czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział V

K: Wowwww, co Ty tu robisz?
- Przejeżdżałem obok, więc myślałem, że może pogadamy.
K: Jestem w szoku, nie spodziewałam się wizyty Boskiego Leo Messiego... Nie wierzę :)
L: To uwierz :) Wpuścisz mnie czy będziemy tak stać w progu?
K: Sorry, wchodź.
L: Wowwww, widzę, ze dopiero się wprowadziłaś?
K: Dlaczego?
L: ...Bo nie zdążyłaś się jeszcze urządzić!
K: Urządziłam się, po co człowiekowi więcej do szczęścia- materac, laptop i lampa, czego chciać więcej :)
L: Podziwiam Cię, ja bym tak nie wytrzymał!
K:... Bo żyjemy w innym świecie.
L: Dlaczego tak myślisz?
K: Tobie do szczęścia potrzebne są gadżety i szybkie samochody, a mnie materac, komputer i światło.
L: Nie powiedziałbym, że gadżety i samochody są mi potrzebne... To jest jeden plus mojej pracy, no dobra drugi zaraz po grze w piłkę.
K: Nie, a co Ci jest wtedy potrzebne do szczęścia?
L: Widzę, że oceniasz mnie po tym co mam, a nie po tym jakim jestem człowiekiem.
K: O nieee, ja Cię nie oceniam, byłaby to ostatnia rzecz, którą chciałabym zrobić. Napijesz się czegoś?
L: Soku. Usiądę na ziemi jak nie masz nic przeciwko.
K: Proszę, siadaj... Wybacz, że nie mam żadnego fotela dla Ciebie, ale nie spodziewałam się, że będę miała takiego gościa. Cały czas nie odpowiedziałeś mi na pytanie: Co jest Ci potrzebne do szczęścia?
L: Do szczęścia??? Na pewno ktoś kto pokocha mnie takiego jakim jestem.
K: Błagam, takie sciemy to Ty możesz walić w wywiadach. Przecież masz osobę, z którą dzielisz swoje zycie, jesteś szczęśliwy.
L: W sumie masz rację, Antonella to wspaniała dziewczyna, ale od jakiegoś czasu nie możemy się dogadać, nawiązać jakiegokolwiek tematu. Wszystkie nasze rozmowy kończą się kłótnią. Sam już nie wiem o co jej chodzi?
K: To źle, bardzo... Może powinieneś ją raz wysłuchać?
L: Wysłuchać??? Cały czas to robię, ale ona się czepia o wszystko, nawet o to, że gdy jest w Mediolanie ja na nią nie czekam... Kurde, uwierz, czekam!
K: Nie wiem, nie moja sprawa. Nie znam jej za dobrze, więc nie mogę Ci pomóc...
L: Ale dzięki, że mnie wysłuchałaś, każdy mówi, że przesadzam...
K: Kto???
L: Rodzice! Mama mówi, że się czepiam, bo Anta zaczęła pracować.
K: Pracować? Prędzej Ci to przeszkadzało?
L: Anta nigdy nie pracowała, od kiedy przyjechała do Barcelony zawsze była pod ręką. Od roku jest twarzą D&G i więcej czasu spędza w Mediolanie.
K: A może to Ty masz problem, że nie jest już zależna od Ciebie?
L: Niee, skąd... Sam jej pomogłem rozwinąć skrzydła, ale nie da się ukryć, ze za nią tęsknie.
K: No i tu mamy rozwiązanie... Za mało czasu z nią spędzasz, a gdy się pojawi oddalasz się od niej...- proste! Spróbuj więcej z nią rozmawiać, a na pewno wszystko się ułoży.
L: Łatwo powiedzieć, gorzej z wykonaniem. Dobraaa, koniec zwierzeń. Co powiesz na kino, a potem kolacje na mieście?
K: W sumie jestem już zmęczona i miałam się kłaść spać, ale czemu nie.
L: No to super, ubieraj buty i mykamy. Znam fajne miejsce :)
O tej porze ulice Barcelony tętniły życiem. Bałam się, ze ktoś nas razem zauważy i powtórzy sie sytuacja z Alexisem, ale Leo zapewnił mnie, ze żaden paparazzi nie chodzi za nim, bo prawie nigdy nie wychodzi. Więc w spokoju mogliśmy obejrzeć film w kinie i wybrać się na kolacje. Nie sądziłam, że tak łatwo nawiąże z nim kontakt. Rozumieliśmy się prawie bez słowa i śmialiśmy się z tych samych żartów. Nawet film, który wybrałam spodobał się Lio. Postanowił nawet obejrzeć poprzednie części, bo prawie nic z niego nie rozumiał. Wybraliśmy się również do Restauracji, w której zazwyczaj jada gdy jest w centrum Barcelony. Gdy siedzielismy przy stoliku, Leo zapytał mnie co słychać u Krysi i Rogera.
K: Mają kłopoty z ośrodkiem, które prowadzą- odparłam.
L: Jakie kłopoty?
K: Pękła im rura i zalała cały ośrodek, a nie mieli ubezpieczenia.
L: Aaaa, cos słyszałem na ten temat, ale nie mogłem być, bo byliśmy z Antonellą na kolacji u rodziców.
K: Wprawdzie mamy cały budynek osuszony i czeka na remont, ale nie mamy pieniędzy na niego.
L: Szkoda, a może mógłbym Ci jakoś pomóc??
K: Wątpię, chyba że masz dobrą i tanią ekipę budowlaną?
L: No z tym może być problem, bo w domu ja się tym nie zajmuję, ale mogę Ci pożyczyc pieniądze na remont.
K: Oooo nieee, dziękuję bardzo, ale nieee... Nie przyjmuję pożyczek od obcych.
L: Od obcych??? Przecież jesteśmy przyjaciółmi!
K: Nawet nie próbuj mnie przekonywać, nie wezmę od Ciebie takich pieniędzy.
L: Jak chcesz??? Ale wiesz, że mozesz na mnie liczyć?
K: Taak, wiem i dziękuję!
L: W sumie to mam pomysł...
K: Jaki????
L: A co byś powiedziała gdyby klub pomógł dzieciaką.
K: Mów dalej, interesujące...
L: Klub mógłby zorganizować zbiórkę pieniędzy w trakcie meczu, ogłosilibyśmy to przez reklamę w telewizji. Zebralibyśmy te pieniądze?!
K: W sumie dobry pomysl, ale skąd pewność, że klub się zgodzi i wesprze dzieciaki.
L: Już moja w tym głowa, jakoś ich namówię.
K: No nie wiem, nie wiem... Mamy za mało czasu, żeby ryzykować!
L: Ryzykować? Kiedy dzieciaki muszą wrócić do ośrodka.
K: W czwartek, dokładnie za 7 dni.
L: No to masz rację, trochę mało :(
K: ejjj, ale jeżeli zorganizowalibyśmy jeszcze koncert, których ceny biletów przeznaczylibysmy na wycieczkę np. do Madrytu, moglibysmy zdążyć?
L: Nooo, tylko dlaczego właśnie do Madrytu???

K: Nie wiem, tak mi się powiedziało?
L: To już lepiej do Sewilli :)
Gdy tak rozmawialiśmy na temat planów zebrania pieniędzy dla dzieciaków, Leo wypalił:
L: Tylko się teraz nie odwracaj!
K: Dlaczego???
L: Jakiś mężczyzna robi nam zdjęcie!
K: O Boże!!! Co teraz, przecież on to wykorzysta przeciwko nam, nie mozemy na to pozwolić! Zrób cos??
L: Nie panikuj! Wszystko będzie w porządku. Siedź tu i się nie ruszaj, załatwie to!
Leo podniósł się i poszedł w stronę mężczyzny. Siedziałam jak na szpilkach, nie mogłam się przecież odwrócić. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, najlepiej bym uciekła. Po 10 minutach podszedł Leo i zapytał:
L: Zjadłaś już?
K: W sumie taak!
L: Dobrze, to wstań i wychodzimy.
K: Coś się stało???
L: Nieee, po prostu chcę Ci jeszcze cos pokazać.
Wychodząc z restauracji, zapytałam Leo po co temu człowiekowi nasze zdjęcia i czy je wykorzysta.
Po chwili namysłu Leo odparł: Nieee, wydaje mi się, że to jakiś turysta, który chciał sobie zrobić zdjęcie. Nie masz się czego obawiać.
K: Ufff, kamień z serca mi spadł.
L: Mogę się Ciebie jeszcze coś zapytać?
K: Proszę, słucham???
L: Nagrywasz płytę, teledyski...Robisz karierę, a boisz się paparazzi??? Nie obraź się, ale wchodząc w ten świat musisz się z tym pogodzic.
K: Nie muszę, uwielbiam śpiewać, ale nie zamierzam byc jakąś gwiazdą. Nawet nie wiem czy w ogóle nagram jakąś płytę. A zresztą zawszę będę sobą.
L: Skoro tak mówisz to Ci wierzę.
Jeszcze długo spacerowaliśmy ulicami stolicy Katalonii, rozmawiając i śmiejąc aię z przechodniów i żartów Leo. Nasza droga zakończyła się na jednym pomoście, z którego widać było oświetlone miasto.
K: Ładnie tu!- odparłam podekscytowana.
L: Wiem, dlatego Cię tu przyprowadziłem. Wiedziałem, ze docenisz uroki tego miejsca.
K: Nie sądziłam, ze znasz takie miejsca?
L: Często tu przychodziłem gdy byłem młody. Po treningu, gdy tęskniłem za mamą i rodzeństwem, gdy rozstawałem się z dziewczyną i z wielu innych spraw. Tu nawet opiłem swój pierwszy kontrakt z klubem z chłopakami z zespołu.
K: Czyli laski też tu zaliczałeś?
L: Zaraz zaliczałem... Powiedzmy, że przyprowadzałem- uśmiechnął się po czym dodał: Antonie też tu przyprowadziłem gdy pierwszy raz odwiedziła mnie w Barcelonie, ale...
K: Ale....?
L: Nie lubi tego miejsca!
K: Dlaczego???
L: Kiedyś wpadłem tu do wody i uderzyłem się w głowę. Przez tydzień nie mogłem trenować i grać, miałem podejrzenie wstrząśnięcia mózgu, ale obyło się bez tego. No i wtedy Antonella zabroniła mi tu przychodzić i omijać to miejsce szerokim łukiem.
K: Przestraszyła sie?
L: I to bardzo!
Bardzo dobrze się nam ze sobą rozmawiało, poczułam że znalazłam bratnią duszę, z którą mogę o wszystkim porozmawiać. Leo lubi słuchać, a zarazem opowiadać o swoim życiu. W mediach i przy chłopakach z zespołu czuję dystans, ale w głębi duszy jest wspaniałym człowiekiem.- takie przemyślenia po wspólnie spędzonej nocy.
Nasze rozmowy zakończyły się ze wschodem słońca. Odprowadzając mnie do domu Leo poprosił, abym przyszła dzis do klubu. Będzie rozmawiał z prezesem klubu ws ośrodka i chciałby, abym mu towarzyszła.
Zgodziłam się, bo w sumie nie miałam na dziś żadnych planów. Trening kończył się o 12:30, więc miałam na niego czekać koło głównego wejścia.

Przebrałam się szybko. Szybko??? W sumie nie wiedziałam dokładnie w co??? Przecież będę rozmawiać z mężczyzną, który może pomóc uratować ośrodek. W końcu znalazłam coś odpowiedniego, ubrałam się i poszłam na spotkanie z Leo i Panem Bartomeu. Nie wiedziałam jak z nim rozmawiać, jak ma pomóc dzieciakom. Całą drogę układałam sobie w głowie plan rozmowy, co trzeba poruszyć, co opowiedzieć. Z czasem zdałam sobie sprawę, ze Krysia i Roger powinni o tym wiedzieć, jako właściciele ośrodka. nie mogłam przecież za ich plecami decydować o tak ważnej sprawie. Zadzwoniłam więc do Krystyny i Rogera tłumacząc pokrótce jaki mamy pomysł na zebranie pieniędzy. Krystyna ucieszyła się, ze chce pomóc dzieciakom z ośrodka i dała mi pełne poparcie w reprezentowaniu ich u Pana Bartomeu. Ale problem leżał gdzie indziej, Roger obawiał się, ze taki klub jak FC Barcelona nie znajdzie środków na pomoc pobliskiemu Domu Dziecka. W sumie miał on z jednej strony rację, klub wprawdzie zarabia ogromne pieniądze, ale i też ma swoje wydatki. Postanowiliśmy razem, że wybiorę się do klubu na tą rozmowę, ale nie będę naciskać na nich gdy okaże się, ze nie mogą nam pomóc. Przecież nie mogliśmy sobie pozwolić na problemy tak wielkiego klubu. Gdy dotarłam na miejsce, czekając na Lio zauważyłam wychodzących piłkarzy. Trening się skończył więc Leo zaraz powinien tu być- pomyślałam.
Dość długo na niego czekałam, bałam się, ze go coś zatrzymało lub co najgorsza zapomniał o naszym spotkaniu. Nie zwróciłam uwagi gdy podeszli do mnie: Cesc, Marc, Cristian i Alexis. Cesc zaczął:
- Cześć Karola, wiemy że czekasz na Leo, ale On...
Przerwał mu Marc:
- Nie przyjdzie, cos go zatrzymało....- Marc chciał kontynuować, ale wtrącił się Alexis:
- Chyba ktoś- burknął pod nosem.
Cristian odepchnął Alexisa i wydawało mi się, ze chce ratować sytuację, która wymknęła im się spod kontroli.
- Prosił Nas, abyśmy Cię przeprosili za jego zachowanie, zazwyczaj dotrzymuje słowa.
- Do czasu gdy nie pojawi się Antonella- burknął znowu Alexis.
- Alexis!!!- krzyknęli chórem.
- Chcecie mi powiedzieć, ze Leo nie przyjdzie, bo przyjechała do niego dziewczyna?! Nie mógł sam przyjść tu i powiedzieć mi tego prosto w oczy - oburzyłam się.
- To nie tak Karola- próbował tłumaczyc Marc, do czasu aż nie wtrącił się Cesc:
- Zrozum, nie widzieli się już długo, ona przyjechała niespodziewanie. Dosłownie na popołudnie i potem wylatuje.
- Jak by chciał to by znalazł- powiedział znowu Alexis.
- Dokładnie, Alexis ma rację- odparłam.
- Alexis! Nie pomagasz!- powiedział Cristian.
- Dobra, to ja już nic nie będę mówić- dodał.
Chcąc zakończyć tą idiotyczną rozmowę zapytałam Alexisa czy mogę się z nim zabrać. Oczywiście się zgodził. Cesc zapewniał mnie, ze Leo obiecał załatwić to jeszcze dzisiaj, bo wie jak zależy mi na czasie. W sumie byłam już głucha na to co mówią chłopacy, miałam wszystko gdzieś, nie zależało mi już na niczym. Gdy wsiadałam do samochodu usłyszałam jak ktoś mnie woła i nie byli to moi rozmówcy z którymi przed chwilą rozmawiałam. Odwróciłam się i zauważyłam idącego w moją stronę Carlesa Puyola.
- Cześć! Carles jestem! Dobrze, ze udało mi się Ciebie zatrzymać. Wszystko załatwione.
K: Co jest załatwione???
C: Rozmawiałem z Leo na treningu i przed chwilą przez telefon i mi wszystko opowiedział.
K: No iii???
C: Prezes sie wstępnie zgodził. Macie być jutro z opiekunami ośrodka u niego o godz. 9.
Zwariowałam ze szczęścia, wszystko zaczeło się układać! Prawdopodobnie Barca nam pomoże. Z tych wszystkich emocji, aż przytuliłam kapitana Blaugrany. Nie mogłam się powstrzymać.
Cristian dodał jeszcze przed naszym odjazem, ze nareszcie sie wszystko ułożyło. W sumie miał rację!
Napisałam zaraz jak dotarłam do domu smsa do Rogera i Krystyny: "Wszystko idzie według planu. Barca prawdopodobnie nam pomoże. Musimy się tylko spotkać wszyscy razem jutro w siedzibie klubu o 9. Jestem szczęśliwa!"
Wirowało we mnie tyle pozytywnych emocji, ze nie mogłam się pohamować i zaprosiłam Alexisa dziś wieczorem do " Soul Club S.c.p.". Mamy przecież co świętować! Barcelońska 9 zgodziła się i zobowiązała się zaprosić resztę chłopaków. Był to, w sumie nadal jest najwspanialszy dzień! Wieczorem tak jak ustalaliśmy spotkaliśmy się w klubie, było dużo osób, ale przede wszystkim mogliśmy się tak naprawdę poznać i porozmawiać. Zabawa przebiegała po myśli, świetnie się bawiliśmy. Nawet Leo, który został zaproszony tańczył.
W pewnym momencie, któryś z piłkarzy wyciągnął dzisiejszą gazetę ze zdjęciem moim i Alexisa. Każdy gdy to zobaczył na początku zaczął się śmiać i komentować wygląd Alexisa. Boski Messi też przyglądał sie zdjęciu  z takim zdziwieniem na twarzy, po czym odparł:
- Jesteście razem?
Wszyscy podnieśli głowy i spojrzeli na Nas.
A: A to cos złego?? Jesteśmy oboje wolni???
Zrobiło się niezręcznie, ale dzięki Bogu był tam Marc, który wypalił:
M: Alexis jak długo??? Jeszcze tydzień temu byłeś zakochany po uszy???
Wszyscy zaczeli się śmiać. A ja, zamiast śmiać się razem z nimi przyglądałam się Messiemu, który był troszkę zmieszany. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam:
- Oj tam, oj taaam, nie będę komentować swojego zycia prywatnego... Idziemy na parkiet!
Gdy już szaleliśmy wszyscy na parkiecie, Messi złapał mnie za rękę i pociągnął na bok.
L: Możemy porozmawaic??
K: Cooo??? Nie słyszę??
L: Wyjdźmy na zewnątrz!
Gdy przedarliśmy się przez tłumy roztańczonych osób i znaleźliśmy się na dworze, Messi poprosił o chwilę rozmowy.
L: Przepraszam Cię za dzisiaj, że kolejny raz muszę to robić, a co najważniejsze za to, ze Cię wystawiłem! Zazwyczaj nie robię czegoś takiego, ale Antonella wyjechała dzis do Stanów i będzie tam dwa miesiące. Trochę długo, boję się, ze będę tęsknił.. Mam nadzieję, że nie będziesz zła?
K: Nie jestem i nie byłam, chociaż nie było miło stać tam i usłyszeć z ust Twoich kolegów, ze mnie wystawiłeś.
L: Wiem, to było głupię... Nie powinienem tak postąpić.. Chciałem zadzwonieć, ale nie zdążyłem....
K: Szkoda, wyszło by lepiej gdybyś sam mi to powiedział, ale nie chowam urazy. Idziemy??
Gdy już zmierzałam do środka, Leo zatrzymał mnie przy samych drzwiach i powiedział:
L: Karola, lubię Cię, nawet bardzo, ale proszę Cię o jedno nie pakuj się w związek z Alexisem!
Spojrzałam w jego brązowe oczy chcąc wydusić coś z siebie, ale nie zdążyłam. W drzwiach stał Alexis, który słyszał wszystko co powiedział Leo.
Przestraszyłam się i czekałam z niecierpliwością na ruch Chilijczyka.





-------------------------------------------
Na dzis koniec!
Postaram się wstawić coś jeszcze w weekend!
Mam nadzieję, ze się podobało :)



4 komentarze:

  1. muszę Cię przeprosić, że ja tak znowu z poślizgiem, a do tego lakonicznie skomentuję, ale mobilnie jestem. do meritum, rozdział genialny jak zawsze <3 przy okazji zapraszam na te-quiero-para-siempre.blogspot.com pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oni jak dotąd byli bardzo szczęśliwą rodziną
      ona cieszyła się szczęściem przyjaciół powoli zapominając o własnych niepowodzeniach
      on miał wszystko co chciał a przynajmniej tak mu sie wydawało

      pewnego dnia wszystko sie zmieniło. oni stracili życie. on i ona natomiast najlepszych przyjaciół, zyskując tym samym malutką pociechę, która sprawi, że na nowo uwierzą w miłość.

      razem z Julią Pique serdecznie zapraszamy na naszego nowego bloga o FC Barcelonie
      para-siempre-fcb.blogspot.com

      Usuń
  2. kiedy coś nowego? ;(


    serdecznie zapraszam na nowy rozdział mojego humorystycznego opowiadania o Realu Madryt.
    co Ballack myśli o propozycji Carbonero? i czy na nią przystanie?
    co tym razem wykombinują Ozil i Khedira?
    odpowiedzi jak zawsze na te-quiero-para-siempre.blogspot.com pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej chciałabym cię zaprosić na mojego nowego bloga
    przeznaczeniedwochserc.blogspot.com
    Przepraszam jeśli to nieodpowiednie miejsce do takich informacji , pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń