sobota, 14 grudnia 2013

Prolog

Achhh... co to była za noc?! W jednej chwili mój świat zmienił się diametralnie.. Miałam być piękną panną młodą, która zaczyna wszystko od początku u boku kochającego męża, a tu dowiadujesz się, że byłaś zdradzana na każdym kroku... Czas się pozbierać i rozpocząć nowe życie...
Wchodząc do kuchni ujrzałam powieszoną na szafie swoją białą suknię, która nie przypominała już tej z wystawy.
Gdy otwierając lodówkę usłyszałam w radiu fragment piosenki Pectus
... coś mi mówi: życie zmień! popłakałam się
- Tak, płacz sobie płacz. I tak nic tego nie zmieni - usłyszałam z salonu.
Była to moja siostra, która przyszła sprawdzić co się ze mną dzieje.
- Co tu robisz? - zapytałam zapłakana.
- Sprawdzam jak długo masz zamiar rozpamiętywać to co wydarzyło się wczoraj. Może czas zabrać się za siebie, spakować walizkę i wyjechać na pewien czas. To Ci dobrze zrobi!
- Ale, ale... ale jak to... Gdzie ja mam wyjechać? Co ja mam ze sobą zrobić? Cały czas rozmyślam o Bartku- powiedziałam przez łzy spływające po policzku.
Ania spojrzała na mnie tymi swoimi oczyma i powiedziała:
- On nie był Ciebie wart.. Prędzej czy później Wasze małżeństwo by się zakończyło, a tak przynajmniej jesteś wolna i możesz śmiało dalej bawić się życiem
Nie potrafiłam nic wykrztusić z siebie. Stałam i patrzyłam na ten jej uśmieszek. Kto jak kto, ale Ania zawsze wiedziała co powiedzieć, żeby mnie postawić do pionu.
- Siostra bierz szybki prysznic, pakuj walizkę i wykorzystaj bilety, które zapewnił Ci Twój niedoszły małżonek w podróż poślubną.
  
Po pięciu godzinach od rozmowy ze swoją starszą siostrą byłam na miejscu, zameldowałam się w Hotelu Majestic. W lobby dostałam ulotkę z miejscami, które warto zobaczyć.. Ale w głowie miałam już ustalony własny plan wycieczki na najbliższe dwa tygodnie: Sagrada Familia, Park Guel, Barri Gotic, Casa Mila,
Casa Batlló, Montjuic, Pałac Muzyki Katalońskiej, Montserrat Góra, Katedra św Eulalii, Font màgica
Museu Nacional d'Art de Catalunya, Plaça d'Espanya, Poble Espanyol, Kościół Santa Maria del Mar w Barcelonie, Torre Agbar, Gran Teatre del Liceu, CaixaForum w Barcelonie, Fundació Joan Miró, Palau Sant Jordi, Pawilon barceloński, Estadi Olímpic Lluís Companys,
Palau Blaugrana, Casa Vicens.
Pierwszym miejscem, które chciałam zobaczyć w Katalonii była najdłuższa ulica zwana potocznie "przerwanym przepływem rzeki" (La Rambla). Nie zastanawiałam się długo... zamierzałam wyruszyć zaraz po odłożeniu walizek w moim Apartamencie. Wychodząc z pokoju spotkałam tylko dwie Panie z obsługi hotelowej, które w przejściu chciały powitać nowożeńców z Polski. Pech chciał, że do ślubu nie doszło... Bartek został w Polsce, a ja jestem w miejscu do którego zawsze chciałam pojechać. Przeprosiłam je i wyszłam na świeże powietrze, nawet w Katalonii każdy przypomina mi o Bartku,. Myślałam, że czas tutaj będzie wyrozumialszy dla mnie. No cóż :( 
Po godzinie byłam już na La Rambla, tłoczno i gwarno chyba jak zawsze... W każdej nawet wąskiej uliczce stały stragany z przepięknymi upominkami i kwiatami... Mogłam wykupić tam wszystko gdyby starczyło mi pieniędzy. W pewnym momencie zauważyłam, że na końcu stoi stary mężczyzna wyprzedający antyki. Moją uwagę przykuł dość postarzały, a zarazem zardzewiały rower. Nie wiem dlaczego, ale zapragnęłam go mieć, może dlatego, że przypominał mi czasy młodości. Próbowałam się wypytać mężczyzny czy jest on na sprzedaż i ile za niego chce, ale moje starania porozumienia się z nim po angielsku za każdym razem powodowały wrzask i krzyk. W pewnym momencie ktoś złapał mnie od tyłu za ramie i powiedział po Polsku: 
- Tak się z nim nie dogadasz??? 
Obejrzałam się do tyłu i ujrzałam, kobietę w wieku 40lat.
- Nazywam się Krystyna, tak wyprzedzę Twoje nastepne pytanie, bo wydajesz się zdziwiona, Jestem Polką - Ooo, dziękuję- wydusiłam 
Dzięki pomocy Krystyny udało mi się kupić ten rower za 350 Euro. Mój pierwszy zakup w Barcelonie. Nie zastanawiałam się jeszcze jak zabiorę go z powrotem do Polski.
- Jesteś tu na wycieczce- zapytała Krysia.

- Taak, jestem tu od 3-4 godzin.
- To szybko zaczynasz, uśmiechnęła się Krysia
W pewnym momencie nasunęło mi się pytanie, które chciałam zadać mojej nowej koleżance.
- Długo mieszkasz w Barcelonie?
Usłyszałam tylko od niej:
- Zapraszam Cię na mate i ciacho do pobliskiej kawiarenki tu za rogiem, tam spokojnie porozmawiamy.
Gdy już dotarłyśmy na miejsce, zadałam jeszcze raz to pytanie Krysi.
 -Widzę, że zawsze musisz wszystko wiedzieć.. A więc od 15 lat jestem żoną Rogera, Katalończyka z krwi i kości. Uśmiech nie schodził jej z ust gdy opowiadała jak poznała swojego męża, dzieciach i swojej pracy na rzecz dzieci pozostawionych przez rodziców w szpitalach. 
- Prowadzisz dom dziecka- zapytałam 
- Można tak powiedzieć, przebywają tam dzieci do 6 roku życia. Potem przenoszone są do specjalnego ośrodka gdzie mają zapewnioną edukacje do 18 lat. 
- Rozumie, ze jesteś tu szczęśliwa  
- Taak i nie zamieniłam bym swojego życia na żadne inne... A Ty co zamierzasz z tym czymś pod ścianą. 
- Zamierzam zwiedzić nim całą Barcelonę- uśmiech nie schodził mi z ust chyba od 20 minut  
- Woww.. będziesz pierwszą Polką, która zdobędzie Barcelonę na dwóch kółkach, zazdroszczę Ci tego młodzieńczego zapału -dodała.
- Haaa, mam świetny pomysł - odparłam nie zastanawiając się długo i dodając: Kompletnie nie znam tego miasta, więc potrzebuję dobrego, wręcz bardzo dobrego przewodnika, który pokarze mi Barcelonę bardzo dokładnie i jej okolice. 
- Krysia spojrzała na mnie i powiedziała: A więc czego oczekujesz? 
- Zostań moim przewodnikiem. 
- Haaa, jesteś tego pewna? 
- Niczego nigdy nie byłam taka pewna jak tego, że potrzebuję takiej osoby jak Ty.. Będziemy się świetnie bawić i pod szlifujesz trochę Polski, bo cieniutko z nim. Chyba długo z nikim nie rozmawiałaś po polsku??? - - Dobra, przyjmuje propozycje, ale pod jednym warunkiem. W wolnym czasie pomożesz mi w ośrodku z dzieciakami. 
- Możesz na mnie liczyć. A więc maleńka szykuj rower. Zaczynamy od jutra bądź pod Hotelem Majestic o 9 rano. 

Przez najbliższy tydzień Krysia pokazywała mi każdego dnia nowe miejsce na mapie Barcelony. Gdy wracaliśmy z Palau Sant Jordi zatrzymałam się na jednej z ulic i niespodziewanie powiedziałam Krysi, że ma pomóc znaleźć mi mieszkanie w Barcelonie. Jej reakcja była naturalna: 
- Zwariowałaś! Jesteś tu już tydzień, zostało Ci jeszcze raz tyle, a Ty wyjeżdżasz z czymś takim. To nie jest taka prosta decyzja, trzeba to przemyśleć na spokojnie. 
- Czyli rozumie, że mi nie pomożesz- spojrzałam na Krysie poddenerwowana. 
- To nie o to chodzi czy Ci pomogę, czy nie. Wiesz z czym to się wiąże. Ja swoją rodzinę widzę raz do roku i to też zależy czy mam pieniądze na kupienie biletu do Polski. Przemyśl to jeszcze raz, a teraz jedźmy coś przekąsić.
- Już to przemyślałam i nie zamierzam zmieniać zdania. Mam tydzień na znalezienie odpowiedniego mieszkania, bo później wyląduje na ulicy. 
- Dobra pomogę Ci w poszukaniu mieszkania, ale wiedz jedno, Barcelona nie jest aż tak tanim miastem. Żeby się tu utrzymać trzeba mieć prace. 
- No właśnie, najpierw mieszkanie potem znajdę prace. Dam radę, mam jeszcze jakieś odłożone pieniądze. Wystarczy mi na jakiś miesiąc. Bez obaw, kochaniutka- uśmiechnęłam się do Krysi chociaż wiem, że była dość zdenerwowana tym co jej przed chwilą powiedziałam. 
Następnego dnia gdy pod ośrodkiem czekałam na Krysie spotkałam Rogera. 
- Cześć Karola, słyszałem, ze zamierzasz zostać z nami tu na dłużej. 
- Ooo widzę, ze plotki szybko się roznoszą nawet tutaj. Taak, zamierzam pomieszkać tu przez jakiś czas. Szukam mieszkania, słyszałeś może o czymś godnym uwagi? 
- Hmmm pomyślmy.... raczej niee, chociaż w sumie jedna stara Hiszpanka zamierza sprzedać lub wynająć strych w swojej chałupie. Mogę Ci podać adres do niej jeśli chcesz? Tylko nie mów nic Krysi, Ona sądzi, ze to zły pomysł. 
- A to dlaczego? 
- Jesteś młoda, szalona i szybko zmienisz zdanie. Najgorsze jest to, że wtedy zostaniesz z problemem sama. - Haaa, dobre.. Nie wiedziałam, ze mieszkanie to problem. Możesz dać mi ten adres? 
- Taak, oczywiście. Poczekaj zapiszę Ci. 
Proszę. Spojrzałam na kartkę i zobaczyłam adres: Carrer d'Aurora Bertrana.
- Daleko to- spojrzałam jednym okien na Rogera.
- Troszkę taak, ale mogę Cię zawieźć. 
- Super, w sumie przydasz mi się bo potrzebuje tłumacza. 
- Powiem tylko swojej żonce, że muszę gdzieś pojechać i ruszamy. 
Po 40 minutach byliśmy na miejscu. Wydostać się z centrum miasta w godzinach przedpołudniowych wiąże się z długim czekaniem w korku. Na miejscu okazało się, że to dość stara chałupa jak na Barcelonę, ale cóż, obejrzeć nie zaszkodzi. 
Gdy zapukaliśmy do drzwi, otworzyła nam starsza Pani i podnośnym głosem zaczęła coś mówić, Przestraszyłam się i zrobiłam krok do tyłu. Roger złapał mnie za rękę i powiedział coś po Katalońsku do tej kobiety.
 - estem a l'apartament. Perdó, et convido interior.- powiedziała kobieta i otworzyła szerzej drzwi. - Wchodzimy- zapytał Roger. 
- Tak, tak- uśmiechnęłam się po czym dodałam, o co chodziło tej kobiecie? 
- Myślała, że przyszliśmy z jakimiś gadżetami na sprzedaż. 
Gdy weszliśmy na piętro, bardziej na strych ujrzałam gołe, poniszczone ściany. Przeraziłam się, ale po chwili ujrzałam stare pianino, które oświetlało słońce wchodzące przez okna w poddaszu.
Rozglądałam się jeszcze dość długo. Po czym znowu usłyszałam tą kobietę: 
- molt més llarg. com es pot veure (długo jeszcze, ile można oglądać) 
- un altre minut (jeszcze chwilkę)- powiedział Roger, dodając w moją stronę, ze muszę się zastanawiać szybciej, bo Pani się niecierpliwi. 
- Spojrzałam na niego i powiedziałam: Biorę! Niech będzie, raz się żyje! Roger spojrzał na mnie z uśmiechem i dodał: 
- A więc Ty decydujesz  
- Roger, zapytaj jeszcze Pani starszej co z tym starym fortepianem.- krzyknęłam z oddali.
-Què passa amb el piano? 
- pot ser descartat. 
- Karola możesz go wyrzucić!
Ooo nieee, zamierzam go wyremontować. Roger spojrzał jeszcze na mnie i powiedział: 
- Za chwile dostaniesz klucze od tego czegoś i nie będzie odwrotu. 
- Nie będzie- wyszeptałam z przerażeniem. 
Ale tego chciałam, mieć coś co w końcu będzie należeć i zależeć ode mnie.

Najbliższe dni spędzałam na zwiedzaniu miejsc, w których jeszcze nie byliśmy z Krysią, czytaniu bajek dzieciakom z ośrodka no i małych remontach w moim nowym domu. Dużymi krokami zbliżała się data mojego wyjazdu z Barcelony, dobrze wiedziałam, że tu zostaje, ale otaczał mnie niepokój. Moją ostatnią rzeczą, którą musiałam zrobić w najbliższym czasie było zatelefonowanie  na lotnisko z informacją, że chce odsprzedać mój bilet do Polski. 
                                                           Iiii byłam już całkowicie wolna :)

Moja pierwsza noc w  nowym mieszkaniu na materacu była dość dobra. Można powiedzieć, ze się nawet wyspałam. Nad ranem obudził mnie telefon.
- Krysia?! A czego Ona może chcieć z samego rana- powiedziałam zaspanym głosem.
- Hallo Karola, jesteś tam??
- Taak, jeszcze spałam.
- Nie śpimy już. Ubieraj się, wskakuj na rower i widzimy się na Riera Blanca.
- Gdzie to??- zapytałam.
- Chcesz mieszkać w Barcelonie, a nie wiesz gdzie jest Camp Nou? - powiedziała zdziwiona Krysia.
- Jeszcze mnie tam nie było- zaczęłam śmiać się do słuchawki. 

- To masz możliwość wykazania się. Widzimy się za 20 minut. Narazie :) 
Wstałam, ubrałam się i wsiadłam na rower. Gdy już dotarłam na miejsce. Zeszłam z roweru i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Od zawsze marzyłam zobaczyć ten stadion, ale nigdy nie miałam odwagi tu przyjechać. Nawet teraz, od dwóch dni powinnam być w Polsce i w tym całym moim zwiedzaniu Barcelony nawet nie miałam go na liście. Gdyby doszło do mojego wyjazdu do Polski nie zwiedziłabym go... Dobrze, ze tu zostałam- pomyślałam :) 
Byłam tak zafascynowana widokiem, który miałam przed sobą, ze nie zastanawiałam się długo. Ruszyłam na drugą stronę. Nie zawsze jest się tak blisko miejsca do którego marzyło się tyle lat przyjechać. Był na wyciągnięcie ręki. Pech chciał, że usłyszałam tylko jak jakiś samochód trąbi na mnie i leżałam na ulicy.





NA PIERWSZY ROZDZIAŁ ZAPRASZAM WE WTOREK (17.12.13)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz