siebie, buraki- oddałam zaproszenie stojącemu piłkarzowi i odeszłam.

Gdy już wszyscy zajęli swoje miejsca czas było rozpocząć koncert. Mój występ zbliżał się dużymi krokami. Stojąc już na środku sceny, zaczęłam obserwować ludzi. Pedro rozmawiał z ojcem, w drugiej części sali siedzieli inni piłkarze, trener Martino ubierał okulary. Shakira siedziała już na swoim miejscu uśmiechając się do mnie. Gdy mój wzrok dotarł do drugiego rzędu ujrzałam Gerarda, który szeptał coś na ucho Messiemu. Wybiły już pierwsze dźwięki pierwszego utworu, próbowałam się już skupić i patrzeć w jeden punkt. Tym punktem była uśmiechnięta Shakira i jej partner. Mój głos na początku był dość ściśnięty, ale udało mi się nad nim zapanować. Po występie dostaliśmy duże brawa, nawet Pan Guerreiro uśmiechał się z końca sali gdzie obserwował cały występ. Schodząc ze sceny stanęliśmy jeszcze za sceną czekając aż goście przeniosą się do restauracji, aby zacząć sprzątać sprzęt.
- A więc, gdzie oblewamy sukces?- wyskoczył jeden z muzyków.
- Macie siłę jeszcze pić- powiedział drugi.
- Karolaa, a więc gdzie idziemy?- dodali szybko razem.
- Mi jest wszystko jedno, nie znam dobrze miasta więc dostosuję się do Was- jeszcze nie mogłam dojść do siebie. Wprawdzie śpiewałam za czasów pierwszego roku studiów z ludźmi z roku, ale to była zabawa.Dziś wystąpiłam pierwszy raz od dwóch lat i to było wspaniałe uczucie. W pewnym momencie ktoś złapał mnie za ramie i powiedział:
- Przepraszam, wspaniały występ.
Była to Shakira i Daniella.
- Ooo dziękuję, miło to słyszeć- powiedziałam zdziwiona.
- Masz naprawdę bardzo ładną barwę głosu. Jesteś profesjonalistką??- zapytała Shakira.
- Niee, niee... Chociaż śpiewałam już w kilku zespołach.- dodałam uśmiechając się.
- Szkoda, bo z miłą chęcią posłuchałybyśmy Cię jeszcze- wtrąciła się Daniella.
Gdy stałyśmy i rozmawialiśmy o utworach, które wykonywałam z partnerkami piłkarzy podszedł Cristian z Marcem.
- Jesteś cudowna- powiedział Hiszpan całując mnie w policzek.
Stałam jak wmurowana, nie wiedziałam co mam zrobić. Dziewczyny tylko obserwowały jak Cristian ze mną rozmawia.
- Aaa bym zapomniał, mój kolega Marc Bartra chciałby Cię poznać- dodał po chwili Tello.
- Cześć, byłaś świetna.. Do teraz mam gęsią skórkę na myśl o Tobie- dodał obrońca Barcelony.
- To Wy się znacie, Cristian?- dodała Daniella.
- Yyy można tak powiedzieć- dodałam patrząc w dzikie oczy obrońcy Barcelony.
- My już nie będziemy Wam przeszkadzać, ale mam prośbę: Jest tu spore zamieszanie, ale bardzo bym chciała, żebyś do mnie zadzwoniła jak znajdziesz trochę czasu- dodała odchodząc Shakira.
- To cooo, zapraszamy do restauracji- dodał widząc odchodzącą Shakire, Cristian.
- Bardzo mi przykro, ale mam już plany- dodałam pokazując na muzyków.
- Szkoda, bardzo.. Myśleliśmy, że nam jeszcze pośpiewasz- uśmiechnął się Marc.
- Może kiedyś, teraz już muszę iść. Miło było Was poznać- pożegnałam się poszłam do kolegów z zespołu.

Wróciłam do domu nad ranem. Zmęczona , wyczerpana i wycieńczona. Położyłam się na łóżku i nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Wstałam chyba po 12. Przebrałam się i wyszłam znowu do pracy. Gdy zmierzałam już do drzwi od lokalu  usłyszałam jak ktoś mnie woła:
- Karolaaaa, Karolaaa, zaczekaj- krzyczał Pedro z drugiej strony ulicy.
- Hej, co tak krzyczysz z samego rana?- powiedziałam nie wiedząc dokładnie która godzina.
- Z rana?? To już południe- uśmiechnął się po czym dodał: Czyżby ktoś zabalował wczoraj do samego rana.
- Taak, jasne... Nie mogłam po prostu zmrużyć oka po tych wczorajszych przeżyciach- powiedziałam okłamując go.
- Świetny występ, gratuluje :) Naprawdę wszystkim się podobał, no i co oczywiste każdy o Tobie mówił. Wyrastasz na gwiazdę- powiedział przepuszczając mnie w drzwiach.
- Gwiazdy szybko gasną- dodałam idąc w stronę baru.
- Uwierz mi, Twoja nie zgaśnie tak szybko- krzyknął z środku sali.
Przy barze stał już Pan Guerreiro rozmawiając z jakąś kobietą w blond włosach. Na początku nie poznałam tej kobiety, ale gdy się odwróciła ujrzałam Shakirę.
- Shakira, co tu robisz??- zdziwiłam się jej wizytą.
- Czekam na Ciebie w towarzystwie szarmanckiego mężczyzny- uśmiechała się od ucha do ucha.
- Na mnie, dlaczego? nie rozumie?- byłam dość zdziwiona.
- Zapraszam Cię w pewne miejsce. Musimy poważnie porozmawiać- dodała trzymając mnie za rękę.
- Ale ja nie mogę, pracuję- dodałam patrząc na Pana Guerreiro.
- Już niee!- powiedział podnośnie Pan Guerreiro.
- Jak to niee?- dodałam
- Dostałaś inną propozycję i dziś masz wolne- powiedział zerkając na Shakirę.
- Taaak??? Ale ja nic o tym nie wiem.- dodałam odwracając się w stronę drzwi gdzie stali chłopacy z zespołu z którym wczoraj grałam.
- A Wy co tu robicie?- zerknełam na Shakirę.
- Ja ich zaprosiłam, mamy do pogadania- powiedziała wskazując mi drzwi.

Wychodząc z lokalu, Shakira zatrzymała się i poprosiła nas o to, żebyśmy za
pozowali do zdjęcia nie mówiąc nam po co jest jej to zdjęcie. Zapytałam się jej:
- Dokąd idziemy?
- Dowiesz się na miejscu- odwróciła się i uśmiechnęła się w naszą stronę, po czym dodała: Na pewno Wam się spodoba.
Po godzinnym spacerze ulicami miasta, zapytałam się:
- Daleko jeszcze, bo nie będę ukrywała, że nie chce mi się chodzić bez celu.
- Cel jest już przed nami- dodała patrząc w górę na jeden z wieżowców.
- A więc to tu- powiedział gitarzysta z zespołu.
- Taaak, tuu, ale będzie zabawa- rozbawiona Shakira weszła do środka.
- No cóż, dowiemy się na miejscu po co tu przyszliśmy- ruszyłam za nią.
Po chwili już wiedzieliśmy, ze jesteśmy w studiu nagraniowym wytwórni z którą współpracuje partnerka Gerarda.
- A my tu po co?- zapytał znowu gitarzysta
- Chce Wam coś pokazać i nie ukrywam, że marzę o tym, żebyście coś dziś nagrali- powiedziała stojąc na schodach.
- Dziś to będzie raczej nie realne, bo jesteśmy zmęczeni- dodałam wchodząc na schodę.
- To już zostawcie mnie- powiedziała otwierając drzwi do jednego ze studiów nagraniowych. Jak Wam się podoba?- zerknęła jeszcze na nasze zdziwione twarze.
- Jest megaaa- powiedział gitarzysta, któremu zaraz wtrącił się basista:
- Supeeer!
- Ale odjazd- dodałam zerkając na ten sprzęt.
- Poczekajcie tu, zawołam tylko swojego kolegę- powiedziała zostawiając nas w tym ogromnym miejscu. Po chwili wróciła z pewneym mężczyzną.
- Cześć, jestem Ben i witam w swoim królestwie. Rozmawiałem całą noc z Shaki i powiedziała mi, ze odkryła mega zdolne talenty.
- Zdolne??? Dużo powiedziane- powiedziałam rozglądając się.
- A więc, chciałbym Was rozdzielić, muzycy pójdą do drugiego pokoju i zagrają utwór, który spodobał się Shaki w Waszym wykonaniu.
- Ale my nie mamy swojego utworu, prawie sie nie znamy- dodałam
- Taak, wiem, ale słyszałem, ze dobrze wyszedł Wam utwór Rihanny "What Now".
- Spokooo, ja jestem zaaa, gdzie mam iść?- wypalił gitarzysta. No co Wy, można spróbować- dodał patrząc na Bena.
- No w sumie możemy- odrzekła reszta udając się z asystentem Bena.
- A co ze mną?- spojrzałam na Bena
- Ty zostaniesz z nami, wejdziesz za tamte drzwi i zaśpiewasz tak dobrze jak to możliwe- odparł siadając przed sprzętem do nagrywania.
- Nie stresuj się, chcemy tylko sprawdzić czy jesteś tak dobra jak sądzę- dodała Shakira. 
Gdy byłam już w wielkiej sali, w której stał mikrofon przed lustrem powiedziałam:
- Zapomniałam tekstu.
Ben i Shakira roześmiali się i powiedzieli, ze mam na stojaku wszystkie potrzebne mi rzeczy.
- Mogłabym prosić jeszcze o wodę- dodałam uśmiechając się do niech.
- Taak, już idę- powiedziała Shakira
Spojrzałam na kartkę na której Shakira życzyła mi powodzenia i się uśmiechnęłam.
- Możemy zaczynać-usłyszałam w  słuchawce Bena.
- Tak, jestem gotowa- powiedziałam patrząc dalej na tą kartkę.
Po chwili byłam już wyluzowana i zaczęłam śpiewać: I've been ignoring this big lump in my throat
I shouldn't be crying, tears were for the weak 

Usłyszałam wtedy w słuchawce:
- Poczekaj, poczekaj. Jeszcze raz... Od początku.
I've been ignoring this big lump in my throat
I shouldn't be crying, tears were for the weak
The days I'm stronger, now what, so I say
But something's missing


- Dobra, dobraa, jest dobrze, ale powtórz jeszcze raz ostatnią frazę, ale tak z życiem
- Ok, But something's missing- zaśpiewałam próbując włożyć w to trochę życia.
- No i zaraz lepiej, jedziemy dalej- przerwał mi znowu Ben.
Rozpoczynałam już kolejną zwrotkę gdy Shakira weszła do studia.
- Jak jej idzie?- powiedziała myśląc, ze jej nie słyszę.
- Była spięta na początku, ale otworzyła to swoje gardziszko.
- Co o niej myślisz?- dążyła temat.
- Ma głos i fajną osobowość, ale więcej nie mogę Ci powiedzieć muszę zobaczyć jak to zgra się razem z chłopakami.
- Dobra, to może mała przerwa, abyś mogła odpocząc- powiedział do głośnika Ben.
- W sumie jej nie potrzebuję, napiję się i możemy jechać dalej. Nie chce spędzić tu całego dnia.
- No dobra jak chcesz- powiedział Ben stojąc w drzwiach.
- Zacznij teraz od refrenu- dodała Shaki.
What now? I just can't figure it out
What now? I guess I'll just wait it out
What now? Please tell me
What now? 

- Mówię Ci mega talent, jeszcze coś z niej daa- usłyszałam Shakire.
- Nie zapeszaj, takich jak ona było dużo, a skończyło się na jednej płycie- sprowadził ją na ziemię Ben.
- Boisz się, że mam rację, nooo iii że to ja ją odkryłam- powiedziała mówiąc mi w oczy
- Tyyy??? Uważaj, że uwierzę. Mów lepiej kto Ci ją polecił- patrzyli na mnie przez dużą szybę
- No dobra, Gerard i chłopacy z klubu poprosili mnie, żebym ją sprawdziła, a ja ją tak polubiłam że się zgodziła. No popatrz na nią i powiedz, ze nie jest urocza..
- No jest, ale dobra, bo jeszcze usłyszy.
W studiu spędziliśmy trzy godziny, gdy dotarłam do drzwi od domu myślałam tylko o tym, żeby się położyć spać. Leżąc w łóżku obserwowałam niebo w oknie poddaszowym, gdy w pewnym momencie do pokoju przez balkonowe drzwi wpadł kamień z kartką. Na początku się przestraszyłam, ale podniosłam kamień, w którym było napisane "zerknij przez okno". Wstałam podeszłam do balkonu i zauważyłam przed bramą i piękny miętowy rower obwieszony lampkami na choinkę. Uśmiechnęłam się i zeszłam szybko na dół. Gdy już stałam obok niego, otworzyłam bramę i wyszłam na ulice sprawdzić kto mi go podarował. Ulica była pusta, żadnej żywej duszy, taki spokój o tej porze nie był codziennością. Wczoraj ta ulica tętniła życiem, a dziś pustki, których nie mogłam zrozumieć. W pewnym momencie ujrzałam siedzącego w samochodzie Leo. Podeszłam do jego drzwi, zapukałam do okna i czekałam aż mi otworzy. Gdy już to zrobił, zapytałam:
- To Twoja sprawka?
- Nie rozumie- uśmiech nie schodził mu z ust.
- Już dobrze wiesz o co mi chodzi- dodałam.
- Mówisz o rowerze?- zapytał dalej uśmiechając się.
- A więc to Ty.
- Tak to ja :) Rozumie, że cieszysz się z prezentu?
- A to niby z jakiej okazji?- zapytałam.
- To zależy- powiedział wysiadając z samochodu.
- Od czego?- przesunęłam się w bok.
- Po pierwsze za to, że Ci go zniszczyłem, przejeżdżając po nim gdy się pierwszy raz ujrzeliśmy, a po drugie chciałbym Cię przeprosić za zachowanie Antonelli. Musisz jej wybaczyć, od jakiegoś czasu jest poddenerwowana, może dlatego, ze sie cały czas mijamy. Ja tu, a ona kursuje Barcelona- Mediolan.
- Nie musisz mnie za nią przepraszać, to nie Twoja wina- spojrzałam na niego choć w głębi duszy chciałam coś jeszcze powiedzieć.
- A jak Ci sie podoba prezent- dodał patrząc na rower.
- Jest piękny, ale nie mogę go przyjąć.
- Dlaczego? - zatrzymał sie w połowie drogi.
- Może dlatego, że potrąciłeś mnie przez to, że wbiegłam Ci na ulicą, a po drugie nie przyjmuje prezentów przeprosinowych od kogoś kto nie musi tego robić.
- Dobra, to powiedzmy, ze odsprzedam Ci go- uśmiechnął się i ruszył w stronę roweru.
- Zależy za ile?- podbiegłam do niego.
- Za małą wycieczkę rowerową we dwoje- znowu uśmiechając się.
- hahaah, żartujesz??? Randka???- dodałam
- Nieee, przecież jestem zajęty, ale koleżeńska wycieczka.
- No dobra, zgadzam się. Kiedy???
- Teraz, zaraz, już :)
- Przecież nie masz roweru- spojrzałam na niego i stojący w oddali samochód.
- A kto powiedział, że nie mam- używając pilota otworzył samochód i zarazem bagażnik.
- Rozumie, masz go w aucie- pokazałam na samochód.
- Ale z Ciebie bystrzak. To co jedziemy???- spojrzał na stojący obok nas rower.
- Ok, przebiorę się i możemy ruszać- pobiegłam się przebrać.
Po 15 minutach byłam już gotowa do przejażdżki.
- Dość długo trzeba na Ciebie czekać- powiedział Messi siadając na rower.
- Nie marudź- uśmiechnęłam się próbując ruszyć oświetlonym rowerem.
- Gdzie jedziemy?- dodał po chwili chcąc ruszyć.
- Może nad wodę- uśmiechnęłam się jadąc w stronę plaży.
- No, nooo, zapowiada się romantycznie- odrzekł po czym odjechaliśmy.




----------------------------------------------
Uffff, udało mi się go zakończyć w terminie :) <szczęśliwa>
Następny rozdział spróbuję opublikować jeszcze przed świętami, ale nie obiecuję :)




środa, 18 grudnia 2013

Rozdział I

- Maleït (cholera jasna)- powiedział mężczyzna wysiadający z białego Audi Q7 
 - Ałł aaa, as you drive, ram (jak jeździsz, baranie?) - powiedziałam ze łzami w oczach. 
- Tak, taak, biedna istotka... Tylko, że to Ty weszłaś na ulice nie patrząc czy coś jedzie - powiedział mężczyzna stojący nade mną. 
- Że niby to moja wina- powiedziałam, próbując się podnieść. 
- A może moja, jadę sobie spokojnie do lekarza, a Ty mi wychodzisz na jezdnie. Daj pomogę Ci wstać. 
- Ochhh, jaki Ty szarmancki. Może mam Ci jeszcze dziękować, mój wybawicielu.- powiedziałam po angielsku. 
- Możesz chodzić? - powiedział ciemnooki mężczyzna. 
- Taaak, zaraz pobiegnę w maratonie - moja irytacja sięgała już zenitu. 
- Poczekaj, zadzwonię po karetkę. 
- Nie trzeba, obejdzie się bez pomocy lekarzy. 
Leooo, Leooo- ktoś krzyczał z oddali. 
- Coś się stało?- dodał po chwili gdy do nas dotarł.
 - ¡bon dia- powiedział mężczyzna, który mnie przed chwilą potrącił.
Przez chwilę byłam świadkiem rozmowy dwóch mężczyzn po katalońsku i wszystko byłoby w porządku gdybym rozumiała o czym oni rozmawiają.
 - Usiądź na ziemi- powiedział mężczyzna, który do nas podszedł i dodał po angielsku:
 - Jestem lekarzem, nazywam się dr Ricard Pruna. Pracuję z piłkarzami FC Barcelony. A Ty jak się nazywasz?
- Byłam zdziwiona tym co powiedział mi ten mężczyzna. Wyszeptałam tylko Karolina.
 - Ok. Powiedz gdzie Cię boli.
Przez chwilę byłam badana przez lekarza piłkarzy Barcelony, który dodał po katalońsku do mężczyzny, który mnie potrącił:
- Musisz pojechać z nią do szpitala, prawdopodobnie ma złamany piszczel. Boję się, że jest to złamanie z przemieszczeniem.
- Dobrze- dodał ciemnooki mężczyzna.
 - Coś nie tak, doktorze- dodałam.
- Nieee bój się, nic Ci nie jest. Musisz tylko pojechać do lekarza. Leo, Cię zawiezie.
- Jaki Leo??- byłam dość zdziwiona.
 - Nazywam się Leo Messi- powiedział mężczyzna przez którego bolała mnie noga.
- Że jaaak??? Robisz sobie jaja.. Nie jestem głupia, wiem przecież jak wygląda Messi- dodałam patrząc mu w oczy.
- A więc jak???- spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy.
- O choleraaaa, przepraszam nie poznałam Pana..
W tej chwili wtrącił się lekarz:
- Jaki Pan, przecież to jest nasz Leo. Dobra dzieciaki ja muszę jechać już do klubu. Leo naszą wizytę przekładamy na jutro rano, dobrze?
 - Taak jest, Panie doktorze- powiedział sam boski Leo Messi
Po czym dodał:
- Daj pomogę Ci wsiąść do samochodu.
Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem. Było mi trochę głupio, że nie poznałam najlepszego piłkarza na świecie.
- Jesteśmy już na miejscu- powiedział Leo pod szpitalem. Poczekaj, poszukam jakiegoś wózka i zaraz po Ciebie przyjadę.
- Daj spokój, nie jestem obłożnie chora, poradzę sobie. Dzięki za podwiezienie- zaczęłam wysiadać z samochodu po czym upadałam na ziemie.
Leo wysiadł i powiedział do mnie:
- Zawsze jesteś taka uparta. Nie dasz sobie w ogóle pomóc. Siadaj na wózek, zawiozę Cie na izbę.
- Haa, bardzo śmieszne. Może jestem uparta, a Ty za to jesteś zbyt pewny siebie.
- Dobra, dobra pogadamy o tym później.- uśmiechnął się i czym prędzej pośpieszyliśmy na izbę przyjęć.
- Dzień dobry Państwu, przywiozłem chorego- powiedział Messi patrząc na jakąś kobietę. 
- Czy Ty musisz robić tyle szumu wokół siebie- powiedziałam zdenerwowana. 
- Nie muszę, ale lubię  
- Els dono la benvinguda. què passa? (Witam Panią, co dolega?)- powiedziała jedna z kobiet 
- Aaa ta Pani nie mówi po Katalońsku-dodał Messi po angielsku. 
- Poradzę sobie, nie musisz mnie wyręczać.- spojrzałam na Leo. 
- Wolałem sprawdzić. 
- Dobrze, dobrze już spokojnie- rozdzieliła nas lekarka. Narzeczony poczeka na zewnątrz- spoglądając na nas obojga. 
- Ale, ale.. my nie jesteśmy- przerwała mi znowu ta sama kobieta.
- Proszę się położyć zrobimy rentgen. 
- Bo ja nie chcący ją potrąciłem- powiedział zdenerwowany Leo. 
- Ale Pan niech już wyjdzie, poradzimy sobie. Narzeczona jest w dobrych rękach- powiedziała dość poddenerwowana pielęgniarka. 
Tak bardzo chciało mi się śmiać z tej całej sytuacji, ale musiałam panować nad sobą. Po chwili było już po wszystkim. Lekarze zabrali zdjęcie i wyszli do innego gabinetu. 
- Wszystko w porządku- usłyszałam szepty z uchylonych drzwi. Był tam Leo. 
- Nie wiem, wyszli do innego gabinetu- wyszeptałam. 
- Aaa to dobrze- powiedział Leo wchodząc do gabinetu. 
- To znowu Pan, lekarz przecież kazał Panu poczekać na zewnątrz. Nikt tu nikogo nie ukradnie- powiedziała pielęgniarka. 
- Ale, ale ja sprawdzam tylko czy wszystko w porządku- powiedział zawstydzony 
- Haaaa haaaa haaa- nie mogłam już wytrzymać ze śmiechu. 
Po 5 minutach weszła Pani doktor i powiedziała, ze mogę się już ubrać, usiąść na wózek i pojechać do gabinetu zabiegowego. 
- Co jest nie tak?- powiedział piłkarz Barcelony po katalońsku do lekarza. 
- Wszystko w porządku, obeszło się bez złamania z przemieszczeniem. Pana narzeczona będzie musiała tylko pochodzić przez 10 dni w gipsie.- powiedziała Pani doktor po angielsku. 
- Ufff...- odetchnął chyba z ulgą Leo. 
- Zapraszam za 10 dni do kontroli, a teraz już uciekajcie do zabiegowego!
Gdy miałam wchodzić już do gabinetu, spojrzałam na napastnika Barcy i poprosiłam, aby zadzwonił do Krysi i powiedział gdzie jestem. 
- Dobrze, nie ma sprawy. Zaraz do niej zadzwonię- i znowu uśmiechnął się tym swoim podstępnym uśmiechem. 
Po 30 minutach wyjechałam z gipsową nogą z gabinetu. 
- Wszystko w porządku- spytała po polsku Krysia
- A nie widać...- powiedziałam ironicznie.
- Dobra, dobra.. wszystko rozumie, Roger czeka na nas na zewnątrz. Zaraz będziesz w domu- pocieszyła mnie koleżanka. 
Lionel stał obok nas i tylko się przysłuchiwał naszej rozmowie. Wyszedł z nami ze szpitala. Odwrócił się jeszcze w moją stronę i powiedział:
- Rozumie, ze jesteś już bezpieczna. Mogę Cię zostawić w opiece przyjaciółki. 
- Taak, taak... Bardzo dziękuję za pomoc, Aaa i przepraszam, ze weszłam Ci pod koła. 
- Nic się nie stało.. Gorzej z rowerem- dodał 
- Jakoś sobie poradzę przez te 10 dni bez niego. 
 - No taaak, teraz na niego nie wsiądziesz- wtrąciła się Krysia. 
Barcelońska 10 już odchodziła gdy zauważył go Roger.
- Ooo jezusieee, kogo ja widzę... Najlepszy piłkarz roku, co ja gadam zdobywca czterech złotych piłek. Krystyna uszczypnij mnie.
- Taaak, taaak kochanie to sam Leo Messi- powiedziała Krystyna bez entuzjazmu.
 - Widziałem mecz, w którym doznałeś kontuzji... Nieee no ten piłkarz spóźnił się z
interwencją, zdecydowanie- powiedział znowu Roger.
- Czy Ty możesz w końcu nam pomóc. Karolina jest zmęczona, chce wrócić już do domu.- dodała Krysia.
- Tak, tak kochanie już, zaraz Wam pomagam- powiedział Rogi po czym zagadywał dalej Messiego.
- Rogi do cholery jasnej długo mamy czekać.

Nieee miarka się przebrała, w tej chwili nam pomóż. Krysia podeszła do Rogera i zaczęła z nim się kłócić po katalońsku. 
- Leo, możesz mnie odwieźć do domu, bo coś czuję, ze oni tak szybko nie skończą ze sobą rozmawiać- spojrzałam z rozbawieniem na twarzy na Messiego. 
- Ależ oczywiście, daj pomogę Ci wsiąść do auta- dodał z takim samym rozbawieniem. 
Gdy już byliśmy w samochodzie Messi dodał: 
- Bożeee co za temperament, myślałem, ze go tam pobije. Wy wszystkie macie taki temperament. 
- Jakie wszystkie- spojrzałam na niego zdziwiona. 
- No stamtąd skąd pochodzicie. 
- Chodzi Ci o Polskę. 
- Jesteś z Polski??? Niee no nie wierzę... 
- To źle, bo nie rozumie- znowu na niego spojrzałam 
- Właśnie niee, w Polsce mamy najbardziej oddanych kibiców.. Kurde jak się chłopaki dowiedzą, że potrąciłem naszą fankę to mi nie uwierzą.- zerknął szybko na mnie po czym znów patrzył na drogę. 
- Kto powiedział, ze jestem Waszą fanką? A zresztą jacy chłopacy? 
- No jak to nie wiesz: Cesc, Gerard, Victor, Dani, Ney, Pedro, Alexis i wielu wielu innych. 
- Aaa o nich mówisz, a tak w ogóle Ty wiesz gdzie masz jechać? 
- A no właśnie, gdzie mieszkasz... 
- Jaki Ty jesteś roztrzepany. Dwie ulice od stadionu. Będę Cię prowadzić  
- Oki, to śmigamy na Camp Nou. 
W tym zadzwonił mój telefon: 
- Hallo! 
- Karola, gdzie Ty jesteś?- powiedziała Krysia 
- Za chwilę będę pod domem- powiedziałam zerkając na Messiego. 
- Nic mi nie mów, ten osioł tak mnie zdenerwował, że nawet nie zauważyłam, że Cię nie ma. 
W oddali było słychać jak Roger próbuje powiedzieć po polsku, ze wszystko rozumie. 
- Nic się nie stało Krysia, Pan Messi mnie podwiezie. 
- My czekamy już na Was na miejscu. 
- Paaaa  
- Czyżby Twoja szalona koleżanka- powiedział kierowca bialej Q7. 
- Taak, czekają na mnie pod moim domem. 
- My już zaraz też będziemy. 
Dokładnie po 3 minutach byliśmy już na miejscu. Roger znowu wyskoczył z auta i pobiegł w naszą stronę 
- Panie Messi przepraszam za moją żonę, ona była tak podekscytowana tym, że Pana ujrzała, ze aż się kobiecina zestresowała 
- Rogi, ja Ci się zaraz zestresuje jak Ty chcesz- powiedziała Krysia wysiadając z samochodu. 
- Dobra, dobra wystarczy już tego wszystkiego. Dziękuję za podwiezienie i jeszcze raz przepraszam Panie Messi.- powiedziałam przez śmiech. 
- A więc tu Pani mieszka... Ja również przepraszam i do zobaczenia, może się jeszcze kiedyś spotkamy dodał. 
- Mam nadzieje, że nieee- spojrzałam mu prosto w oczy i zauważyłam jakąś dziwną pustkę. 
Messi wsiadł i odjechał. A ja z moimi przyjaciółmi z Barcelony poszłam do domu.


- Jak go poznałaś?- zapytał Roger.
- Długa historia, może kiedyś Ci opowiem. Teraz jestem zmęczona- powiedziałam wchodząc po schodach do mieszkania na poddaszu. 
- Może zamieszkasz przez ten czas u nas- dodała Krysia. 
- Jaki czas?- spojrzałam na nią. 
- Aż Ci nie ściągną tego gipsu. 
- O nieee, nie zamierzam się stąd ruszać. Szczerze potrzebowałam takiego wyautowania na jakiś czas, bo pomoże mi to zabrać się w końcu do nauki języka- mówiłam patrząc przez okno na Barcelonę. 
Co jak co, ale widok miałam przepiękny  
- Skoro tak mówisz, to nie zostaje nam nic innego jak pomóc Ci w nauce języka.
- Noo, zaraz lepiej. Aa Roger jakbym mogła Cię prosić jeszcze o zmontowanie mi łóżka, bo wątpię że wyśpię się na tym materacu ;)- dodałam próbując położyć się na jednoosobowym materacu. 
Gdy Roger zabrał się za montowanie łóżka spojrzałam na Krystynę i zauważyłam, ze chce coś powiedzieć: 
- Krysia, co jest??? 
- Wiem, ze nie powinnam się wtrącać, bo to nie moja sprawa, ale czy ten dzisiejszy wypadek nie miał na celu uświadomienie Ci, że Barcelona nie jest dla Ciebie... że powinnaś zostawić to wszystko i wrócić na studia... możesz być najlepszą dziennikarką w kraju, a Ty marnujesz swoje życie w jakiejś norze.. 
- Norze??? Co masz na myśli???- dążyłam dość niepotrzebnie ten temat 
- No nie obraź się, ale tego czegoś nawet nie można nazwać mieszkaniem. Nie masz kuchni, łazienki, a na środku tego całego bałaganu stoi tylko i wyłącznie łóżko. 
- O przepraszam, mam łazienkę, która nawet dobrze prosperuje- wtrąciłam, aby załagodzić sytuacje. 
- Aaa nazywasz tą toaletę i umywalkę łazienką.. Świetnie!!! Czy Ty nie widzisz, ze marnujesz sobie życie, Roger proszę powiedz coś jej, może Ciebie posłucha, bo Ja już nie mam siły do niej- spojrzała na Rogera skręcającego łóżko. 
- Wiecie co dziewczyny, wydaje mi się, że przesadzacie. Krysia niepotrzebnie chcesz zastąpić Karolinie matkę. Jest dość dorosła, zeby odpowiadać za swoje życie. Jak dostanie kopa w d**ę to nauczy się raz na zawsze nie podejmować zbyt pochopnie decyzji. A Ty, Karola zastanów się czasami dwa razy czy dobrze postępujesz. A teraz już, koniec i kropka... Nie wytykamy błędów tylko wspieramy się nawzajem - powiedział Roger patrząc na mnie i Krysie. 
- Dobra, może masz racje Roger. Przepraszam nie powinnam tak na Ciebie naskakiwać Karola, przepraszam- uśmiechnęła się Krysia. 
- Ja też Was przepraszam za to, że cały czas musicie się mną zajmować.- przerwał mi Roger 
- Przecież jesteśmy rodzinną przez duże R- powiedział łamiąc język polski. 
Od tamtej rozmowy wiele zrozumiałam przynajmniej tak mi się wydawało. Przez ostatni tydzień byłam skazana na siedzeniu w domu co pomogło mi w ćwiczeniu języka. Krysia wpadała każdego dnia sprawdzić jak się czuję i przynosiła jedzenie. Próbowałam nawet ogarnąć trochę mieszkanie nie miałam siły podnieść niektórych rzeczy. Roger też wpadał co jakiś czas. Wynosił śmieci i przesuwał lub wyrzucał niepotrzebne graty ze strychu. Można powiedzieć, że dzięki Rogiemu mój język każdego dnia brzmiał lepiej. Częste rozmowy po katalońsku powodowały, że nie bałam się go już używać. Mieszkanie z dnia na dzień robiło się coraz to czystsze i mało zagracone, chociaż cały czas stało w nim tylko łóżko i fortepian.
W wolnym czasie szukałam pracy, aż pewnego dnia zadzwonił właściciel najlepszego klubu w mieście z pewną ofertą pracy. 

Dziś mija siódmy dzień noszenia "wielkiej białej nogi". O 10 mam umówioną rozmowę kwalifikacyjną w "Luz de gas". Jednym z największych klubów nocnych w Barcelonie,w którym bawią sami Katalończycy. Właściciel był nawet dość miły przez telefon, ale czas pokaże co zaoferuje.Gdy przybyłam na miejsce zostałam oprowadzona przez Pana Guerreiro, który był tam managerem. Klub ten był dość duży (nie ma się co dziwić skoro była tam dyskoteka, teatr i restauracja). 
 - Czytałem Twoje CV i nie ukrywam, ze troszeczkę się zdziwiłem. Co robisz w Barcelonie?- zaczął rozmowę dość potężny Pan.
 - Od jakiegoś czasu mieszkam tutaj i nie ukrywam, że szukam pracy, która pozwoli mi rozwinąć skrzydła- powiedziałam po angielsku bojąc się, ze coś przeoczę lub zmienię w języku katalońskim. 
- Z językiem widzę, że dość słabo- kontynuował Pan Guerreiro po angielsku. 
- Cały czas się uczę- powiedziałam po katalońsku, po czym dodałam: Boję się, ze nie zrobię dość dobrego wrażenia na Panu, a zależy mi na tej pracy. 
- No, no, nooo... Przejdźmy do konkretów: dziennikarka w Warszawskiej Szkole Dziennikarstwa, kelnerka w dość prestiżowych restauracjach jak na Warszawę no i co najciekawsze śpiewała pani w jakimś zespole, czyż nie mam racji?- spojrzał zza mojego CV. 
- Widzę, że Pan dość dobrze studiował moje CV. Jetem na ostatnim roku studiów, ale mam urlop dziekański jeszcze przez najbliższe 7 miesięcy.

- Dobrze powiem krótko, potrzebujemy kogoś dość obrotnego.W restauracji potrzebuje kelnerki, a w dyskotece barmanki i najlepiej by było, żeby była to jedna i ta sama osoba. Pasuje Pani??
- Taak, oczywiście. Dalej jestem zainteresowana.
- Przyjmę Cię na razie na okres próbny, ale musisz mi obiecać, że podszkolisz swój język.
- Zgadzam się i obiecuję, że w ciągu miesiąca opanuję język.- uśmiechnęłam się do Pana Guerreiro, ale nie wiedziałam czy jest to na miejscu.
- Zaczynasz od dzisiejszego wieczoru. Klub jest dzisiaj zarezerwowany przez przyjaciół syna właściciela.
- Dobrze - dodałam odchodząc już od stolika.
- Aaa i jeszcze jedno. Pozbądź się tego gipsu, bo nie wpuszczę Cię w nim na sale.- dodał manager lokalu gdy byłam już przy drzwiach.
Prosto z "Luz de gas" poszłam do ośrodka by spotkać się z Krysią. Opowiedziałam jej o spotkaniu i poprosiłam o odwiezienie do domu. Gdy byłam już w domu, zaczęłam zastanawiać się jak mam pozbyć się tego gipsu. Po chwili zastanowienia usiadłam na łóżku i nożyczkami i zaczęłam przecinać dość gruby gips. Rozchodziłam jeszcze trochę nogę, przebrałam się i wybyłam szybko do swojej nowej pracy. 
Gdy byłam już na miejscu było tam dość głośno, każdy biegał i coś załatwiał. Byłam trochę przerażona. W pewnym momencie zawołała mnie jakaś dziewczyna. 
- Hallo Karola, chodź tu!- krzyknęła stojąc w drzwiach od kuchni. Podeszłam do niej i zapytałam co się tu dzieje. 
- Jeden z muzyków się rozchorował i nie przyjedzie dziś- powiedziała z przerażeniem w oczach. 
- Ale przecież to nic złego, chyba nie był jedynym, z którym pracowaliście- powiedziałam olewając ten temat. 
- Chyba nie wiesz co mówisz.. Współpracowaliśmy tylko z nimi i nie mamy innego wokalisty. Wiesz z czym się to wiąże, jeśli szef się dowie to wszyscy tu zginiemy marnie. 
- Dobrze, dobrze.. Nie wiedziałam. Wydawało mi się, że jak na taki lokal macie więcej takich ludzi i szybko znajdziecie zastępstwo- dodałam patrząc w stronę Pana Guerreiro, który był dość poddenerwowany. 
- Chować się!- krzyknęła dziewczyna stojąca obok mnie wciągając mnie do kuchni. 
- Ałaaa, co robisz?- krzyknęłam 
- Szef, szef... właśnie wszedł do lokalu. 
Spojrzałam przez okno w drzwiach chcąc ujrzeć tego mężczyznę. 
- Schowaj się- powiedziała druga z kelnerek. 
- Dlaczego??- zapytałam. Mam zamiar się przedstawić i z nim porozmawiać, przecież to mój szef- dodałam wychodząc z kuchni. 
Gdy byłam już coraz bliżej swojego szefa i rozmawiającego z nim Pana Guerreiro powiedziałam dość otwarcie po katalońsku: 
- Dzień dobry Panu, jestem nową kelnerką i barmanką w tym lokalu i bardzo zależało mi na poznaniu Pana- uśmiechnęłam się patrząc w jego dość stare oczy.

- Kim jest ta dziewczyna?- powiedział do Pana Guerreiro 
- Nowa kelnerka- powiedział poirytowany Pan Guerreiro 
- Znalazłeś już kogoś na miejsce tego wokalisty- dodał szybko właściciel. 
- Na razie niee, ale cały czas szukam- spojrzał na szefa manager po czym dzwonił do kolejnych wokalistów. 
- Zaraz, zaraz- przerwałam. Przecież ja mogę pomóc, może nie jestem Rihanną, ale potrafię śpiewać. Pan Guerreiro był już tak zdenerwowany, że wykrzyczał w moją stronę: 
- Nie masz co robić! Zajmij się swoją pracą przecież masz za nią płaconą, a nie przeszkadzasz innym! 
- Poczekaj Matt- przerwał Panu Guerreiro właściciel lokalu. Może to nie jest taki głupi pomysł. Usiadła by z chłopakami i może przez te 2 godzinny udało by im się przygotować jakieś 5 coverów. 
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale to Pan jest tu szefem- dodał znudzony już Pan Guerreiro. Właściciel klubu spojrzał na mnie i powiedział: 
- Dobrze dziecko, zdejmij ten fartuszek i do roboty. Mamy tylko 2 godziny. 
Uśmiechnęłam i szybko pobiegłam do chłopaków z zespołu. Usłyszałam jeszcze jak Pan Guerreiro powiedział do szefa: 
- Panie Rodriguez czy to jest dobry pomysł? 
- Nie wiem Matt, ale zobaczymy co z tego wyniknie. A teraz do pracy, mamy jeszcze dużo do zrobienia- uśmiechnął się i wyszedł z lokalu. 
Wieczorem gdy gości zaczęło przybywać stałam i rozmawiałam z chłopakami gdy podszedł do nas Pan Rodriguez. 
- Zestresowani?- zapytał całą grupę. 
- Ależ nie szefuniu. Już nie możemy się doczekać kiedy wejdziemy na scenę. Karola jest świetna :)- powiedział jeden z muzyków. 
- Wszystko w porządku, dziecko- dodał patrząc w moją stronę. 
- Oczywiście, będzie dobrze- dodałam patrząc jak goście zajmują miejsca w sali teatralnej. 
- Jesteś już gotowa?- drążył temat. 
- Tak, taak.. Zaraz wchodzimy na scenę i damy czadu- dodałam dalej nie wierząc co się dzieje na sali. 
- Ale gdzie masz sukienkę???- spojrzał na mój strój kelnerki
- Jaką sukienkę?? Nikt mi nie powiedział, że mam ją mieć- przeraziłam się.
- No chyba nie masz zamiaru w tym śpiewać- powiedział Pan Matt dochodząc do nas. 
- Spokojnie dziecko, zaraz coś poradzimy- uśmiechnął się. Ale najpierw poznaj mojego syna i jego narzeczoną.  
- Poznajcie się- powiedział Pan Rodriguez po czym dodał: - Pedro, Karolina. Karolina, Pedro. 
- Cześć, miło Cię poznać- powiedział Pedro podając mi rękę. 
- Mnie również- wypowiedziałam już wiedząc kim jest ten mężczyzna. 
Pedrito Rodriguez przecież to barcelońska 7- pomyślałam.
Porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę i poszłam pochwalić się dziewczyną z kuchni, że poznałam piłkarza, który w ostatnim meczu Barcelony zdobył cudowną brameczkę. Kucharki chyba nie znały się na piłce, bo nie przyjęły tego z tak dużym entuzjazmem jak ja. Gdy już miałam z niej wychodzić poproszono mnie jeszcze o zaniesienie jednej kawy Panu Rodriguez. Gdy już zmierzałam do szefa potknęłam się i wylałam gorącą kawę na jednego z gości.
- Bardzo Pana przeprasza, straszna niezdara ze mnie- mówiłam zbierając potłuczoną filiżankę.
Mężczyzna w pięknym garniturze uklęknął i pomógł mi pozbierać potłuczone szkło. Wstając podniosłam wzrok chcąc podziękować temu Panu.
- Bardzo Panu... To Ty?-  powiedziałam bez zastanowienia. 




                                                   Następny rozdział już w piątek (20-12-2013)

sobota, 14 grudnia 2013

Prolog

Achhh... co to była za noc?! W jednej chwili mój świat zmienił się diametralnie.. Miałam być piękną panną młodą, która zaczyna wszystko od początku u boku kochającego męża, a tu dowiadujesz się, że byłaś zdradzana na każdym kroku... Czas się pozbierać i rozpocząć nowe życie...
Wchodząc do kuchni ujrzałam powieszoną na szafie swoją białą suknię, która nie przypominała już tej z wystawy.
Gdy otwierając lodówkę usłyszałam w radiu fragment piosenki Pectus
... coś mi mówi: życie zmień! popłakałam się
- Tak, płacz sobie płacz. I tak nic tego nie zmieni - usłyszałam z salonu.
Była to moja siostra, która przyszła sprawdzić co się ze mną dzieje.
- Co tu robisz? - zapytałam zapłakana.
- Sprawdzam jak długo masz zamiar rozpamiętywać to co wydarzyło się wczoraj. Może czas zabrać się za siebie, spakować walizkę i wyjechać na pewien czas. To Ci dobrze zrobi!
- Ale, ale... ale jak to... Gdzie ja mam wyjechać? Co ja mam ze sobą zrobić? Cały czas rozmyślam o Bartku- powiedziałam przez łzy spływające po policzku.
Ania spojrzała na mnie tymi swoimi oczyma i powiedziała:
- On nie był Ciebie wart.. Prędzej czy później Wasze małżeństwo by się zakończyło, a tak przynajmniej jesteś wolna i możesz śmiało dalej bawić się życiem
Nie potrafiłam nic wykrztusić z siebie. Stałam i patrzyłam na ten jej uśmieszek. Kto jak kto, ale Ania zawsze wiedziała co powiedzieć, żeby mnie postawić do pionu.
- Siostra bierz szybki prysznic, pakuj walizkę i wykorzystaj bilety, które zapewnił Ci Twój niedoszły małżonek w podróż poślubną.
  
Po pięciu godzinach od rozmowy ze swoją starszą siostrą byłam na miejscu, zameldowałam się w Hotelu Majestic. W lobby dostałam ulotkę z miejscami, które warto zobaczyć.. Ale w głowie miałam już ustalony własny plan wycieczki na najbliższe dwa tygodnie: Sagrada Familia, Park Guel, Barri Gotic, Casa Mila,
Casa Batlló, Montjuic, Pałac Muzyki Katalońskiej, Montserrat Góra, Katedra św Eulalii, Font màgica
Museu Nacional d'Art de Catalunya, Plaça d'Espanya, Poble Espanyol, Kościół Santa Maria del Mar w Barcelonie, Torre Agbar, Gran Teatre del Liceu, CaixaForum w Barcelonie, Fundació Joan Miró, Palau Sant Jordi, Pawilon barceloński, Estadi Olímpic Lluís Companys,
Palau Blaugrana, Casa Vicens.
Pierwszym miejscem, które chciałam zobaczyć w Katalonii była najdłuższa ulica zwana potocznie "przerwanym przepływem rzeki" (La Rambla). Nie zastanawiałam się długo... zamierzałam wyruszyć zaraz po odłożeniu walizek w moim Apartamencie. Wychodząc z pokoju spotkałam tylko dwie Panie z obsługi hotelowej, które w przejściu chciały powitać nowożeńców z Polski. Pech chciał, że do ślubu nie doszło... Bartek został w Polsce, a ja jestem w miejscu do którego zawsze chciałam pojechać. Przeprosiłam je i wyszłam na świeże powietrze, nawet w Katalonii każdy przypomina mi o Bartku,. Myślałam, że czas tutaj będzie wyrozumialszy dla mnie. No cóż :( 
Po godzinie byłam już na La Rambla, tłoczno i gwarno chyba jak zawsze... W każdej nawet wąskiej uliczce stały stragany z przepięknymi upominkami i kwiatami... Mogłam wykupić tam wszystko gdyby starczyło mi pieniędzy. W pewnym momencie zauważyłam, że na końcu stoi stary mężczyzna wyprzedający antyki. Moją uwagę przykuł dość postarzały, a zarazem zardzewiały rower. Nie wiem dlaczego, ale zapragnęłam go mieć, może dlatego, że przypominał mi czasy młodości. Próbowałam się wypytać mężczyzny czy jest on na sprzedaż i ile za niego chce, ale moje starania porozumienia się z nim po angielsku za każdym razem powodowały wrzask i krzyk. W pewnym momencie ktoś złapał mnie od tyłu za ramie i powiedział po Polsku: 
- Tak się z nim nie dogadasz??? 
Obejrzałam się do tyłu i ujrzałam, kobietę w wieku 40lat.
- Nazywam się Krystyna, tak wyprzedzę Twoje nastepne pytanie, bo wydajesz się zdziwiona, Jestem Polką - Ooo, dziękuję- wydusiłam 
Dzięki pomocy Krystyny udało mi się kupić ten rower za 350 Euro. Mój pierwszy zakup w Barcelonie. Nie zastanawiałam się jeszcze jak zabiorę go z powrotem do Polski.
- Jesteś tu na wycieczce- zapytała Krysia.

- Taak, jestem tu od 3-4 godzin.
- To szybko zaczynasz, uśmiechnęła się Krysia
W pewnym momencie nasunęło mi się pytanie, które chciałam zadać mojej nowej koleżance.
- Długo mieszkasz w Barcelonie?
Usłyszałam tylko od niej:
- Zapraszam Cię na mate i ciacho do pobliskiej kawiarenki tu za rogiem, tam spokojnie porozmawiamy.
Gdy już dotarłyśmy na miejsce, zadałam jeszcze raz to pytanie Krysi.
 -Widzę, że zawsze musisz wszystko wiedzieć.. A więc od 15 lat jestem żoną Rogera, Katalończyka z krwi i kości. Uśmiech nie schodził jej z ust gdy opowiadała jak poznała swojego męża, dzieciach i swojej pracy na rzecz dzieci pozostawionych przez rodziców w szpitalach. 
- Prowadzisz dom dziecka- zapytałam 
- Można tak powiedzieć, przebywają tam dzieci do 6 roku życia. Potem przenoszone są do specjalnego ośrodka gdzie mają zapewnioną edukacje do 18 lat. 
- Rozumie, ze jesteś tu szczęśliwa  
- Taak i nie zamieniłam bym swojego życia na żadne inne... A Ty co zamierzasz z tym czymś pod ścianą. 
- Zamierzam zwiedzić nim całą Barcelonę- uśmiech nie schodził mi z ust chyba od 20 minut  
- Woww.. będziesz pierwszą Polką, która zdobędzie Barcelonę na dwóch kółkach, zazdroszczę Ci tego młodzieńczego zapału -dodała.
- Haaa, mam świetny pomysł - odparłam nie zastanawiając się długo i dodając: Kompletnie nie znam tego miasta, więc potrzebuję dobrego, wręcz bardzo dobrego przewodnika, który pokarze mi Barcelonę bardzo dokładnie i jej okolice. 
- Krysia spojrzała na mnie i powiedziała: A więc czego oczekujesz? 
- Zostań moim przewodnikiem. 
- Haaa, jesteś tego pewna? 
- Niczego nigdy nie byłam taka pewna jak tego, że potrzebuję takiej osoby jak Ty.. Będziemy się świetnie bawić i pod szlifujesz trochę Polski, bo cieniutko z nim. Chyba długo z nikim nie rozmawiałaś po polsku??? - - Dobra, przyjmuje propozycje, ale pod jednym warunkiem. W wolnym czasie pomożesz mi w ośrodku z dzieciakami. 
- Możesz na mnie liczyć. A więc maleńka szykuj rower. Zaczynamy od jutra bądź pod Hotelem Majestic o 9 rano. 

Przez najbliższy tydzień Krysia pokazywała mi każdego dnia nowe miejsce na mapie Barcelony. Gdy wracaliśmy z Palau Sant Jordi zatrzymałam się na jednej z ulic i niespodziewanie powiedziałam Krysi, że ma pomóc znaleźć mi mieszkanie w Barcelonie. Jej reakcja była naturalna: 
- Zwariowałaś! Jesteś tu już tydzień, zostało Ci jeszcze raz tyle, a Ty wyjeżdżasz z czymś takim. To nie jest taka prosta decyzja, trzeba to przemyśleć na spokojnie. 
- Czyli rozumie, że mi nie pomożesz- spojrzałam na Krysie poddenerwowana. 
- To nie o to chodzi czy Ci pomogę, czy nie. Wiesz z czym to się wiąże. Ja swoją rodzinę widzę raz do roku i to też zależy czy mam pieniądze na kupienie biletu do Polski. Przemyśl to jeszcze raz, a teraz jedźmy coś przekąsić.
- Już to przemyślałam i nie zamierzam zmieniać zdania. Mam tydzień na znalezienie odpowiedniego mieszkania, bo później wyląduje na ulicy. 
- Dobra pomogę Ci w poszukaniu mieszkania, ale wiedz jedno, Barcelona nie jest aż tak tanim miastem. Żeby się tu utrzymać trzeba mieć prace. 
- No właśnie, najpierw mieszkanie potem znajdę prace. Dam radę, mam jeszcze jakieś odłożone pieniądze. Wystarczy mi na jakiś miesiąc. Bez obaw, kochaniutka- uśmiechnęłam się do Krysi chociaż wiem, że była dość zdenerwowana tym co jej przed chwilą powiedziałam. 
Następnego dnia gdy pod ośrodkiem czekałam na Krysie spotkałam Rogera. 
- Cześć Karola, słyszałem, ze zamierzasz zostać z nami tu na dłużej. 
- Ooo widzę, ze plotki szybko się roznoszą nawet tutaj. Taak, zamierzam pomieszkać tu przez jakiś czas. Szukam mieszkania, słyszałeś może o czymś godnym uwagi? 
- Hmmm pomyślmy.... raczej niee, chociaż w sumie jedna stara Hiszpanka zamierza sprzedać lub wynająć strych w swojej chałupie. Mogę Ci podać adres do niej jeśli chcesz? Tylko nie mów nic Krysi, Ona sądzi, ze to zły pomysł. 
- A to dlaczego? 
- Jesteś młoda, szalona i szybko zmienisz zdanie. Najgorsze jest to, że wtedy zostaniesz z problemem sama. - Haaa, dobre.. Nie wiedziałam, ze mieszkanie to problem. Możesz dać mi ten adres? 
- Taak, oczywiście. Poczekaj zapiszę Ci. 
Proszę. Spojrzałam na kartkę i zobaczyłam adres: Carrer d'Aurora Bertrana.
- Daleko to- spojrzałam jednym okien na Rogera.
- Troszkę taak, ale mogę Cię zawieźć. 
- Super, w sumie przydasz mi się bo potrzebuje tłumacza. 
- Powiem tylko swojej żonce, że muszę gdzieś pojechać i ruszamy. 
Po 40 minutach byliśmy na miejscu. Wydostać się z centrum miasta w godzinach przedpołudniowych wiąże się z długim czekaniem w korku. Na miejscu okazało się, że to dość stara chałupa jak na Barcelonę, ale cóż, obejrzeć nie zaszkodzi. 
Gdy zapukaliśmy do drzwi, otworzyła nam starsza Pani i podnośnym głosem zaczęła coś mówić, Przestraszyłam się i zrobiłam krok do tyłu. Roger złapał mnie za rękę i powiedział coś po Katalońsku do tej kobiety.
 - estem a l'apartament. Perdó, et convido interior.- powiedziała kobieta i otworzyła szerzej drzwi. - Wchodzimy- zapytał Roger. 
- Tak, tak- uśmiechnęłam się po czym dodałam, o co chodziło tej kobiecie? 
- Myślała, że przyszliśmy z jakimiś gadżetami na sprzedaż. 
Gdy weszliśmy na piętro, bardziej na strych ujrzałam gołe, poniszczone ściany. Przeraziłam się, ale po chwili ujrzałam stare pianino, które oświetlało słońce wchodzące przez okna w poddaszu.
Rozglądałam się jeszcze dość długo. Po czym znowu usłyszałam tą kobietę: 
- molt més llarg. com es pot veure (długo jeszcze, ile można oglądać) 
- un altre minut (jeszcze chwilkę)- powiedział Roger, dodając w moją stronę, ze muszę się zastanawiać szybciej, bo Pani się niecierpliwi. 
- Spojrzałam na niego i powiedziałam: Biorę! Niech będzie, raz się żyje! Roger spojrzał na mnie z uśmiechem i dodał: 
- A więc Ty decydujesz  
- Roger, zapytaj jeszcze Pani starszej co z tym starym fortepianem.- krzyknęłam z oddali.
-Què passa amb el piano? 
- pot ser descartat. 
- Karola możesz go wyrzucić!
Ooo nieee, zamierzam go wyremontować. Roger spojrzał jeszcze na mnie i powiedział: 
- Za chwile dostaniesz klucze od tego czegoś i nie będzie odwrotu. 
- Nie będzie- wyszeptałam z przerażeniem. 
Ale tego chciałam, mieć coś co w końcu będzie należeć i zależeć ode mnie.

Najbliższe dni spędzałam na zwiedzaniu miejsc, w których jeszcze nie byliśmy z Krysią, czytaniu bajek dzieciakom z ośrodka no i małych remontach w moim nowym domu. Dużymi krokami zbliżała się data mojego wyjazdu z Barcelony, dobrze wiedziałam, że tu zostaje, ale otaczał mnie niepokój. Moją ostatnią rzeczą, którą musiałam zrobić w najbliższym czasie było zatelefonowanie  na lotnisko z informacją, że chce odsprzedać mój bilet do Polski. 
                                                           Iiii byłam już całkowicie wolna :)

Moja pierwsza noc w  nowym mieszkaniu na materacu była dość dobra. Można powiedzieć, ze się nawet wyspałam. Nad ranem obudził mnie telefon.
- Krysia?! A czego Ona może chcieć z samego rana- powiedziałam zaspanym głosem.
- Hallo Karola, jesteś tam??
- Taak, jeszcze spałam.
- Nie śpimy już. Ubieraj się, wskakuj na rower i widzimy się na Riera Blanca.
- Gdzie to??- zapytałam.
- Chcesz mieszkać w Barcelonie, a nie wiesz gdzie jest Camp Nou? - powiedziała zdziwiona Krysia.
- Jeszcze mnie tam nie było- zaczęłam śmiać się do słuchawki. 

- To masz możliwość wykazania się. Widzimy się za 20 minut. Narazie :) 
Wstałam, ubrałam się i wsiadłam na rower. Gdy już dotarłam na miejsce. Zeszłam z roweru i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Od zawsze marzyłam zobaczyć ten stadion, ale nigdy nie miałam odwagi tu przyjechać. Nawet teraz, od dwóch dni powinnam być w Polsce i w tym całym moim zwiedzaniu Barcelony nawet nie miałam go na liście. Gdyby doszło do mojego wyjazdu do Polski nie zwiedziłabym go... Dobrze, ze tu zostałam- pomyślałam :) 
Byłam tak zafascynowana widokiem, który miałam przed sobą, ze nie zastanawiałam się długo. Ruszyłam na drugą stronę. Nie zawsze jest się tak blisko miejsca do którego marzyło się tyle lat przyjechać. Był na wyciągnięcie ręki. Pech chciał, że usłyszałam tylko jak jakiś samochód trąbi na mnie i leżałam na ulicy.





NA PIERWSZY ROZDZIAŁ ZAPRASZAM WE WTOREK (17.12.13)