S: A więc???
K: Spróbuję!
S: Spróbujesz?
K: Tak :)
S: A więc zgadzasz sie. Nie wiesz jak się cieszę :) Przyjadę po Ciecie i wszystko obgadamy.
K: Dobrze, o której będziesz???
S: O której będę?? Zaraz, trzeba kuć żelazo póki gorące!
K: Ooo nieee! Teraz to ja idę do pracy, możemy się umówić po pracy?
S: Szkoda, no ale cóż, będę po 18 czekać na Ciebie w tej restauracji koło Camp Nou.
K: Oki :)
Cały czas nie byłam do końca przekonana czy dobrze zrobiłam zgadzając się na coś takiego. W mojej głowie rodziło się mnóstwo pytań, na które sama nie potrafiłam sobie odpowiedzieć. Sytuacja, w której znalazłam się ze swoim życiem w pewnym sensie mnie przerażała. Zastanawiając się nad tym jak zmieni się moje życie nie zwróciłam uwagi na wiadomości, które dostałam od Alexisa i Leo.
"Przepraszam za wczoraj, nie chciałem aby tak wyszło- Leo"
" Jak tam samopoczucie po wczorajszym wieczorze...? Mam nadzieję, ze to dziś powtórzymy??? Alexis"
W pracy próbowałam się skupić tylko i wyłącznie na niej. Nawet Pan Guerreiro mnie pochwalił. Gdy już wychodziłam z "Luz de gas" dostałam dziwny telefon od Rogera.
K: Tak słucham???
R: Karolaa... Dobrze, że odebrałaś. Potrzebujemy Twojej pomocy!
K: Jakiej pomocy??? Co się dzieje??
R: Apokalipsa, nieszczęście czy jak wy to nazywacie po Polsku!- krzyczał do słuchawki
K: Co się dzieje Roger, mów!- krzyczałam
R: Wszystko szlak trafił! Co my teraz zrobimy???
K: Roger, błagam powiedz co się dzieje?
R: W ośrodku pękła rura, wszystko zalane... Teraz gdy wychodziliśmy już na prostą, rozumiesz- lamentował
K: Poczekaj, zaraz tam będę. Porozmawiamy na miejscu.- rozłączyłam się i biegłam na autobus.
Całą drogę zastanawiałam się jak to możliwe, przecież ośrodek był po remoncie. Gdy dotarłam na miejsce zobaczyłam opiekunki z dzieciakami na zewnątrz, były roztrzęsione i zapłakane. Wchodząc do środka widziałam wodę, duzo wody. Roger rozmawiał przez telefon z ubezpieczycielem i zarządcą budynku, a Krysia siedziała w rogu oparta o mokrą ścianę i płakała. Podeszłam do niej i powiedziałam:- Hej, nie płacz! Wszystko będzie w porządku, rozumiesz. Szkoda łez- chociaż w głębi duszy myślałam co innego, ale bałam się ją dołować. Pierwszy raz widziałam kogoś w takim stanie.
- Nic nie będzie w porządku. Zarządca wściekły, ubezpieczyciel nie wypłaci nam odszkodowania, bo Roger miał podpisać umowę dopiero jutro, a kredyt trzeba spłacać. A co najgorsze te dzieciaki nie mają dachu nad głową- mówiła przez łzy.
- Poradzimy sobie, coś się wymyśli. Pomogę Wam- chociaż nie miałam jeszcze zadnego pomysłu wiedziałam, że muszę im pomóc.
Po chwili zabrałam się do pracy, próbowałam ogarnąć jakoś ten cały bałagan. Dzieciaki zostały na tydzień przeniesione do innego ośrodka, ale po tygodniu muszą tu wrócić z powrotem. Gdy próbowałam zabrać się za osuszanie kolejnego zalanego pomieszczenia zadzwonił Alexis:
K: Hejooo, coś sie stało, że dzwonisz?
A: Witaj piękna! Jakie masz plany na wieczór?? Wybieramy się do klubu ze znajomymi i chciałem, abyś poszła z nami.
K: Przepraszam, ale mam już plany na ten wieczór, muszę pomóc przyjaciółce.
A: Aaa to szkoda, myślałem, ze spędzimy miło wieczór...
Cholera jasna!- krzyknął ktoś w oddali wylewając wiadro z wodą.
A: Co się tam dzieje???
K: Nic, kolega wylał wodę na podłogę- dodałam po chwili.
A: Gdzie Ty w ogóle jesteś?
K: U przyjaciółki, ratuję ją z opresji!
A: Z opresji??
K: Prowadzi ośrodek dla dzieci, w którym pękła rura i pomagam jej to ogarnąć.
A: Ojjj... gruba sprawa... Nie potrzebujecie pomocy???
K: Nie dziekuję, poradzimy sobie!
A: No dobra, to nie przeszkadzam. Jak co to znasz mój numer, tylko się nie utop marynarzu. Narazie!
W niektórych momentach powalało mnie poczucie humoru Schanceza. Pracy było naprawdę masa, a rąk za mało. Zrobiliśmy sobie kilku minutową przerwę by odpocząć, gdy usłyszeliśmy głośną rozmowę Krystyny z Rogerem.
Krysia: Do śmierci się nie uporamy z tym bałaganem! Jak my sobie teraz poradzimy, pytam się jak? Kredyt trzeba spłacać, drugiego nie dostaniemy... Dzieciaki są rozdzielone i rozsypane po całej Barcelonie.. To jest nasz koniec, rozumiesz! I to wszystko przez Ciebie, prosiłam Cię abyś załatwił ubezpieczenie, a Ty jak zawsze zostawiłeś to na ostatnią chwilę. Teraz masz za swoje!
R: Uspokój się! Poradzimy sobie, nic nie jest jeszcze stracone.K: A co weźmiesz kolejny kredyt, który z czego spłacisz? Pytam się z czego!
R: Cos wymyśle!
Przysłuchując się kłótni swoich Katalońskich przyjaciół zrozumiałam, ze muszę im jakos pomóc. O pomoc skierowałam się do barcelońskiej 9.
"Błagam Cie, pomóż moim przyjaciołom. Potrzebuje solidnej ekipy do osuszenia pomieszczeń ośrodka. Mogę na Ciebie liczyć?"- napisałam w smsie.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, po 15 minutach w drzwiach ośrodka stanęli piłkarze Barcelony z potrzebnymi narzędziami. Na końcu całej tej zwartej ekipy szedł Alexis (jak jakiś Rzymski Bóg). Nawet nie wiedziałam skąd znali adres ośrodka, ale byłam im wdzięczna za pomoc. Do rana uwinęliśmy się z całym bałaganem, pomieszczenia były już suche i czekały tylko na remont. Nazajutrz przypomniałam sobie o wczorajszym spotkaniu, na które byłam umówiona z Shakirą. Było mi głupio do niej dzwonić lub pisać i przepraszać za swoje zachowanie. Wiem, że dużo dla mnie robi, ale nie mogłam odmówić pomocy Krysi i Rogerowi. Gdy rozmawiałam o tej sytuacji z Cristianem dostałam smsa od Matta, muzyka z zespołu:
"12:30 Hala Mattola przy Carrer de Girona. Mam nadzieję, że nas nie zawiedziesz!- Matt"
Spojrzałam orientacyjnie na zegarek, na którym widniała godzina 11:35. Szybko odwróciłam się, zebrałam rozrzucone swoje rzeczy i wybiegłam z ośrodka. Nie mogłam zawieść ich, liczą tylko na mnie. Zaraz za mną wybiegł Alexis, który powiedział:- Spieszysz się gdzieś? Mam tam samochód, zawiozę Cię.
Podbiegłam do niego i próbowałam jak najszybciej dotrzeć do jego samochodu. W między czasie zauważyłam, że jakiś mężczyzna w krzakach robi nam zdjęcia. Nie miałam za bardzo dużo czasu interesować się tym, po co to robi. Chciałam po prostu znaleźć się jak najszybciej w Hali Mattola. Po półgodzinnej drodze byłam już na miejscu. Alexis zostawił mnie zaraz przy wejściu więc sie nie zgubiłam nigdzie.
Gdy weszłam do środka wszyscy już na mnie czekali. Nie zdążyłam się ze wszystkimi przywitać, bo w mgnieniu oka znalazłam się na fotelu przed lustrem. Wokół mnie biegali dwaj specyficzni mężczyźni, każdy z nich wykonywał powierzoną funkcję- jeden rozczesywał i spinał mi w jakiś kok włosy, drugi natomiast majstrował coś przy mojej twarzy. Każdy z nich robił to tak szybko, że konkretnie nie wiedziałam co się dzieje. Z chodząc z fotela jakaś kobieta pospieszała mnie krzycząc:
- Spieszymy się na plan, spieszymy się na plan! Już, już jazda, jesteśmy spóźnieni!- I tak w kółko... Okropna kobieta.W oświetlonej sali ujrzałam chłopaków z zespołu ze swoimi instrumentami, a za kamerą stała Shakira z Paulem, którzy powtarzali:
- Pięknie wyglądasz, pięknie!
W pewnym momencie mężczyzna z brodą ustawił mnie przed mikrofonem, makijażystka poprawiała mi makijaż...- sama nie wiem po co to robiła, przecież przed chwilą zostałam umalowana. Odwracając się do Matta, zapytałam:
- Co się dzieje?
Na co on mi odpowiedział:
- Nagrywamy teledysk do piosenki.
Powiedziałam:
- Jakiej k***a piosenki, przecież my nic nie nagraliśmy.
Na to on odpowiedział:
- Do coveru Rihanny "Right Now"
Po czym Paul dodał:
- Chce zobaczyć wszystkie te emocje co w studiu, ma być pięknie i bajkowo!
Po pięciu godzinach stania w jednym miejscu, uśmiechania się i śpiewania do mikrofonu miałam dość i myślałam tylko o tym, aby uciec z stamtąd jak najdalej. Gdy po zdjęciach Shakira, Paul i chłopacy chcieli opić dzisiejsze zdjęcia podziękowałam im za zaproszenie:
K: Dziękuję, ale nie skorzystam. Wybaczcie!
M: No proszę, Karola, to jest nasz pierwszy sukces.
S: Nie namawiajcie jej, pamiętam jak pierwszy raz nagrywałam swój teledysk, też myślałam tylko o długiej kąpieli i łóżku.
Paul zapytał mnie jeszcze czy mam jak wracać i że odezwie się pod koniec tygodnia, zeby zaakceptować teledysk i wpuścić do sieci. Wychodząc ze studia zauważyłam stojącego Alexisa w towarzystwie mężczyzny i kobiety.
A: Hej! I jak poszło???
K: Jak poszło? Skąd wiesz poco tu przyjechałam?
A: Hala Mattola, to tu Shakira narywa wszystkie swoje klipy. Wybacz, ale nawet głupi wiedziałby po co tu przyjechał.
K: No to widocznie ja jestem głupia. Odwieziesz mnie do domu, czy będziemy tak stać?
A: Oczywiście, po to tu jestem :)- uśmiechnął się po czym dodał: Nie wiem czy wiesz, ale jesteś jedyną dziewczyną, o którą dbam i jestem na jej każde zawołanie. Mam nadzieję, że to docenisz :)
K: heheh, Ty jak coś wymyślisz... Pokonwersowałabym z Tobą na ten temat, ale jestem zmęczona. Możemy już jechać?
A: Twoje słowo jest dla mnie rozkazem!
Nawet nie zwróciłam uwagi kiedy byliśmy już pod domem, pożegnałam się z Alexisem i poszłam do domu. Chyba z godzinę siedziałam w łazience, później zrobiłam sobie cieplutką herbatkę i usiadłam do komputera. Włączając go, zauważyłam, że mam kilka nieodebranych połączeń od Shakiry i smsa od Krysi:
" Nooo proszę, co ja się dowiaduję i to w portalach plotkarskich.... Gratuluję! P.S. U nas wszystko w porządku, walczymy z ubezpieczycielem."
Nie rozumiałam o co może chodzić Krysi, nie sądziłam, ze jest czytelniczką takich stron... Przeraziłam się wchodząc na jedną ze stron. Wszędzie widniały tytuły jutrzejszych gazet.
"Alexis Schancez zakochany!"
"Kim jest nowa dziewczyna piłkarza Barcelony?"
"Bracelońska 9 ma dla kogo strzelać"
"Miłość kwitnie!"
"Wiadomo komu zawdzięcza formę"
"Czy to jej dedykuje wszystkie bramki"
Nie mogłam na to patrzeć, przeraziłam się! Przecież nic nas nie łączy! Przyjaźnimy się, a media to wykorzystują.- mówiłam sobie w myślach.
Nie wiedziałam co mam robić... Zadzwoniłam więc do Alexisa, zeby o tym porozmawiać:
A: Widziałaś?
K: Hej, widziałam
A: I jak??
K: A jak ma być?
A: Nie wiem, pytam się...
K: Możesz to jakoś odkręcić?
A: Nie bardzo wiem jak... Wydaje mi się, że nic na to nie poradzimy.
K: To co zamierzasz?
A: Przeczekać to i przede wszystkim nie martwić się tym co ludzie powiedzą.
K: Nie wiem, boję się.
A: Czego???
K: Sama nie wiem...
A: Nie mogę za bardzo rozmawiać. Muszę już kończyć, pogadamy o tym jutro.
K: Ok, narazie :)
Chciałam, aby Alexis jakos mi pomógł, a on zwyczajnie umył ręcę. Wiem, ze dla niego to normalne, codziennie o nim piszą, ale ja spotkałam się z czymś takim pierwszy raz i trochę mnie to przerasta.
Siedziałam jeszcze przez chwilę i zastanawiałam się jak mam to wszystko odkręcić gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam do drzwi i otworzyłam. W drzwiach stał......
------------------------------------------------
Melduje rozdział IV zakończony. Mam nadzieję, że się podobało!
Do czwartku spróbuję na bazgrać kolejny rozdział, już 5 :)
Pozdrawiam i życzę miłego czytania! :)
K!K@

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz